Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 19 lutego 2026 14:24

Krajniak co bił bolszewika – Władysław Lange

Podziel się
Oceń

W swoich poszukiwaniach historycznych czasami muszę się zatrzymać. Nie wynika to z braku chęci do dalszego odkrywania dziejów danej postaci. Powodem jest natomiast kłopot z dotarciem do źródeł, które lepiej mogłyby mi ją przybliżyć. W takich przypadkach stawiam kropkę i czekam. Czasami mijają lata i nie pojawia się nic interesującego. Tak jest m.in. w przypadku Władysława Lange, który urodził się w Zakrzewie (powiat złotowski). Z pewnością zasługuje on na miano Bohatera Narodowego i jakąś formę upamiętnienia. Dlatego mimo istotnych braków, bo np. nie ustaliłem daty jego śmierci, postanowiłem opublikować poniższy artykuł. Oczywiście liczę na to, że ktoś dopowie kilka zdań i wskaże przy tym źródło (np. w komentarzu), co pozwoli na pełniejsze poznanie dziejów tej postaci.

Władysław Lange urodził się 17 września 1890 roku w Zakrzewie (powiat złotowski). Jego rodzicami byli Jan i Balbina z Kowalskich. Rodzina Lange utrzymywała się z pracy na roli. Trudno określić jej status materialny. Można tylko domniemywać, że nie był zbyt wysoki. Pokłosiem tego stało się zapewne to, że większość dzieci Jan i Balbiny, a było ich jedenaścioro, po osiągnięciu pełnoletności szukało szczęścia poza Krajną. Na przykład trzy siostry Władysława wyemigrowały do Ameryki, a bracia związali swój los z Pomorzem. Częściowo podobną drogą podążył także bohater niniejszego artykułu. Edukację rozpoczął od szkoły powszechnej w Zakrzewie, następnie kontynuował naukę w Gimnazjum w Pile. Przerwał ją jednak w 1905 roku. Było to następstwem śmierci ojca (matka zmarła w 1900 roku) i konieczności podjęcia pracy zarobkowej. Tak trafił do Kwidzyna, gdzie podjął zatrudnienie jako pomoc biurowa w firmie Leopolda Ernsta. Pracował w niej aż do momentu powołania do niemieckiej armii, które nastąpiło w 1910 roku. Po odbyciu obowiązkowej służby wojskowej podjął pracę biurową w Essen. Wykonywał ją do wybuchu I wojny światowej.

Powołanie na front Władysław Lange otrzymał 4 sierpnia 1914 roku w Zakrzewie. Przebywał wówczas na urlopie, który spędzał u swojej siostry. Podczas I wojny światowej walczył na froncie wschodnim i zachodnim w kilku pułkach (m.in. 86 PP) oraz był dwukrotnie ranny (1914 i 1916 roku). Jego udział w tym globalnym konflikcie zbrojnym zakończył się formalnie 5 czerwca 1917 roku, gdy jako inwalida wojenny został bezterminowo urlopowany z niemieckiej armii. Dzięki temu ponownie znalazł się w Zakrzewie. Do momentu odzyskania przez Polskę niepodległości pracował u siostry na gospodarstwie.

11 listopada 1918 roku to ważna data w historii naszego kraju. Nie symbolizuje ona jednak powrotu zachodniej części Krajny do Macierzy. Oczywiście nie stało się tak na skutek bierności Polaków z tych terenów. Można bowiem wymienić dziesiątki patriotów, z ks. Bolesławem Domańskim na czele, którzy pragnęli w sposób pokojowy włączyć ziemie zachodniej Krajny do odradzającej się Rzeczpospolitej. Niestety ich plany pokrzyżowali Anglicy, Żydzi i masoni. Zakulisowe gierki sprawiły, że te stare polskie ziemie pozostały nadal pod niemieckim zaborem. W tej części Krajny nie było też zbrojnej reakcji na tak niekorzystne rozstrzygnięcia międzynarodowe. Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy tego regionu zachowywali się całkowicie biernie. Przeciwnie, wielu Krajniaków chwyciło karabiny w dłonie i wzięło udział w walkach o ustalenie granic II Rzeczpospolitej. Jednym z nich był właśnie Władysław Lange, który 19 stycznia 1919 roku przystąpił jako ochotnik do Powstania Wielkopolskiego. Jak trafił w szeregi powstańcze? Niewykluczone, że było to następstwem jego wcześniejszych związków z Towarzystwem Gimnastycznym „Sokół” (od 1906 roku) lub służby w Radach Robotniczych i Żołnierskich (od późnej jesieni 1918 roku). Według wspomnień Antoniego Jaśka, Władysław Lange około 1 stycznia 1919 roku przebił się przez Łobżenicę do oddziałów powstańczych operujących w okolicy Kcyni. Pewne jest to, że w trakcie tego zwycięskiego zrywu niepodległościowego pełnił funkcję dowódcy plutonu CKM (w stopniu plutonowego) i brał udział w walkach z Niemcami o Kcynię i okoliczne miejscowości. Także fakt, że 2 lutego 1919 roku został ranny (dźgnięty bagnetem w głowę) w trakcie walk o dworzec kolejowy w Szczepicach. To ostatnie wydarzenie spowodowało, że zakończenie Powstania Wielkopolskiego (16 lutego 1919) zastało go w szpitalu w Poznaniu

Po jego opuszczeniu Władysław Lange nie został skierowany do cywila. W tym niezwykle dynamicznym okresie II Rzeczpospolita potrzebowała bowiem tak doświadczonych żołnierzy. Dlatego przez pewien okres pozostawał w stolicy Wielkopolski. 5 czerwca 1919 roku został przydzielony do 63 PP (Toruński Pułk Strzelców). Warto wspomnieć, że gro jego żołnierzy stanowili mieszkańcy Pomorza i Krajny, którzy na początku 1919 r przechodzili granicę niemiecką, by wstępować w szeregi oddziałów polskich na terenie wolnej już od Niemców Wielkopolski. Z powodu braku kwater żołnierzy rozlokowano w Inowrocławiu, Poznaniu i Gnieźnie. Pułk przyjęło się nazywać "Toruńskim". Znalazło to również odzwierciedlenie w pieśni: "Toruński my hufiec do boju gotowy, Gotowe już nasze bagnety, By skruszyć ostatnie krzyżackie okowy i wziąć za ich zbrodnie odwety". W trakcie służby w 63 PP Władysław Lange podnosił swoje kwalifikacje wojskowe. To skutkowało awansami. W październiku 1919 roku został mianowany podporucznikiem, a w kwietniu 1920 roku porucznikiem WP.

Wkrótce okazało się, że udział w Powstaniu Wielkopolskim nie był ostatnim epizodem wojennym w życiorysie Władysława Lange. Dość szybko dopisał w nim bowiem kolejną kartę. Mowa o konflikcie z bolszewikami. W tym miejscu warto przypomnieć, że wojnę o Kresy Wschodnie poprzedziło kilka ważnych wydarzeń. Jedno z najważniejszych to porozumienie pokojowe między Niemcami i Rosją Sowiecką, które zawarte zostało 3 marca 1918 roku w Brześciu Litewskim. Jego konsekwencją był tajny układ z listopada 1918 roku o przejmowaniu przez bolszewików terenów okupowanych przez Armię Ober–Ostu. Na mocy tego układu 5 stycznia 1919 roku Rosjanie zajęli Wilno. Zanim jednak do tego doszło, 4 stycznia 1919 roku pod Nową Wilejką musieli stoczyć bój z polską samoobroną. To właśnie pierwsza z dat, która przyjmowana jest przez niektórych historyków jako początek wojny z bolszewikami. Kolejna to 14 lutego 1919 roku. Wówczas to wojska polskie w okolicach białoruskiego miasteczka Mosty zatrzymały marsz oddziałów bolszewickiego Frontu Zachodniego, które posuwały się tuż za wycofującymi się Niemcami.

Momentem przełomowym wojny z sowietami była „Bitwa Warszawska” (12 – 25 sierpnia 1920). Zwycięstwo militarne Polaków było pokłosiem śmiałego manewru, który przeprowadzono 16 sierpnia 1920 roku. Polegał on na oskrzydleniu Armii Czerwonej znad Wieprza, przy jednoczesnym związaniu głównych sił bolszewickich na przedpolach Warszawy. Klęska Armii Czerwonej w „18. przełomowej bitwie w dziejach świata” sprawiła, że Wojsko Polskie mogło przystąpić do kontrofensywy. Jej ostatnim akcentem była „operacja niemeńska”, która miała miejsce w ostatnich dniach września 1920 roku W jej wyniku bolszewicy zostali całkowicie rozbici i zarazem zmuszeni do rokowań na polskich warunkach. Rozmowy odbywały się w stolicy Łotwy – Rydze. Ich finalnym efektem był traktat pokojowy, który został podpisany 18 marca 1921 roku.

Władysław Lange, żołnierz 63 PP, udział w tym konflikcie zakończył odznaczeniem Virtuti Militari V klasy. Czy na to zasłużył? Odpowiedzi twierdzącej udziela pismo majora Władysława Koczorowskiego – dowódcy 63 PP. Mowa o wniosku o nadanie odznaczenia VM z 22 października 1920 roku, który zawiera opis bohaterskich czynów Władysława Lange. Między innymi 9 czerwca 1920 roku, na ochotnika, przeszedł wraz z 80 ludźmi na wschodnią stronę rzeki Dniepr w okolicach Głybowa. Następnie zaskoczył stacjonujących w okolicach wsi Głuszec bolszewików, których według szacunków polskiego dowództwa było około tysiąca. Rosjanie zostali rozbici i zmuszeni do panicznego odwrotu. Straty bolszewików wyniosły łącznie 137 rannych i zabitych. Ponadto wzięto wielu jeńców (do niewoli dostał się m.in. komendant sowieckiego batalionu). Zaledwie trzy dni później (12 czerwca 1920 roku) Władysław Lange dowodził obroną przeprawy przez rzekę Dniepr (między Unorycą a Ozierszczyzną). Dzięki temu skutecznie odparto atak sowieckiej brygady. Straty bolszewików, według szacunków polskiego dowództwa, wyniosły około 200 żołnierzy. Bohater artykułu wykazał się także 3 sierpnia 1920 roku, kiedy to wraz z podległymi mu żołnierzami osłaniał odwrót polskich oddziałów przez most na rzece Krzna. Czynił to aż do ostatniego momentu. Jego ofiarność znamionuje fakt, że wraz z podległymi żołnierzami przeprawiał się przez rzekę wpław, bo most został spalony. Podobnym męstwem wykazał się 9 września 1920 roku, kiedy to pod Szackiem przeszedł wraz ze swoją kompanią 16 km za linie nieprzyjaciela. Umiejętnie manewrując zadawał bolszewikom straty, a następnie powrócił na pozycje wyjściową z jeńcami i zdobyczami wojennymi. Ten katalog należy jeszcze uzupełnić o datę 29 września 1920 roku. Wówczas to dzięki odpowiedniemu dowodzeniu ocalił most niedaleko miejscowości Drohiczyn, który był przygotowany przez bolszewików do podpalenia. Oczywiście przykłady jego zasług, które pokrywały się rzecz jasna ze szlakiem bojowym 63 PP, mógłbym wymieniać jeszcze długo. Zamiast tego przytoczę słowa majora Wł. Koczorowskiego, który stwierdził wprost, że Władysław Lange „zasługuje nie tylko na odznaczenie, ale na wyróżnienie za swoją doskonałość bojową”. W tym kontekście dopowiem, że dowodów uznania bohater artykułu otrzymał bardzo wiele. Odzwierciedla to: Virtuti Militari (listopad 1920), Krzyż Walecznych (1921), Medal za Wojnę (1931) i szereg innych odznaczeń.

W świetle przytoczonych faktów może nieco zaskakiwać, że w lipcu 1921 roku Władysław Lange został zdemobilizowany. Na możliwości pełnienia dalszej służby w wojsku zaważył bowiem stan jego zdrowia, nadszarpniętego udziałem w wojnach. Już w cywilu objął posadę sekretarza Komisariatu Obwodowego w Łobżenicy oraz Szubinie. Wymienione funkcje sprawował jednak bardzo krótko, bo już w grudniu 1922 roku objął stanowisko burmistrza miasta Poniec (powiat Gostyń). Najpierw jako komisaryczny, następnie w wyniku wyboru (niektóre źródła wskazują 12 marca 1923 roku jako początek jego kadencji). Stanowisko to piastował do końca maja 1937 roku. Warto podkreślić, że przez cały okres międzywojenny Władysław Lange nie należał do żadnej partii politycznej. Bardzo mocno udzielał się za to społecznie. Przykładem prezesura w Ochotniczej Straży Pożarnej oraz w Związku Rezerwistów. Wspomniane funkcje pełnił w mieście Poniec. Nie opuścił tej miejscowości również po wygaśnięciu kadencji burmistrza, bo od czerwca 1937 roku do lipca 1939 roku piastował na jej terenie stanowisko sądownie ustanowionego zarządcy masy spadkowej. Tuż przed wybuchem II wojny światowej wyjechał do Bydgoszczy i utrzymywał się z emerytury.

Może nieco zaskakiwać, zwłaszcza w kontekście zdrowia Władysława Lange, że wziął on czynny udział w wojnie obronnej 1939 roku. 24 sierpnia 1939 roku został powołany do Komendy Garnizonu w Ostrowie Wielkopolskim, następnie trafił do Baonu Wartowniczego w Kaliszu. Nie miał jednak przydzielonej żadnej funkcji i początkowo nie brał udziału w walkach. W związku z sytuacją na froncie podążał na wschód wraz z innymi wycofującymi się polskimi żołnierzami. Taka sytuacja miała miejsce do 16 września 1939 roku. Wówczas to na terenie powiatu garwolińskiego w miejscowości Podzamcze doszło do wymiany ognia z Niemcami. W jej wyniku Władysław Lange został ciężko ranny i dostał się do niewoli. Przebywał w niej do początku lutego 1945 roku. Opuszczenie Oflagu II D Gross Born, który znajdował się niedaleko Jastrowia, zawdzięczał wypieraniu Niemców przez Armię Czerwoną i podległą jej Armię Berlinga, co było elementem ekspansji komunistycznego totalitaryzmu na zachód.

Tak zakończyła się wojenna epopeja Władysława Lange. Niestety nie udało mi się ustalić jego powojennych losów. Istotną przeszkodą jest to, że wraz z żoną Melanią (prawdopodobnie z domu Siudmińska) nie mieli potomstwa. Mogę tylko domniemywać, że prawdopodobnie od 1945 roku mieszkali w Bydgoszczy. Jeden z ostatnich odnalezionych przeze mnie zapisów dotyczy bowiem akt wojskowych, które sporządziła tamtejsza RKU w dniu 26 lutego 1945 roku. Mowa w nim o uznaniu Władysława Lange za zdolnego do służby nieliniowej. Dodam jeszcze, że do tej pory nie znalazłem informacji w IPN oraz innych archiwach państwowych na temat jego powojennych losów. Brak także wzmianki o jego grobie w wyszukiwarce „grobonet”. Ponadto starania pana Marka Buławy (wójt gminy Zakrzewo) oraz pani Kamili Krzanik Dworanowskiej (Muzeum Ziemi Złotowskiej) nie poszerzyły mojej wiedzy w tym zakresie. Mimo tego bardzo dziękuję za podjęte działania w tym kierunku i współpracę.

Czytelników artykułu zapraszam do kontaktu. Może dzięki wspólnemu wysiłkowi uda się odtworzyć dzieje Bohatera, który urodził się na Krajnie i zapisał tak wiele patriotycznych kart. Z całą pewnością Władysław Lange na to zasłużył. Także na upamiętnienie w powiecie złotowskim, w tym zwłaszcza w rodzinnym Zakrzewie. 

Piotr Tomasz

(Krajenka, kontakt: [email protected]l)

Dziękuję Januszowi Justynie za udostępnienie fotografii Zakrzewa. 

G. Wojciechowski, Kalendarium Ponieckie, Wieści z Gminy Poniec - nr 3 - Marzec 2011
Wieści z Gminy Poniec - nr 9 – wrzesień 2011,, Samorząd Terytorialny Miasta Ponieca 1918-1939 w  Wieści z Gminy Poniec - nr 46 – październik 2014
Maszynopis Antoniego Jaśka - Zbiory Muzeum Ziemi Złotowskiej

A. Tomaszewski, Zarys historji wojennej 63-go toruńskiego pułku piechoty, 1929 https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/32676/edition/49915/content
Materiały Wojskowego Biura Historycznego im. Gen. Kazimierza Sosnkowskiego (Centralne Archiwum Wojskowe) w Warszawie
- Arkusz Ewidencji Personalnej z 15 III 1945 roku
- Kwestionariusz Kawalera VM z 20 maja 1933 roku, 
- Wniosek o nadanie VM z 22 października 1920 roku sporządzony przez mjr. Władysława Koczorowskiego

- Dokumenty sporządzone przez Władysława Lange 

- Zbiory własne Autora


 


Napisz komentarz

Komentarze

Elżbieta Cz. 24.09.2022 10:26 AM
Dziękuję za ten artykuł i poszerzenie wiedzy o Zakrzewianinie. Rzeczywiście mało jest materiałów o losach ludzi z Krajny. Tylko determinacja takich osób jak Pan prowadzi do odkrywania tajemnic losów bohaterów narodowych.

zachmurzenie umiarkowane

Temperatura: -1°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 1013 hPa
Wiatr: 11 km/h

ReklamaMarcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: Były członek SpółdzielniTreść komentarza: Pani Halino, porównanie do szpitala jest kompletnie nietrafione. Tam liczy się sprawne zarządzanie, a tutaj mamy do czynienia z rzeczywistością, której Pani najwyraźniej nie zna od kuchni. Pisze Pani o 'szkodnikach z dawnych lat', a prawda jest taka, że to za rządów wychwalanej przez Panią prezes wszystko zaczęło się sypać na dobre. ​Łatwo jest brać nagrody i pięknie mówić w mediach, ale trudniej szanować własnych pracowników, których ta Pani miała za nic. Widzimy tylko wierzchołek góry lodowej – pod płaszczem profesjonalizmu kryła się fałszywa gra i brak realnej wiedzy o tym, jak prowadzić taki biznes. Zamiast budować, prezeska wiedziała najlepiej wszystko, a w rzeczywistości nie wiedziała nic, co mogłoby realnie pomóc spółdzielni.Data dodania komentarza: 19.02.2026, 09:29Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: Widzę co piszą. 😡Treść komentarza: Dokładnie ze złotowskim portalem to lepiej zgubić jak znaleźć.Data dodania komentarza: 19.02.2026, 06:09Źródło komentarza: Burmistrz Winkowska zatrzymała farmę wiatrową: Zwycięstwo mieszkańców nad lobbystami i "utraconymi milionami"Autor komentarza: JózefTreść komentarza: Pani Halina do " nadętego " napisała na czym polega łatwość życia bez rozwoju i samodzielności. "Katering i czekanie na posiłek", nie może być wzorem ani motywacja dla tych którzy przejmą spółdzielnię po ogłoszeniu jej upadłości. Działalność Rolnika w likwidacji nie wchodzi w grę bo na tym tylko ucierpią ludzie. Spółdzielnia jak pani pisze, musi zamknąć rozdział swojej działalności w dotychczasowej formie poprzez ogłoszenie upadłości. Prokuratura powinna sprawdzić jej działalność co najmniej od 20 lat a Sąd rozstrzygnąć kto, lub co jest powodem obecnej sytuacji. Po tym dopiero udziałowcy spółdzielni wiedząc na czym stoją i znając wartość majątku, mogą zacząć od nowa z nowym znakiem firmowym zakładu, spółdzielni, powołać nowy zarząd dla nowej firmy o podobnym profilu działania na rynku dla mieszkańców powiatu, tym samym swojego rozwoju. Oczywiście że mogła by to być inicjatywa rodzinna ale to na szeroką skalę nie ma racji bytu, bo jak widzimy po tym co się stało, mimo iż spółdzielnia kierowana przez rodzinę jak i stałych "zaufanych" latami, nie przyniosła nikomu korzyści. Zamiast wspólnie postarać się o wyciągnięcie spółdzielni z kłopotów, zaczęli obwiniać się nawzajem a to tylko może świadczyć o tym że w taki toksycznej atmosferze Spółdzielnia i tak by nie przetrwała.Data dodania komentarza: 17.02.2026, 18:15Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: do nadentego ale głupiegoTreść komentarza: przecież napisałam,że Spódz.Rolnik musi ogłosic upadłośc. Sa małżeństwa ,które prowadzą sklepy tylko we dwoje,nawet mam takich w rodzinie. Ale włączaj chłopie dowozu towaru-zaopatrzenia bo to inna Firma sie tym zajmuje. Jak chcesz obiad ?to dzwonisz i catering dowodzi. Takim cateringiem jest zaopatrzenie sklepów. jestes bardzo słabym w tym temacie. I wypraszam sobie "z całym szacunkiem" Jestes głupszy niżUstawa przewiduje. Nie umiesz dyskutowac z drugim człowiekiem tylko próbujesz kogos poniżac a nawet nie mapisałes ani swojego imienia ani swojego nazwiska i uważasz sie za kogo ? dupku jeden.Data dodania komentarza: 17.02.2026, 16:26Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: "Wszystkie grabie grabią do siebie "Treść komentarza: Pani Halino, z całym szacunkiem, ale pisze Pani o mrzonkach, które nie mają nic wspólnego z dzisiejszym rynkiem. Propozycja, by delikatesy prowadziło jedno małżeństwo, to przepis na szybkie zamknięcie interesu. Kto miałby tam siedzieć od rana do wieczora, w soboty i święta? Dwie osoby nie uciągną logistyki, dostaw i sprzedaży w 2026 roku, dbając o standardy, o których Pani marzy. ​Spójrzmy prawdzie w oczy: jeśli Spółdzielnia od 20 lat wykazuje zysk tylko dlatego, że wyprzedaje nieruchomości, a nie dlatego, że realnie zarabia na produkcji czy handlu, to ten model biznesowy jest martwy. Pudrowanie trupa nic nie da. ​Zamiast marzyć o 'rodzinnych sklepikach', jedynym rozsądnym i uczciwym rozwiązaniem dla udziałowców jest ogłoszenie upadłości, rzetelna wycena tego, co zostało, sprzedaż majątku po cenach rynkowych (a nie znajomym ) i sprawiedliwy podział pieniędzy między członków Spółdzielni. To jedyna droga, by ludzie odzyskali choć część swojego kapitału, zanim rada i kolejne nietrafione inwestycje przejedzą wszystko do zera.Data dodania komentarza: 17.02.2026, 13:17Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: HalinaTreść komentarza: Diabeł tkwi w szczegółach. Weźcie przykład ze Szpitala naszego jak teraz sobie radzi jak rzadzi jedna kobieta Dyrektor Szpitala.tak samo w Spółdzielni musi rzadzic jedna kobieta a nie "szkodniki z dawnych lat".Było minęło i nie wróci więcej.Ujawniać publicznie wady rządzacych ludzi ale po nazwisku bo kazdego trzeba rozliczyć indywidualnie,chocby w Sądzie.Uważam,że obecnie musicie "ogłosić upadłośc Rolnika" a po tem wznowić Nowymi Ludźmi na nowych zasadach i rejestracji w Sądzie powołanie Spółdzielni ROLNIK i otworzyc Delikatesy w Złotowie na ul.Wojska Polskiego ,zatrudniając tylko jedno małżeństwo z odpowiedzialnością ,na prowadzenie Delikatesów.Nie zatrudniac obcych .(osobiscie widziałam jak mnie próbowała oszukac na kasie bo chciałam cukierki mleczne,twarde a ona wbiła cukierki czekoladowe a jak zwróciłam jej uwage to skorygowała jej fałsz ale mnie nawet nie przeprosiła.Nie usłyszałam słowa przepraszam.) Na kiszonej kapuscie ,na woreczku naklejaja cukierki czekoladowe i jesli ktos jest z bardzo daleka lub bez okularów nie widzi błędu to tego nie reklamuje. (To ich nałóg kradzieżowy).Data dodania komentarza: 17.02.2026, 10:33Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?