W ostatnim czasie w wywiadzie dla Telewizji Express TV gościliśmy radnego powiatowego Andrzeja Kisiela z Jastrowia. W rozmowie z Krzysztofem Kuźmiczem w pewnym momencie temat zszedł na sprawy społeczne Miasta i Gminy Jastrowia. Panowie poruszyli gorący temat w sprawie planowanej decyzji odnośnie do ewentualnej budowy farmy wiatrowej w Sypniewie. W kulisach, po rozmowie w studio padły słowa, które nas zaniepokoiły. Dało to obraz znanego sposobu działania, mówiąc po lekarsku, po opisie symptomów szybko zdiagnozowaliśmy rodzaj „choroby”, która toczy Jastrowie. Znamy te objawy doskonale.
Przyglądamy się sprawie bliżej i odkrywamy lobbystyczne powiązania oraz niepokojące opinie. Oto jedna z nich:
Smutne, że prasa najpierw nagłaśniała obawy mieszkańców, a po zleceniu od giganta wiatrowego, zmienia całkowicie front i robi z nas wariatów, którzy nie chcą rozwoju i przychodów dla gminy. Wspomina nam mieszkanka Sypniewa, która interesuje się sprawą wiatraków od samego początku.
-Z udawanego sojusznika stała się wrogiem burmistrz Ewy Winkowskiej i radnych, poświęcając dwie publikacje w jakże cieniutkim papierowym wydaniu na atak.
To klasyczny modus operandi: media w dobrej woli współpracują z mieszkańcami, potem zmieniają całkowicie front i zwalczają ich suwerenne decyzje.
Dziś zbalansujemy ten niesprawiedliwy wydźwięk i poznamy drugą stronę medalu.
Wbrew pojawiającym się opiniom o „utraconych milionach" – które były jedynie obietnicami inwestora, nigdzie niepotwierdzonymi na piśmie – decyzja burmistrz Ewy Winkowskiej i Rady Miasta i Gminy Jastrowie to akt odpowiedzialności wobec mieszkańców Sypniewa.
Ewa Winkowska postawiła na mieszkańców i na Polskę. Brawo! Przez ponad dwa lata mieszkańcy Sypniewa żyli w cieniu planów budowy 11 turbin wiatrowych o wysokości do 260 metrów. Słyszeli obietnice „milionów dla gminy" i „nowoczesnego rozwoju", ale rzadko pytano ich o zdanie.
Decyzja z 2 lutego 2026 roku wstrzymała prace nad miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Uwzględniono negatywne opinie Ministerstwa Obrony Narodowej (bezpieczeństwo państwa) i Lasów Państwowych (zagrożenia środowiskowe). Tych argumentów nie sposób zbyć. Bezpieczeństwo i ochrona przestrzeni nie podlegają negocjacjom. Mieszkańcy zgłaszali obawy: hałas, efekt migotania cieni, spadek wartości nieruchomości, zmiana krajobrazu i zagrożenia dla zdrowia. To nie sprzeciw wobec OZE, lecz obrona domu. Tak więc stanowisko burmistrz było jasne od początku. Ewa Winkowska już na samym początku choćby podczas komisji Rady Gminy z udziałem mieszkańców stawiała sprawę jasno i klarownie.
Apelowała do radnych o rozwagę. Już wtedy inwestor powinien był wiedzieć, że decyzja może być dla niego nieprzychylna. Dlatego zapalczywy atak kierowany obecnie przeciwko pani Winkowskiej fałszywie motywowany, jakoby nikt nie znał jej stanowiska jest całkowicie bezpodstawny. To zasiane kłamstwo mające stworzyć obraz, że jest grupa osób, lobbystów i innych interesantów, którzy nastawili się na pozytywny rezultat, nie wiedomo na jakiej przesłance i zostali oszukani. W takim razie dlaczego czekali na decyzję?
Cała procedura toczyła się w zaciszu gabinetów, tak aby mieszkańcy zostali postawieni przed faktem dokonanym. Jednym z głównych lobbystów był sołtys Sypniewa, oczywiście sam będący stroną jako dzierżawca gruntów pod wiatraki. Na stronie „Sołectwo Sypniewo" rozpętał burzę, która podzieliła mieszkańców. Dzierżawcą jest również jeden z radnych. Wszystko miało odbyć się po cichu.
Kontrowersje wzbudziła postawa radnych: na komisji w urzędzie poparli mieszkańców, ale kilka dni później, na sesji, zagłosowali za kontynuowaniem inwestycji. Co spowodowało tak nagły zwrot? Czy wpłynął na nich inwestor? Pytanie pozostaje bez odpowiedzi.
Sprawa w Jastrowiu obnażyła brzydki mechanizm. Lobbyści obiecują „miliony", a prasa lokalna początkowo udaje sojusznika mieszkańców – nagłaśnia ich obawy, budując pozory rzetelności. Gdy jednak pojawia się zlecenie od giganta wiatrowego, narracja zmienia się diametralnie. Tym razem celem ataku stała się burmistrz Ewa Winkowska. Dwie publikacje w jednym wydaniu posłużyły nie informowaniu, lecz promocji inwestycji i dyskredytacji osoby, która stanęła po stronie mieszkańców. Mieszkańcy Sypniewa, walcząc o spokój i krajobraz, padli ofiarą medialnego podstępu. Do opinii publicznej trafiają nieprawdziwe informacje, oczerniające panią burmistrz. Nazywajmy rzeczy po imieniu: to kłamstwa!
Na koniec godzi sie postawic pytania: Czy każda inwestycja obiecująca pieniądze jest dobra za wszelką cenę? Czy samorząd ma obowiązek przyjmować oferty budzące wątpliwości prawne, społeczne i dotyczące bezpieczeństwa państwa?
Prawdziwy rozwój to odpowiedzialność za ludzi, przestrzeń i przyszłe pokolenia. Czasem największą wartością nie jest to, co można zyskać, lecz to, czego uda się nie stracić: spokoju, zdrowia i zaufania do władzy.
Decyzja burmistrz Ewy Winkowskiej to przełom – dowód, że głos społeczności może zwyciężyć z interesami gigantów. To lekcja dla innych gmin. I to jest zwycięstwo, które naprawdę warto zauważyć.









Napisz komentarz
Komentarze