Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 4 listopada 2026 07:23

Bitwa o zachowanie polskiej szkoły w Krajence

Podziel się
Oceń

W 1772 roku miał miejsce pierwszy rozbiór Polski. Jego ofiarą padła również Krajna, która dostała się pod niemieckie panowanie. Dla części tych ziem trwało ono do 1945 roku. Nie oznacza to jednak, że ziemie te uległy w tym czasie całkowitej germanizacji. Stało się tak za sprawą nauczycieli oraz działaczy polonijnych, którzy walczyli o pielęgnowanie języka polskiego, kultury i historii polskiej Krajny. Osoby te były szykanowane przez Niemców. Obrazuje to m.in. przykład Krajenki.

Rozporządzenie pruskiego ministerstwa oświaty z 31 grudnia 1918 roku zliberalizowało twardą politykę władz niemieckich w zakresie nauczania języka polskiego. Należy przy tym podkreślić, że te pozorne ustępstwa podyktowane były jedynie koniecznością upominania się o sprawy własnej mniejszości w innych krajach, a nie faktyczną zmianą kursu. Faktem jest jednak, że na terenie niemieckich szkół państwowych, choć tylko w kilku rejencjach, rozpoczęła się nauka języka polskiego. Z tego przywileju skorzystały m.in. polskie dzieci z terenu Kreis Flatow (powiat złotowski). Umożliwiono im naukę religii, czytania i pisania (na stopniu średnim i wyższym szkoły powszechnej), ograniczając jednak ten czas do zaledwie trzech godzin tygodniowo. Tego rodzaju zajęcia wprowadzono między innymi w niemieckiej szkole w Krajence. Wykładowcą języka polskiego (z dniem 1 marca 1919 r.) został nauczyciel Izydor Śliwa (Schliwa). Natomiast lekcje religii miał wykładać ks. Paweł Schonke - proboszcz z Krajenki. 

Wspomniany duchowny był Niemcem. Płynęła w nim jednak również polska krew. Jego matką była bowiem Konstancja z Kryszkiewiczów. Stąd właśnie doskonale znał język polski. Można wysnuć domniemanie, że lojalność wobec Niemiec powodowała w nim wewnętrzne rozterki. Nauczanie dzieci w języku polskim było wszak sprzeczne z celem niemieckich polityków, którzy gremialnie popierali wynarodowienie Polaków. Z drugiej strony ks. Schonke był też duchownym. Polacy stanowili zaś znaczącą grupę katolików. Zapewne te dylematy sprawiły, że posłużył się wybiegiem. Pomógł mu w tym fakt, że lekcje religii prowadzone w języku polskim miały być wizytowane przez władze świeckie. Ksiądz Schonke postawił ultimatum, że albo on albo wizytacje. Władze szkolne nie zmieniły swojego stanowiska, co w efekcie dało mu możliwość dyplomatycznego wycofania się z niezręcznej sytuacji. W tej sytuacji lekcje religii w języku polskim także prowadził  Izydor Śliwa (Schliwa). Ten stan rzeczy trwał jednak tylko do marca 1920 roku. Wówczas to Rejencja Pilska wydała zarządzenie o przeniesieniu polskiego nauczyciela do powiatu wałeckiego. W uzasadnienie podano, że jako „vollblutpole” (pełnokrwisty Polak) naraził się społeczeństwu niemieckiemu swoją pracą i działalnością na rzecz Polski. Izydor Śliwa (Schliwa) nie zastosował się jednak do tego zarządzenia i wyjechał na ziemie II Rzeczpospolitej. Niewykluczone, że pewien wpływ na tego rodzaju decyzję miały represje. Tych doświadczył m.in. ze strony funkcjonariuszy niemieckiej straży granicznej. Przykładem rewizja przeprowadzona w  jego mieszkaniu w Krajence. Szykanowano także innych Polaków. Na przykład wnioski rodziców o naukę języka polskiego załatwiano opieszale lub zwyczajnie odrzucano. Piętrzono też różne problemy administracyjne. Między innymi pismem z dnia 7 lutego 1923 roku pruskie MSW instruowało podległe placówki szkolne, że wnioski o naukę języka polskiego winni składać jedynie nauczyciele, którzy posiadają pełne wykształcenie pedagogiczne uzyskane w seminariach niemieckich.

Niezwykle ważnym aktem w niemieckim prawodawstwie stała się „Ordynacja dotycząca uregulowania szkolnictwa dla mniejszości polskiej” z 31 grudnia 1928 roku. Tu również należy podkreślić, że przyjęte w niej rozwiązania to nie wynik dobrej woli Niemców. Bardziej zadziałała tu obawa o los członków własnej społeczności, którzy mieszkali na terenach II Rzeczpospolitej. "Ordynacja" (wraz z okólnikiem z 21 lutego 1929 roku) stała się podstawą do zakładania prywatnych szkół polskich w Niemczech. Dzięki temu w latach 1929–1931 utworzono na terenie ówczesnego powiatu złotowskiego (Kreis Flatow), aż 23 tego rodzaju placówki! Jedna z nich powstała w Krajence, która przed wojna nosiła nazwę Krojanke.

Wniosek o utworzenie prywatnej szkoły w Krajence (dla 17 dzieci, datowany na 27 marca 1931 r.) został złożony przez Polsko – Katolickie Towarzystwo Szkolne na Obwód Rejencji Piła w Złotowie. Pozytywna odpowiedź Rejencji w Pile sprawiła, że placówka uzyskała możliwość rozpoczęcia działalności już 8 maja 1931 roku. Pojawiły się jednak inne trudności. Mowa o działalności komunalnych władz w Krojanke (Krajenka). Zaczęły one bowiem piętrzyć trudności Towarzystwu Szkolnemu. Między innymi wystąpiły do Rejencji w Pile o anulowanie zezwolenia. Tym działaniom towarzyszyła antypolska nagonka, którą podjudzały szczególnie mocno lokalne gazety (np. „Die Grenzmark” Willly’ego Hahlwega). Niemieccy dziennikarze pisali w nich m.in. o tym, że "władze i społeczeństwo niemieckie nie mogą pogodzić się z faktem, że w Krajence powstaje szkoła polska, głosząc kategorycznie, że jest ona tam niepotrzebna". Te trudne początki opisał również Jan Rożeński,  który pełnił funkcję kierownika Polsko-Katolickiego Towarzystwa Szkolnego Rejencji pilskiej z siedzibą w Złotowie (pełnił zarazem funkcje sekretarza). We wspomnieniach napisał: „Spośród wszystkich naszych szkół największe trudności w zorganizowaniu i w uzyskaniu zezwolenia na otwarcie szkoły miałem w Krajence, gdzie władze komunalne i szowinistyczne czynniki nie mogły się pogodzić z faktem, że i tam powstaje szkoła polska. Władze komunalne oświadczyły mi, że Towarzystwo Szkolne zakłada polską szkołę w Krajence wyłącznie dla celów propagandowych".

Prywatna polska szkoła w Krajence, która mieściła się gdzieś przy obecnej ulicy Toruńskiej (właścicielem nieruchomości był Jan Gliszewski), rozpoczęła swoją działalność 9 sierpnia 1931 roku. Niemal "na przywitanie" wydział budowlany miasta Krojanke (Krajenka) dopatrzył się przekroczenia uprawnień budowlanych i ukarał Towarzystwo Szkolne grzywną w wysokości 6000 marek. Była to suma na owe czasy bardzo wysoka. Represje dotykały również rodziców, którzy posyłali lub planowali posłać dzieci do polskiej szkoły. Należy podkreślić, że większość z nich była uzależniona ekonomicznie od Niemców. Za posyłanie dzieci do polskiej szkoły tracili oni pracę lub wypowiadano im najem mieszkania. Wielce wymowny w tym kontekście stał się przykład rodziny Stachników. Ojciec tego rodu pracował w Berlinie. Właśnie z tego powodu dzieci do szkoły zapisała ich matka – mieszkanka Krajenki. Gdy rożne szykany wobec kobiety zawiodły, niemiecki nauczyciel (później także Inspektor w Złotowie), zażądał od ojca złożenia przychylnego Niemcom oświadczenia w tej sprawie. Uzależniony od pracodawcy Stachnik napisał, że „musi odpowiedzieć, iż dzieci mają chodzić do szkoły niemieckiej”.

Szykany dotykały przede wszystkim jednak nauczycieli. Między innymi 16 lutego 1932 roku Franciszek Gliszewski – kierownik szkoły w Krajence, został pozbawiony przez Rejencję w Pile prawa do nauczania. Jego dalsza nieprzejednana postawa (m.in. w sprawie dzieci Stachnika) skutkowała aresztowaniem, a następnie zmuszeniem do wyjazdu do Polski. Stanowisko kierownika przejął po nim Bolesław Jęchorek, który natychmiast podjął próbę ratowania szkoły. Tej groziło zamknięcie pod pretekstem braku odpowiedniej liczby uczniów. Dlatego Jęchorek namawiał m.in. polskie rodziny z majątku proboszczowskiego, by te posyłały dzieci do polskiej placówki. W tej sprawie udał się nawet do księdza Pawła Schonke, co zapewne miało związek z zależnością ekonomiczną tych osób. od proboszcza Krajenki. Wszystkie te działania zakończyły się fiaskiem. Wiosną 1932 r. do polskiej szkoły uczęszczało jedynie pięcioro dzieci robotnika Mira i jedno dziecko chałupnika Przybylskiego. Fakt ten stał się pretekstem dla władz Rejencji w Pile do zamknięcia placówki. Ostateczny kres jej działalności położyło pismo z dnia 10 maja 1932 roku, które jednocześnie stanowiło nakaz przeniesienia 6 polskich uczniów do niemieckiej szkoły. Należy podkreślić, że zażalenie do pruskiego ministerstwa oświaty oraz skarga do Najwyższego Trybunału Administracyjnego nie dały rezultatu, i to mimo niezgodności z prawem tego rodzaju postępowania!

Na koniec warto wspomnieć o martyrologii krajeńskich nauczycieli. W miejscowości Silno koło Torunia rozstrzelano Pawła Hansa. Jego katami byli członkowie SS: Artur Thews i Gustaw Blumke. Równie tragiczny los spotkał także pierwszego kierownika krajeńskiej placówki oświatowej - Franciszka Gliszewskiego. Po opuszczeniu Krajenki uczył w miejscowościach Rożniat i Kobylnik (na terenie II RP). W nocy z 17 na 18 września 1939 roku został aresztowany przez Niemców i przewieziony do obozu „Albatros” w Pile. Tam poddano go torturom. Następnie przetransportowany został do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen – Oranienburg, gdzie zmarł 9 marca 1940 roku. Wojnę przeżył natomiast Bolesław Jęchorek. Warto wspomnieć też o Janie Gliszewskim, w którego budynku znajdowała się szkoła w Krajence. Został on wypędzony ze swojego gospodarstwa przez Niemców. Jego dalszych losów nie ustaliłem.

źródła

Materiały własne Autora,

Materiały archiwalne IPN

J. Kęcińska Kaczmarek, Roman Rożeński, Jan Rożeński 1904–1968, Złotów 2015, s. 79. 

PAT, Niemcy terroryzują szkolnictwo polskie, Rekord Wielkopolski nr 293, 19 grudnia 1931.

B. Olszewicz, Kronika wydarzeń politycznych w dziedzinie stosunków polsko–niemieckich, Kwartalnik „Strażnica Zachodnia”, nr 4, 1931.

B. Jęchorek, Wśród polskich dzieci w Zakrzewie i Krajence, [w:] red. E. Makowski, Pamiętniki nauczycieli złotowskich 1919–1939, Poznań 1964, s. 77.

M. Waberska, Z dziejów Szkoły Podstawowej w Krajence w okresie międzywojennym, s.73, [w:] red. Stanisław Żeleźniewicz, Szkoły Polskie na Ziemi Złotowskiej – Materiały

nadesłane na Ogólnopolski Konkurs zorganizowany z okazji 50–lecia Kongresu Berlińskiego Związku Polaków w Niemczech, Piła 1989

W. Junosza, Obecne położenie polskiego szkolnictwa w Niemczech i niemieckiego w Polsce, Kwartalnik „Strażnica Zachodnia”, tom XVI, 1933.

M. Zientara–Malewska, Wspomnienia nauczycielki spod znaku Rodła, Warszawa 1985, s. 111.
G. Bojar Fijałkowski, Ślady, których nie zniszczył czas, [w:] red. A. Czechowicz, Pogranicze i Kaszuby w latach terroru, Koszalin 1970, s. 183.

 


Napisz komentarz

Komentarze

Temperatura: 6°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 1033 hPa
Wiatr: 7 km/h

Reklama Marcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: Prezes jest nagi Treść komentarza: O SM Piast macie zamiar milczeć? Grubas już u kolegi jest pucowany. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 20:20 Źródło komentarza: Dane osobowe na parkingu. Tak w Złotowie chroni się prywatność mieszkańców? Autor komentarza: Herr komendante! Treść komentarza: Przy okazji pana deklaracji wziął pan komendant współodpowiedzialność także za tych bandziorów, którzy napadli na Państwo Holecckich, którzy to Państwo postawili swoje auto PRAWIDŁOWO!, na terenie prywatnym należącym do parafii, ponadto za zgodą proboszcza parafii. Policja nie miała prawa stawiać tam żadnego znaku drogowego, nie miała nawet prawa tam wejść ani podejmować jakiejkolwiek interwencji. Ponadto że ci policjanci nie byli tam przypadkowo, nie trzeba nawet wspominać. O tym, że nagrania z interwencji oczywiście także nie mają, również. Także czekamy komendancie na pana apel potepiający tych policjantów celem oczyszczenia całej służby, która cierpi przez tuSSkowych podpalaczy. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 17:55 Źródło komentarza: Policja między służbą państwu a politycznym posłuszeństwem. O bezrefleksyjności złotowskiej komendy Autor komentarza: Proces gnilny Treść komentarza: Ryży gnije na naszych oczach. Porównując to baterii w telefonie to pozostało tego jeszcze 3% max. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 15:42 Źródło komentarza: Policja między służbą państwu a politycznym posłuszeństwem. O bezrefleksyjności złotowskiej komendy Autor komentarza: Panie komendancie biją w tarabany! Treść komentarza: Panie komendancie! Alarm. Szykuj pan oddział! Bunt w policji stołecznej i piasecznej!! Funkcjonariusze ODMÓWILI usunięcia demonstrantów sprzed Trybunału Konstytucyjnego! Data dodania komentarza: 3.11.2026, 13:20 Źródło komentarza: Policja między służbą państwu a politycznym posłuszeństwem. O bezrefleksyjności złotowskiej komendy Autor komentarza: Skasuj pan ten wpis bo z nim zostaniesz Treść komentarza: Zastępcy Żurka uderzają w Tuska. Mowa o zbrojnej grupie przestępczej Pięciu zastępców Prokuratora Generalnego uderza w Donalda Tuska i Waldemara Żurka. W zawiadomieniu dotyczącym wydarzeń wokół TK mowa o podejrzeniu popełnienia wyjątkowo poważnych przestępstw. Zastępcy Żurka składają zawiadomienie W poniedziałek 2 listopada Stowarzyszenie Prokuratorów Ad Vocem poinformowało, że pięciu zastępców Prokuratora Generalnego wysłało zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstw związanych z wydarzeniami z 30 i 31 października. Pod dokumentem wymieniono pięć nazwisk: Dariusza Barskiego, Roberta Hernanda, Tomasza Janeczka, Michała Ostrowskiego i Krzysztofa Sieraka. Zawiadomienie dotyczy premiera Donalda Tuska, ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego, ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, a także Krystiana Markiewicza, Anny Korwin-Piotrowskiej, Macieja Berka, nieustalonych dowódców akcji policyjnej i innych osób. Dokument skierowano do zastępcy Prokuratora Generalnego ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Beaty Marczak. Grupa przestępcza o charakterze zbrojnym? Tak napisano w zawiadomieniu Autorzy pisma powołują się na art. 128 § 1 i 3 oraz art. 258 § 2 Kodeksu karnego. Wskazują na podejrzenie działań wymierzonych w konstytucyjny organ państwa. W dokumencie czytamy o: Działalności zmierzającej bezpośrednio do urzeczywistnienia celu w postaci usunięcia przemocą konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej – Trybunału Konstytucyjnego i jego Prezesa oraz wywierania przemocą wpływu na czynności urzędowe ww. organów konstytucyjnych. Autorzy zawiadomienia wskazują, że działania te miały zostać podjęte: w krótkich odstępach czasu, w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, w ramach zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym. Art. 258 § 2 Kodeksu karnego dotyczy udziału w zorganizowanej grupie albo związku mających charakter zbrojny lub zmierzających do popełnienia przestępstwa o charakterze terrorystycznym. W dokumencie mowa o napaści na prezydenta Na tym jednak nie koniec. Drugi wątek zawiadomienia dotyczy wydarzeń, które rozegrały się podczas nocnej wizyty prezydenta Karola Nawrockiego w Trybunale Konstytucyjnym. Drugie z opisywanych przestępstw dotyczy czynnej napaści na Prezydenta RP w dniu 31 października 2026 roku podczas jego wejścia do siedziby Trybunału Konstytucyjnego przy Al. Szucha 13a w Warszawie. W tym przypadku autorzy dokumentu wskazują na art. 135 § 1 Kodeksu karnego, dotyczący czynnej napaści na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Ad Vocem wskazuje, kto powinien zająć się sprawą Stowarzyszenie Ad Vocem podkreśla, że zawiadomienie powinno zostać rozpoznane przez Beatę Marczak. Jedyną osobą, która może rzetelnie i niezależnie rozpoznać to zawiadomienie, jest Zastępca Prokuratora Generalnego do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Beata Marczak, zwłaszcza że dotyczy ono m. in. czynu z art. 258 par. 2 kk, a więc działania zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym – przekazano w komunikacie. Stowarzyszenie zaznacza również, że sprawy nie powinien nadzorować Waldemar Żurek, ponieważ sam został wymieniony w zawiadomieniu. Gorąco wokół Trybunału Konstytucyjnego. Żurek wykonał pierwszy ruch Przypomnijmy, że w piątek 30 października minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek poinformował o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego pięciu wniosków o uchylenie immunitetów. Cztery dotyczą prezesa TK Bogdana Święczkowskiego, a jeden wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego. Jak informowaliśmy na Tysol.pl, dokumenty liczą łącznie 224 strony. Do Trybunału przekazano również 50 tomów akt dotyczących czynów wskazanych we wnioskach. Spór o kierownictwo Trybunału Konstytucyjnego W tym samym czasie doszło do gwałtownego zaostrzenia konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Anna Korwin-Piotrowska wydała zarządzenia przewidujące miesięczną przerwę w wykonywaniu czynności służbowych przez Bogdana Święczkowskiego i Bartłomieja Sochańskiego. Ogłosiła również „przejęcie obowiązków” związanych z kierowaniem TK. W opublikowanym na oficjalnym profilu Trybunału Konstytucyjnego na platformie X komunikacie zarzucono bezprawne przejęcie strony internetowej TK i podkreślono, że prezesem pozostaje Bogdan Święczkowski, a wiceprezesem Bartłomiej Sochański. Prezydent przerwał lot do Senegalu Wydarzenia wywołały zdecydowaną reakcję prezydenta Karola Nawrockiego, który przerwał zagraniczną podróż do Senegalu i wrócił do Polski. W oświadczeniu Pałacu Prezydenckiego działania wokół Trybunału określono jako naruszenie porządku konstytucyjnego i siłowe przejęcie organu państwa. Bogdan Święczkowski nie zamierza ustępować. W niedzielę 1 listopada pojawił się przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego, gdzie domagał się umożliwienia mu wejścia do budynku. Podkreślił, że nadal pełni funkcję prezesa TK i nie został z niej odwołany. Wtorek może być kolejnym ważnym dniem Na wtorek 3 listopada zaplanowano Zgromadzenie Ogólne Sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którego zwołanie przez Korwin-Piotrowską budzi sprzeciw dotychczasowego kierownictwa TK. Co więcej, tego samego dnia odbędzie się także nadzwyczajne Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego, zwołane przez I prezesa SN Zbigniewa Kapińskiego. Tematem spotkania będą zagrożenia dla porządku konstytucyjnego Rzeczypospolitej Polskiej. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 12:30 Źródło komentarza: Policja między służbą państwu a politycznym posłuszeństwem. O bezrefleksyjności złotowskiej komendy Autor komentarza: W czyim imieniu? Treść komentarza: Panie komendancie, miałeś pan okazję siedzieć cicho i zostać po stronie przyzwoitości. Publikacje tego listu była rozkazem? Konsultował to pan z policjantami? Pamietaj, że komendantura się kiedys kończy a człowiekiem będziesz pan do padołu pozostać, chodzić do sklepu, do lekarza i patrzeć ludziom w oczy. Parlamentarzyści już całej opozyjcji od lewicy do prawicy interweniują i przeprowadzają kontrole poselskie w MSWiA ws. działań policji w Trybunale Konstytucyjnym. Politycy chcą ustalić, kto wydał rozkazy dotyczące siłowego wejścia do TK i wprowadzenia do budynku osób wybranych przez Sejm. Śliwka zwrócił przy tym uwagę na wydarzenia z udziałem prezydenta Karola Nawrockiego. "Jak to jest możliwe, że na placu Trybunału Konstytucyjnego stoi 700, 800 funkcjonariuszy policji, w pewnym momencie nawet ponad tysiąc, a polski prezydent jest szarpany przez jakichś uzurpatorów?" Data dodania komentarza: 3.11.2026, 12:26 Źródło komentarza: Policja między służbą państwu a politycznym posłuszeństwem. O bezrefleksyjności złotowskiej komendy