Walka o polską szkołę w Krajence - czyli na Krajnie "za Niemca" (cz.2)

  • 12.04.2021, 11:41 (aktualizacja 26.04.2021, 11:28)
  • Piotr Tomasz

Podziel się:

Oceń:

Walka o polską szkołę w Krajence - czyli na Krajnie "za Niemca" (cz.2)
21 kwietnia obchodzić będziemy 82. rocznicę śmierci ks. Bolesława Domańskiego. Mowa o duchownym, który stał na czele polskiej samoobrony na Krajnie w okresie międzywojennym. Powstała ona w reakcji na szowinistyczne zachowania Niemców wobec mniejszości polskiej, które były konsekwencją próby całkowitej germanizacji tych ziem. Podobnie nieprzychylne działania pojawiają się obecnie wobec Polaków na Białorusi. Z tego względu również warto przypominać historię Kresów Zachodnich I Rzeczpospolitej. Kolejny artykuł z cyklu o historii Krajny "za Niemca".

W 1772 roku miał miejsce pierwszy rozbiór Polski. Jego ofiarą padła również Krajna, która dostała się pod niemieckie panowanie. Dla części tych ziem trwało ono aż 173 lata. W tym czasie postawy Polaków z tych terenów były różne. Najprościej sklasyfikować je w następujący sposób: czasami heroiczne, zazwyczaj zachowawcze, sporadycznie zdradzieckie. Te pierwsze cechowały nauczycieli oraz działaczy polonijnych, którzy walczyli o zachowanie języka polskiego na Krajnie. Taką próbę podjęto m.in. w okresie międzywojennym w Krajence.

Rozporządzenie pruskiego ministerstwa oświaty z 31 grudnia 1918 roku zezwoliło na wprowadzenie nauki języka polskiego do niemieckich szkół państwowych w kilku rejencjach. Z tego dobrodziejstwa skorzystały m.in. polskie dzieci z terenu powiatu złotowskiego. Umożliwiono im naukę religii w języku polskim oraz naukę czytania i pisania – na stopniu średnim i wyższym szkoły powszechnej – do 3 godzin tygodniowo. Tego rodzaju zajęcia wprowadzono między innymi w niemieckiej szkole w Krajence. Według kroniki szkolnej wykładowcą języka polskiego z dniem 1 marca 1919 roku został nauczyciel Izydor Śliwa (Schliwa). Lekcje religii miał wykładać natomiast krajeński proboszcz ks. Paweł Schonke, który posiadał polskie korzenie. Jego matką była Konstancja z Kryszkiewiczów.

Duchowny daleki był jednak od wspierania polskości na Ziemi Krajeńskiej. Z drugiej strony nadużyciem jest klasyfikowanie go wyłącznie jako zajadłego „wroga ludności polskiej”, co czynili niektórzy autorzy w okresie PRL. Niewątpliwie ks. Schonke czuł się Niemcem. Jednocześnie był jednak duchownym, a do grona jego parafian należeli Polacy. Zapewne z tego powodu posłużył się wybiegiem, by lekcji religii w języku polskim nie prowadzić, a jednocześnie nie naruszyć swojego autorytetu. Pomógł mu w tym fakt, że lekcje religii prowadzone w języku polskim miały być wizytowane przez władze świeckie. Ksiądz Schonke stanowczo się temu sprzeciwił, stawiając ultimatum, że albo on albo wizytacje. Władze szkolne nie zamierzały jednak zmienić swojego stanowiska, co w efekcie dało możliwość duchownemu dyplomatycznego wycofania się z niezręcznej dla niego sytuacji.

Ostatecznie lekcje religii w języku polskim wykładał również Izydor Śliwa (Schliwa). Ten stan rzeczy trwał jednak tylko do marca 1920 roku. Wówczas to Rejencja Pilska wydała zarządzenie o przeniesieniu polskiego nauczyciela do powiatu wałeckiego. W uzasadnienie podano, że jako „vollblutpole” (pełnokrwisty Polak) naraził się społeczeństwu niemieckiemu swoją pracą i działalnością na rzecz Polski. Ostatecznie Izydor Śliwa (Schliwa) nie zastosował się do tego zarządzenia i wyjechał na ziemie II Rzeczpospolitej. Niewykluczone, że pewien wpływ na tego rodzaju decyzję miały szykany, których doświadczył ze strony funkcjonariuszy niemieckiej straży granicznej. Między innymi przeprowadzono rewizję w jego mieszkaniu w Krajence.

W tym miejscu należy podkreślić, że pozorne ustępstwa w polityce niemieckiej w sprawach polskich, w stosunku do okresu poprzedzającego wybuch I wojny światowej, podyktowane były głównie koniecznością upominania się o sprawy własnej mniejszości w innych krajach, a nie faktyczną zmianą niemieckiego kursu. Dowody niechęci do krzewienia polskości widoczne były na każdym kroku. Na przykład wnioski rodziców o naukę języka polskiego załatwiano opieszale lub zwyczajnie odrzucano. Stwarzano też problemy administracyjne. Między innymi pismem z dnia 7 lutego 1923 roku pruskie MSW instruowało podległe placówki szkolne, że wnioski o naukę języka polskiego winni składać jedynie nauczyciele, którzy posiadają pełne wykształcenie pedagogiczne uzyskane w seminariach niemieckich.

Pozorowane odejście od twardej polityki narodowościowej stanowiła także „Ordynacja dotycząca uregulowania szkolnictwa dla mniejszości polskiej” z 31 grudnia 1928 roku. Należy zaakcentować, że dokument ten (wraz z okólnikiem z 21 lutego 1929 roku) stał się podstawą do zakładania prywatnych szkół polskich w Niemczech. Dzięki temu w latach 1929–1931 utworzono na terenie ówczesnego powiatu złotowskiego 23 tego rodzaju placówki. Jedną z nich w Krajence, która przed wojna nosiła nazwę Krojanke.

Oficjalny wniosek o utworzenie prywatnej szkoły w Krajence (dla 17 dzieci), datowany na 27 marca 1931 roku, został wysłany do Rejencji w Pile przez Polsko – Katolickie Towarzystwo Szkolne na Obwód Rejencji Piła w Złotowie. Pozytywna odpowiedź sprawiła, że placówka uzyskała możliwość rozpoczęcia działalności już 8 maja 1931 roku.

Pojawiły się jednak trudności. Mowa o działalności komunalnych władz w Krojanke (Krajenka). Zaczęły one piętrzyć trudności Towarzystwu Szkolnemu. Między innymi wystąpiły do Rejencji w Pile o anulowanie zezwolenia. Tym działaniom towarzyszyła antypolska nagonka, którą podjudzały szczególnie mocno lokalne gazety (np. „Die Grenzmark” Willly’ego Hahlwega). Niemieccy dziennikarze pisali w nich między innymi, że władze i społeczeństwo niemieckie nie mogą pogodzić się z tym, że w Krajence powstaje szkoła polska, głosząc kategorycznie, że jest ona tam niepotrzebna.

Tak te trudne początki opisywał Jan Rożeński – który pełnił funkcję kierownika Polsko-Katolickiego Towarzystwa Szkolnego Rejencji pilskiej z siedzibą w Złotowie (pełnił zarazem funkcje sekretarza), które wnioskowało o utworzenie placówki. „Spośród wszystkich naszych szkół największe trudności w zorganizowaniu i w uzyskaniu zezwolenia na otwarcie szkoły miałem w Krajence, gdzie władze komunalne i szowinistyczne czynniki nie mogły się pogodzić z faktem, że i tam powstaje szkoła polska. Władze komunalne oświadczyły mi, że Towarzystwo Szkolne zakłada polską szkołę w Krajence wyłącznie dla celów propagandowych.

Mimo nieprzychylnej atmosfery Towarzystwu udało się w końcu wywalczyć zezwolenie na otwarcie szkoły w Krajence. Szykany jednak nie ustały. Wydział budowlany miasta Krojanke (Krajenka) dopatrzył się bowiem przekroczenia uprawnień budowlanych i ukarał Towarzystwo Szkolne grzywną w wysokości 6000 marek. Była to suma na owe czasy bardzo wysoka.

Prywatna polska szkoła w Krajence rozpoczęła swoją działalność 9 sierpnia 1931 roku. Mieściła się w budynku, który stał przy obecnej ulicy Toruńskiej. Właścicielem nieruchomości był Jan Gliszewski. Oczywiście uruchomienie placówki nie tylko nie przerwało, ale wręcz jeszcze mocniej stymulowało Niemców do stosowania rożnego rodzaju represji. Dotykały one przede wszystkim rodziców, którzy w rożny sposób uzależnieni byli od Niemców. Między innymi za posyłanie dzieci do polskiej szkoły tracili oni pracę lub wypowiadano im najem mieszkania. Wielce wymowny stał się przykład rodziny Stachnikow. Ojciec rodziny pracował w Berlinie. Właśnie z tego powodu dzieci do szkoły zapisała ich matka – mieszkanka Krajenki. Gdy rożne szykany wobec kobiety zawiodły, niemiecki nauczyciel (później także Inspektor w Złotowie), zażądał od ojca złożenia przychylnego Niemcom oświadczenia w tej sprawie. Uzależniony od pracodawcy Stachnik napisał, że„musi odpowiedzieć, iż dzieci mają chodzić do szkoły niemieckiej”.

Szykany dotykały również Polsko – Katolickie Towarzystwo Szkolne (wspomniana grzywna) oraz samych nauczycieli. Między innymi 16 lutego 1932 roku Franciszek Gliszewski – kierownik szkoły w Krajence, został pozbawiony przez Rejencję w Pile prawa do nauczania. Jego dalsza nieprzejednana postawa (m.in. w sprawie dzieci Stachnika) skutkowała nawet aresztowaniem, a następnie zmuszeniem do wyjazdu do Polski. Stanowisko po nim przejął w lutym 1932 roku Bolesław Jęchorek, który natychmiast podjął próbę ratowania szkoły, której groziło zamknięcie pod pretekstem braku odpowiedniej liczby uczniów. Jego starania, m.in. by polskie rodziny z majątku proboszczowskiego wysyłały swoje dzieci do kierowanej przez niego placówki oświatowej (tego rodzaju rozmowy prowadził z ówczesnym administratorem parafii w Krajence, ks. Pawłem Schonke), zakończyły się jednak fiaskiem. Brak dostatecznej liczby uczniów (w maju 1932 r. uczęszczało do niej pięcioro dzieci robotnika Mira i jedno dziecko chałupnika Przybylskiego) stał się pretekstem dla władz Rejencji w Pile do ostatecznego zamknięcia placówki.

Kres jej działalności położyło pismo z dnia 10 maja 1932 roku, które jednocześnie stanowiło nakaz przeniesienia 6 polskich uczniów do niemieckiej szkoły. Należy podkreślić, że zażalenie do pruskiego ministerstwa oświaty oraz skarga do Najwyższego Trybunału Administracyjnego nie dały rezultatu, mimo niezgodności z prawem tego rodzaju postępowania!

Na koniec warto wspomnieć o martyrologii krajeńskich nauczycieli. Pawła Hansa w miejscowości Silno koło Torunia rozstrzelali dwaj SS–mani: Artur Thews i Gustaw Blumke. Równie tragiczny los spotkał także pierwszego kierownika krajeńskiej placówki oświatowej, Franciszka Gliszewskiego. Po wyjeździe z Krojanke (Krajenki) do Polski, uczył dzieci w miejscowościach Rożniat i Kobylnik. Niemcy nie zapomnieli jednak o jego patriotycznej działalności. W nocy z 17 na 18 września 1939 roku został aresztowany i przewieziony do obozu „Albatros” w Pile. Tam poddano go torturom. Następnie przetransportowany został do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen – Oranienburg, gdzie zmarł 9 marca 1940 roku. Wojnę przeżył natomiast Bolesław Jęchorek. Warto też wspomnieć o Janie Gliszewskim, w którego budynku znajdowała się szkoła w Krajence. Został on wypędzony ze swojego gospodarstwa przez Niemców. Jego dalszych losów nie udało mi się ustalić.

 

 

Piotr Tomasz

(po mieczu mieszkaniec Krajny)

 

Uwaga: W przyszłym roku obchodzić będziemy 100. rocznicę utworzenia Związku Polaków w Niemczech (27 sierpnia 1922). Gorąco zachęcam do współpracy i wysyłania tekstów na temat działalności tej organizacji na Krajnie ([email protected]). Warto byłoby też wydać okolicznościową publikację. Przypominam, że w naszym regionie pojawiły się jednoznacznie proniemieckie treści. Konieczna jest zatem riposta!

 

 

 

 

Piotr Tomasz

Komentarze (3)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu 77400.tv z siedzibą w Złotowie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
alois
alois 27.05.2021, 23:47
Zobaczylem tytul i juz wiedzialem kto to napisal.
dw
dw 28.05.2021, 12:02
Brawo alois, wlej sobie sznapsa.

Pozostałe