Zaczęło się standardowo: otrzymaliśmy informację o zatrzymaniu pedofila z branży gastronomiczno-rozrywkowej w Złotowie. Miasto huczało od plotek. Dla znawców lokalnego życia nie było w tym żadnej tajemnicy, że do zatrzymania w końcu doszło, ani kto był jego bohaterem. Temat pedofilii w naszym regionie dawno przestał budzić traumatyczną sensację. Przyzwyczailiśmy się, że tego typu sprawy wymagają lat, zanim cokolwiek się wydarzy. Przypadek z Jastrowia pokazał to dobitnie, tam właściwie licząc uchylony wyrok, nie starczyło kilkunastu lat od popełnionych czynów do procesu. Choć w tamtym przypadku, jak wielokrotnie wskazano, zależało od tego, kto jest sprawcą a kto ofiarą. Do tej pory ta sprawa jest politycznie niewygodna a sama dyskusja o niej wywołuje kolejne konflikty, wezwania, odwołania, pozorowane postępowania i groźby procesów. Czas pokaże jak daleko jest od słów do czynów.
Kiedy zatrzymano pedofila Grzegorza S. ze Złotowa, po naszej publikacji, w bardzo krótkim czasie, zadzwonił telefon. Stanowczy kobiecy głos oznajmił nakazowo, z groźbą w tle: „To nieprawda! Nie mamy prawa o tym pisać...!” Postawa wyraźnie obrończa, zaparta w swojej ocenie wydarzeń. Nasze pytanie otwierające takie rozmowy (standardowa procedura i przy okazji informacja dla przyszłych interwenientów) pozostaje niezmienne: ,,Proszę się przedstawić. Kogo i w jakiej formie pan/pani reprezentuje? Czy to rodzina, kochanka, konkubent, pełnomocnik z upoważnieniem, czy może ofiara?”. To dla nas kluczowe rozróżnienie, czy są podstawy do dalszej dyskusji a o telefonie od potencjalnej ofiary opowiemy później, bo też taki był w tej sprawie. Wracając do rozmowy telefonicznej, odpowiedzią na pytanie był jedynie sygnał zakończenia połączenia.
To nie był koniec interwencji na publikację, różniły się tylko formą. Pomijamy osoby, które znamy, co uporczywie straszą nas rodzinnymi koneksjami i możliwościamy, poniekąd dobrze wiemy, że robia to tylko w stanie wywołanym wciągniętymi kreskami kokainy zalanymi wódką. Potem ruszyły złotowskie celebrytki, zbieraczki lajków, socialmedialno zbiórczynie, kandydatki z ówczesnej kampanii samorządowej. Straszyły nas kancelariami – „drogimi kancelariami”. Ciekawe, że w ich umysłach te „droższe” specjalizują się w sprawach niedorzecznych i bezzasadnych. Komunikat był jasny: nie wspominajcie, z kim, kiedy i w jakim celu kręcił się wśród naszej bohemy pedofil. Odcinamy się od tych wydarzeń. Pisaliśmy o absurdach takiego wymuszania zacierania historii w poprzednim artykule.
Przejdźmy zatem dalej.
Po pewnym czasie dotarły do nas informacje, typowe dla naszego terenu i pewnie nie powinniśmy się dziwić. Pedofil znów widziany na ulicach Złotowa! Zadzwoniła właścicielka lokalu usługowego, zniesmaczona i przerażona. Poprosiła o niepodawanie nazwy firmy ani nazwiska. „Przyszedł do mnie jakby nigdy nic. Powiedział, że mam dalej brać od niego ciasto, że teraz będzie miał też sushi. Byłam w szoku, nie pamiętam nawet, co mu odpowiedziałam”. Kolejny sygnał, ktoś wspomina, że otworzył lokal w mieście i normalnie wraca do gry. Zaczął na nowo współpracować. Co gorsza, oni wrócili z nim do biznesu bez żadnej refleksji, wyszedł znaczy jest niewinny.
Najsmutniejsze w tej historii jest to, że wielu w Złotowie i okolicy wznowiło z nim współpracę. Słabość wymiaru sprawiedliwości, bo tak trzeba nazwać ten okres, stała się dla niektórych asumptem do wznowienia biznesu. Żebractwo i zbieractwo pod płaszczykiem lokalnych autorytetów to wszak interes jak każdy inny. Znamy nazwiska tych, którzy podjęli współpracę na nowo. Dobrze rozumiemy modus operandi pedofila, oczywiste jest zatem, że zabiegał o powrót do towarzystwa, przeraża jedynie, że to towarzystwo przystało na wznowienie stosunków biznesowo-towarzyskich. Nie będziemy ich piętnować ani sugerować, kto to był. Niechaj z tym żyją, jeśli przyjdzie jakaś refleksja zderzą to z własnym sumienieniem. W Złotowie i tak nikt kto ma wiedzieć to wie, nie zapomni, nawet po groźbach czy wezwaniach „drogich kancelarii”.
Najlepsze, a raczej najgorsze miało dopiero nadejść.
Dostaliśmy sygnał od redakcji z Kujaw: „Obserwujemy waszego pedofila ze Złotowa. Pisaliście o nim. Działa szeroko i aktywnie w sieci", -pytali co wiemy w tej sprawie. To była szokująca informacja, choć jak wcześniej pisaliśmy po Jastrowiu i części tejże sprawy niczemu nie powinniśmy się dziwić. Niewiele mogliśmy pomóc. Historia nabierała tempa. Jej narracja stała się trudna do zaakceptowania, żaden scenarzysta nie przyjąłby jej za wiarygodną, uznając za naiwnie przerysowaną, niemożliwą nawet w filmie o nadętej fabule.
Musieliśmy uwierzyć, monitorować sprawę dyskretnie, ale dla jej dobra przemilczeć wszystko, czego się dowiedzieliśmy. To było bardzo trudne, przysłowiowy scyzoryk otwierał się w kieszeni, mając wiedzę co się dzieje i cierpliwie czekać.
Teraz przeniesiemy się do opowieści o bohaterce. Dla jej bezpieczeństwa napiszemy, że pochodzi z Inowrocławia, choć nazwa ta tylko lekko przekręcona maskuje jej prawdziwe miejsce zamieszkania. Historia pani Martyny wypełni lukę w tej okropnej opowieści, a my zakończymy ją w swoim stylu. Wybraliśmy tylko fragmenty, wielokrotnie słyszymy, że nasze publikacje są za długie. Niemniej to, co zdecydowaliśmy ujawnić we fragmentach w zupełności wystarczy aby zrozumieć z czym mamy do czynienia. To jest jeszcze ten moment, aby porzucić artykuł i uratować sobie dobry nastrój.
Martyna (fragment nr 1)
„Nie pamiętam dokładnie dnia, [...] miałyśmy babski wieczór i stwierdziłam z koleżankami, że porobimy sobie zabawę. Koleżanka miała fotkę.pl (przyp. red. Wedle hasła dostawcy usług-portal społecznościowy do poznawania nowych znajomych, czatowania, flirtowania) więc weszła i pisałyśmy z chłopakami... Nagle odezwał się Grzegorz S.: „Hej, hej” i się zaczęło.
Wypytywał nas, czy koleżanka ma dziecko, ile lat ma córka, czy nie chciałaby zarobić!? Od razu mi się lampka zapaliła, że coś jest nie tak. Zaproponowałam mu, że najlepiej będzie, jak się przeniesiemy na aplikację WhatsApp (przyp.red. Komunikator do rozmów, przesyłania wideo i plików, transmisji wideo. Dostawca zapewnia Prywatność komunikacji, połączenia prywatne za darmo, dostępne na całym świecie) Podałam mu swój osobisty numer i zaczęłam ciągnąć rozmowę. Grzegorz S. pisał tak skrycie, jakby nie mógł za dużo napisać, że ma propozycję i płaci 2 tys. na początek, że ona (propozycja) jest nielegalna, ale więcej mi powie później...
No i te „później” nastąpiło na drugi dzień. Napisał, czy zgadzam się na propozycję. Zgodziłam się i czekałam, co to będzie. Nagle przyszła wiadomość: „Zapłacę ci 2 tysiące, jak zabawisz się z córką i wyślesz mi to”. Od razu stwierdziłam: „K...a, pedofil”. Rozmowę ciągnęłam dalej, a w międzyczasie wezwałam policję.
Rozmowa telefoniczna z Grzegorzem S.
– Słuchaj, ja płacę 2 tys., napiszę ci za chwilę w podpunktach, co masz zrobić. Ile córka ma lat?
– 2-latka.
– Ooo, super, idealnie!
Czekałam na tę wiadomość, no i przyszła. Szok wielki, nie zapomnę tego nigdy!
„Oto co masz zrobić z córką”:
– Włóż jej palec w... Jeśli będzie płakać, to mocniej. Jeśli dalej będzie płakać, to włóż sobie palec w... i następnie córce do buzi. Nagrywaj to i mi wysyłaj lub na kamerkę, to będę ci mówił, co masz robić. Zrób zdjęcia jej... bliskie i mi wyślij.
„Czytałam i nie dowierzałam. Zrobiłam zdjęcia tych wiadomości i czekałam dalej na policję. W międzyczasie zadzwoniła pani z komendy, że mam ciągnąć rozmowę, żeby jak najwięcej uzyskać, że nawet jak by przelał 1 zł, będzie dobrze, bo będą dane.
Po 15 minutach dzwonił Grzegorz S., czy się zgadzam. Na szczęście w trakcie dotarła policja i słuchali. Grzegorz S. ponownie mi tłumaczył, co i jak. Jak zaczęłam ciągnąć go za język, prosić o przelew, zamilkł i się rozłączył. Po chwili napisał mi, że nie przeleje „ot, tak sobie”, że inne matki zgadzały się i kasę brały po wszystkim. Pisał i rozmawiał tak, jakby już to wielokrotnie robił w przeszłości.
Martyna (fragment nr 2)
Tam było 5 telefonów, 2 laptopy, dyski twarde – sztuk nie pamiętam, pen drive’y było chyba z 8 sztuk. (wspomina elementy procesu sądowego)
Martyna (ciąg dalszy fragment nr 2)
Ciężko mi było to wszystko zapamiętać, tym bardziej że to długo się ciągnęło. Na sprawie sądowej ostatecznej, gdzie ja byłam, bo to była wideokonferencja ze mną, nie bronił się wcale przy moich zeznaniach, nic a nic. Miał dwóch adwokatów, którzy też milczeli, nie mieli pytań do mnie. Większość pytań zadawał prokurator, który miał dowody w postaci moich pierwszych zeznań, zdjęć z nagrań i tego, że G.S. się przyznał, że to miało miejsce, bo pił i brał. To jednak go dalej nie tłumaczyło.
Martyna (ciąg dalszy, fragment nr 2)
Sprawa została zgłoszona i ruszyło wszystko. Dostałam pisma, że w domu zabezpieczono 24 różne rzeczy typu telefony, laptopy, nośniki. Byłam na sprawie w wideokonferencji w sądzie. Jego mina, wyraz twarzy – tak, jakby nie miał nic do zarzucenia. Jeszcze wcześniej przyszło pismo, że pił, brał, ale poddał się leczeniu. W sądzie opowiedziałam wszystko. Oskarżony Grzegorz. S spuścił tylko głowę, nic nie powiedział, milczał z takim dziwnym uśmiechem, ten uśmiech był najgorszy z tego wszystkiego.
Martyna (fragment nr 3)
Osobiście zaczęłam go śledzić i sprawdzać w różnych portalach. Znalazłam go jeszcze na fotce.pl pod różnymi nickami, ale zdjęcia te same, różne lokalizacje. Czyli ciągnął to dalej.
Martyna (fragment nr 4)
Jak ja czytałam, co on pisał do mnie, to był dla mnie szok. Później po numerze telefonu sprawdziłam go w Google, okazało się, że prowadził warsztaty w Złotowie, dzieci brały udział. Patrząc na jego wzrok ze zdjęć z dziećmi i pamiętając jego wzrok z rozmowy na video, jak ze mną rozmawiał, to był ten sam wzrok, zimny, pusty i cieszący się, słuchając i patrząc na dzieci. Dzięki rozmowie video zrobiłam zdjęcie ekranu i jego twarzy, co też pomogło policji. Mam nadzieję, że ludzie, zamiast siedzieć bezczynnie wezmą przykład ze mnie. Czasami wystarczy chwila poświęconego czasu, żeby uratować dziecko, swoje i innych. Najgorsze jest to, że patrząc na niego, wiem, że on wyjdzie i dalej będzie próbował to robić. Nie mogę pojąć, jak jego partnerka może dalej być, czekać, bronić go, dla mnie jest tak samo winna.
Te fragmenty korespondencji z różnych okresów od Martyny ukazują wystarczający obraz, by uzmysłowić sobie, jak podłe i wyrafinowane metody zboczeniec stosował w zdobywaniu informacji i materiałów. Pomijamy ocenę innych matek gdzie skutecznie dochodziła do transakcji w zdobywaniu treści, to praca dla organów ścigania i ocena dla sądu. Z nami skontaktowała się ofiara – tylko w pewnym umownym znaczeniu, bo Martyna od razu wykazała się instynktem i zgłosiła ten proceder.
Grzegorz S w początkowym okresie procesu po zatrzymaniu siedział w areszcie tylko 5 miesięcy, który uchylony został we wrześniu.
Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Złotowie pod sygnaturą II K 409/24. Prezes Sądu Rejonowego w Złotowie Sędzia Tomasz Wałczuk potwierdził w piśmie z 10 marca 2026 r. do naszej redakcji prawomocność wyroku zapadłego 23 lipca 2025 r. przez asesora Karola Dosza jako prawomocny od 17 grudnia 2025 r. po apelacjach obrońców.
Skazany Grzegorz S ze Złotowa otrzymał 2 lata i 2 miesiące pozbawienia wolności. Na poczet kary zaliczono areszt tymczasowy (24 kwietnia 2024 do13 września 2024), co oznacza przewidywane wyjście z zakładu karnego 4 listopada 2027 r.
Sąd orzekł dodatkowe środki karne: 10 tys. zł na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym, 7-letni zakaz pracy z małoletnimi (edukacja, opieka, leczenie), 5-letni zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej (min. 50 m) i kontaktu, oraz przepadek telefonu komórkowego.
Instynkt jednej osoby przełamał mur, czas jednak płynie szybko. Sąd zaliczył skazanemu okres od 24 do 04.2024 do 13.09.2024, co daje 4 miesiące i 20 dni już odbytej kary. W polskim systemie prawnym skazany może ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie po odbyciu co najmniej połowy kary (art. 77 § 1 Kodeksu karnego). Potencjalne wyliczenie przedterminowego wyjścia dla kary 2 lat i 2 miesięcy (łącznie 26 miesięcy) gdzie połowa arytmetyczna wynosi 13 miesięcy. W sprawie II K 409/24 aby odbyć wymagane 13 miesięcy osadzonemu pozostałoby jeszcze 8 miesięcy i 10 dni (licząc od daty rozpoczęcia faktycznego wykonywania kary po uprawomocnieniu wyroku) Sąd zaliczył skazanemu okres od 24 04 do 03.09.2024, co daje 4 miesiące i 20 dni już odbytej kary. Biorąc pod uwagę, że przewidywany koniec kary to 4 listopada 2027 r. połowa kary (13 miesięcy przed tą datą) wypada w okolicach października 2026 r. Samo spełnienie wymogu czasowego nie gwarantuje zwolnienia, gdyż sąd penitencjarny ocenia m.in. postawę skazanego i prognozę kryminologiczną.
W jednej i drugiej perspektywie czasu pozostało niewiele na czujność nas wszystkich.









Napisz komentarz
Komentarze