Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 21 kwietnia 2026 02:42

Gangster rodem z Krajenki - postrach Al'a Capone

Podziel się
Oceń

Komedia B. Wildera "Pół żartem, pół serio" uchodzi za jedną z najlepszych komedii w historii kina. Głównymi bohaterami filmu są dwaj bezrobotni muzycy, którzy przebierają się za kobiety i przyłączają do damskiego zespołu jazzowego. W te role wcielili się Jack Lemmon (Jerry ) i Tony Curtis (Joe). Panowie nie są oczywiście transwestytami. Szukają ich bezwzględni gangsterzy i jest to jedynie kamuflaż. Jerry i Joe byli bowiem przypadkowymi świadkami porachunków mafijnych w Dzień Świętego Walentego. Ta krwawa scena nawiązywała do autentycznego wydarzenia z 1929 roku, w którym swój epizod zapisał m.in. gangster rodem z Krajenki.

Krajna to obecnie nieco zapomniany obszar geograficzno-historyczny. Jej granice wyznaczają rzeki: Debrzynka, Kamionka, Orla, Noteć, Gwda i Brda. Jedną z najważniejszych miejscowości na tym terenie jest Krajenka – polskie miasto od 1420 roku, które obecnie przynależy administracyjnie do powiatu złotowskiego. Właśnie w nim 25 lutego 1887 roku przyszedł na świat Albert Rudolph Kachellek – czarny charakter z okresu panowania prohibicji w USA.

W drugiej połowie XIX wieku, mowa tu głównie o latach 1875 – 1892, każdego roku kilkaset osób opuszczało ziemie powiatu złotowskiego i emigrowało do USA. Na tego rodzaju krok zdecydowali się również Jan i Anna Kachellkowie (kobieta była z domu Stachnik). Docelowym miejscem ich podróży stało się Chicago. Tu postanowili poszukać nowych perspektyw dla siebie i potomstwa.

Popularne powiedzenie mówi, że Stany Zjednoczone to kraj nieograniczonych możliwości. Może jest w tym trochę prawdy. Dowodzi tego chociażby historia Sigiego Wilziga, który doszedł na szczyt amerykańskiej finansjery i do dziś uważany jest za jedną z legend Wall Street. Oczywiście krajeński Żyd miał w tym trochę szczęścia. Zawarł bowiem związek małżeński z bardzo bogatą kobietą. Poza tym rzeczywiście był bezwzględnym i zdolnym biznesmenem, który potrafił umiejętnie poruszać się w biznesowej dżungli. Tego rodzaju przymioty obce były zapewne Albertowi Kachellkowi, który poszedł na skróty i został gangsterem.

Jego pierwsze kroki w przestępczym rzemiośle nie były jednak łatwe. Raz po raz trafiał bowiem przed oblicze wymiaru sprawiedliwości. Między innymi jako nastolatek został skazany za rabunek na 4 miesiące pozbawienia wolności. Karę odbywał w więzieniu w Bridewell. Co ciekawe, jeden z jego napadów odnotowany został nawet w "Chicago Tribune". Nie stało się tak jednak ze względu na brawurę, wielkość łupu lub pomysłowość sprawcy. Powodem zainteresowania mediów była raczej groteskowa sytuacja, która towarzyszyła temu zdarzeniu.

6 marca 1910 roku Albert Kachellek postanowił okraść członków bractwa studenckiego Alpha Tau Omega z Chicago. W tym celu włamał się do ich siedziby, a następnie zabrał wieczne pióro, złoty zegarek i kilka innych rzeczy należących do śpiących w najlepsze właścicieli. W trakcie napadu nie zachował jednak dostatecznej ostrożności, został zauważony i musiał salwować się ucieczką. W pościg za nim ruszyli wysportowani członkowie bractwa. Nic dziwnego zatem, że pogoń ta zakończyła się sukcesem. Obywatelskie zatrzymanie odbyło się w pobliskim parku. Członkowie bractwa nie poprzestali jednak na tym. Postanowili, że najpierw sami wymierzą karę złodziejowi i dopiero później wezwą policję. Kachellka zaprowadzili do swojej siedziby, czyli na miejsce przestępstwa, a następnie poddali specyficznej ceremonii, którą zwyczajowo stosowali przy przyjmowaniu nowych członków do bractwa. Według reportera "Chicago Tribune", przybycie policji "uratowało pana włamywacza przed dalszą karą à'la college". Skutkiem nieudanego napadu był oczywiście kolejny wyrok pozbawienia wolności w "CV" Kachellka. Karę odbywał w więzieniu stanowym w Joliet Correctional Center do 1914 roku.

Znaczna poprawa koniunktury w przestępczej działalności James'a "Jim" Clarka, bo tak przyjął się nazywać w Ameryce, przyszła w 1920 roku. To właśnie wówczas związał się z gangiem z North Side w Chicago. W jego skład wchodzili głównie emigranci z Polski i Irlandii. Warto wspomnieć, że był to najlepszy okres dla gangsterów w historii USA. Wszystko za sprawą kwitnącej korupcji i wprowadzonej w 1919 roku prohibicji. Produkcja, transport i sprzedaż alkoholu były zakazane na terenie całego kraju przez ponad dekadę. Ten przepis wpłynął rzecz jasna na rozwój szarej strefy, którą całkowicie kontrolowali gangsterzy. Nieformalną stolicą tego procederu stało się Chicago.

Miejscowi gangsterzy zarabiali krocie na nielegalnej sprzedaży wysokoprocentowych trunków. Wśród beneficjentów byli także ci z North Side. Ich kłopot polegał jednak na tym, że mieli poważnego konkurenta na rynku. Królem świata przestępczego był bowiem w tym czasie Al Capone, który nie miał w zwyczaju dzielić się zyskami z innymi. Właśnie z tego powodu przywódcy gangu z North Side raz po raz tracili życie. Wśród zabitych był m.in. Hymie Weiss, który właściwie nazywał się Henryk Wojciechowski. 11 października 1926 roku został zastrzelony przez ludzi Capone. Zakończył życie w wieku zaledwie 28 lat.

Oczywiście członkowie gangu z North Side nie pozostawali dłużni ludziom Capone. Przykładem dzień 19 stycznia 1929 roku. Wówczas to Patsy Lolordo (gangster pracujący dla Al'a Capone) i jego żona Aleina zostali zamordowani w swoim domu w Chicago przez Alberta Kachellka oraz Pete'a i Franka Gusenbergów. Zabójstwa te okazały się brzemienne w skutkach. Zerwało bowiem krótkotrwały rozejm między rywalizującymi grupami przestępczymi. W wyniku tego doszło do otwartej wojny, której apogeum miało miejsce 14 lutego 1929 roku. Data ta zapisała się w historii Ameryki jako "Masakra w Dzień Świętego Walentego".

Członkowie gangu z North Side, którym przewodził wówczas George "Bugs" Moran, zostali zwabieni przez podstawionych przez Capone ludzi do dużego garażu za biurami SMC Cartage Company (przy 2122 North Clark Street). Skutecznym wabikiem okazała się propozycja nielegalnej transakcji alkoholem. Najistotniejszym elementem mistyfikacji było wkroczenie do budynku przebranych za policjantów gangsterów, którzy nakazali ustawić się ludziom Morana pod ścianą. Nie przeczuwający niczego członkowie gangu wykonali to polecenie. Był to ogromny błąd, bo ich ciała po chwili przeszył grad kul. W ten sposób zostało rozstrzelanych 7 osób. Wśród ofiar był m.in. Albert Kachellek – gangster rodem z polskiej Krajenki. Szczęście miał za to George "Bugs" Moran, który oszukał przeznaczenie, bo nie zdążył dotrzeć na to spotkanie. Od tego momentu jego pozycja w świecie przestępczym sukcesywnie jednak spadała. Zmarł na raka w 1957 roku w więzieniu Leavenworth. Z przyczyn naturalnych odszedł również Al Capone. Życie legendarnego gangstera z Chicago zakończyło się w 1947 roku. Zgon nastąpił na skutek problemów po udarze i powikłań po zapaleniu płuc. Warto dodać, że duży wpływ na kiepski stan jego zdrowia miała również choroba weneryczna, z której skutkami zmagał się od 1928 roku Ponadto wyrok więzienia. Odsiadywał go w latach 1931-1939 za niepłacenie podatków.

Rozpowszechniona jest legenda, że Al Capone bał się jedynie Hymiego Weiss'a. Niewykluczone jednak, że powinna ona zostać uzupełniona także o nazwisko Alberta Kachellka. Gangster rodem z Krajenki był bowiem przedmiotem urojeń Al'a Capone, który rzekomo widywał jego ducha. Takie relacje składali odsiadujący z nim wyrok więźniowie. Oczywiście informacje tego rodzaju należy traktować z przymrużeniem oka.

Albert Kachellek spoczywa na Irving Park Cementery w Chicago. Razem z nim pochowana jest jego żona, Elma Schenk, która zmarła w 1970 roku (w wieku 70 lat). Na koniec warto jeszcze wspomnieć o rodzicach Alberta Kachellka, którzy również pochodzili z Krajenki. Jan Kachelek zmarł w 1923 roku. W chwili zgonu miał 68 lat. Anna Kachellek (po jego śmierci) wyszła drugi raz za mąż. Jej wybrankiem był Frank Sommerfeld. Zmarła w 1944 roku w wieku 85 lat. Rodzice Alberta pochowani zostali na Saint Joseph Cementery w River Grove.

 

źródła:

Jonathan Eig, Al Capone – gangster wszechczasów, 2014

Chicago Tribune 10 marca 1910 (newspapers.com)

https://www.findagrave.com/

K. Weiser-Alexander, Legendy Ameryki, Albert Kachellek, (legendsofamerica.com)

T. Hunt, Torrio founded Chicago Outfit and mentored young Al Capone, http://www.writersofwrongs.com/

D. Waugh, Chicago Gangster Hazed By Frat Brothers, http://www.writersofwrongs.com/

Czym była masakra w Dzień św. Walentego, https://www.greelane.com/


Napisz komentarz

Komentarze

Mariusz 10.04.2025 02:08 PM
Ciekawa historia :) Warto odkrywać ciekawe postaci rodem z Krajenki.

bezchmurnie

Temperatura: 3°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 1022 hPa
Wiatr: 17 km/h

ReklamaMarcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: WłodekTreść komentarza: Firma DM-PROJ Mariusz Majewski wygrała 6 przetargów dla Gminy Łobżenica na łączną kwotę 575 tys teraz dochodzi rewitalizacja na 147600 zł. Kto przygotowuje w urzędzie przetargi, że zawsze trafia na tego pana chyba, że to zbieg okoliczności.Data dodania komentarza: 20.04.2026, 13:41Źródło komentarza: Rewitalizacja czy konfrontacja?Autor komentarza: ŁobżenicaTreść komentarza: Brak konsultacji z mieszkańcami na stosownym etapie to jak widać standard działania tego urzędu. W lutym odbyło się spotkanie z rodzicami dzieci z oddziału przedszkolnego przy SP, po tym jak już rada w styczniu zagłosowała za zamknięciem oddziału. Po co to spotkanie jak procedury ruszyły? Na powiadamianie wszystkich rodziców wydano +10tys., a wcześniej w pawilonie za 1,2mln (środki własne gminy) wyremontowano piętro na cele przedszkola ze szkoły podstawowej. Awaryjnie do końca roku szkolnego jest tam przedszkole publiczne. Wszystko pod modnym hasłem "demografia", które wiele pomieści.. nawet drugie dno.Data dodania komentarza: 20.04.2026, 12:38Źródło komentarza: Rewitalizacja czy konfrontacja?Autor komentarza: ryjący dzikTreść komentarza: To miał być pomnik na wybory. Symbol dzika, który ryje śród skweru a będzie to sarkofag z dosłownym jego znaczeniem semantycznym. Pan burmistrz postanowił sprawdzić czy zasada ,,nic o nas bez nas" działa czy nie działa . Okazało się, że społeczność Łobżenicy jest wierna tejże zasadzie . Będzie więc to nauka bolesna, ale nauczka na lata dla innych, którym w głowie urodzi się podobna myśl.Data dodania komentarza: 20.04.2026, 10:12Źródło komentarza: Rewitalizacja czy konfrontacja?Autor komentarza: Zyzuś TłuściochTreść komentarza: Projektant opiera się na wytycznych, które powinny wynikać z oczekiwań i doświadczeń oraz udogodnień. Jeśli zaprojektowano coś z dupy to jest to marnotrawienie środków publicznych i poprawki powinien sfinansować zamawiający z własnej kieszeni.Data dodania komentarza: 19.04.2026, 21:04Źródło komentarza: Rewitalizacja czy konfrontacja?Autor komentarza: RumcajsTreść komentarza: Błędy się zdarzają, tutaj popełniono kardynalny. W dużych miastach gdzie rządzi platforma podobne numery przechodzą bo ludzie nie potrafią się sprzeciwić. Przykład Warszawy, Poznania, Piły. W Łobżenicy ludzie sobie nie pozwolą na działanie wbrew ich woli. Jeżeli władza nie wyciągnie z tego nauki to skończy jak Łosoś a wcześniej jak Cerlak.Data dodania komentarza: 19.04.2026, 17:38Źródło komentarza: Rewitalizacja czy konfrontacja?Autor komentarza: FanTreść komentarza: Burmistrz nie chciał konsultacji z mieszkańcami przed przygotowaniem projektu, na załączonym filmie projektant mówi to wyraźnie.Data dodania komentarza: 19.04.2026, 14:00Źródło komentarza: Rewitalizacja czy konfrontacja?