Przypadek pedofila z Jastrowia pokazał przeciętnemu Kowalskiemu, że bycie w pewnym towarzystwie pozwala na więcej. Także na długoletnie bezkarne prowadzenie nikczemnego procederu względem dzieci. Dlaczego ta niemoc trwała tak długo? To pytanie m.in. do osób ze świecznika, które od pewnego czasu gremialnie usuwają zdjęcia z kolejnymi lokalnymi pedofilami ze swoich portali społecznościowych. Na szczęście istnieją świadectwa oraz osoby, które dokładnie pamiętają przebieg wydarzeń. Dysponują one fotografiami, dokumentami i nagraniami, a niektórzy z nich publicznie domagają się rzetelnego zbadania okoliczności.
Nie chodzi rzecz jasna jedynie o ukaranie sprawców – to zresztą zadanie wymiaru sprawiedliwości, który z pewnością ma nad czym pracować. Najważniejsze pytanie pozostaje bez odpowiedzi: dlaczego tak długo zwlekano z działaniem? Skoro to ohydne przestępstwo potępiają wszystkie środowiska polityczne, co sprawiło, że przez tak długi czas panowała cisza?
To istotne zagadnienie, bo nie mamy pewności, kiedy kolejny zwyrodnialec zacznie działać. Musimy wiedzieć na przyszłość, jak długo pozwolimy mu na to – czy znów będzie to dekada? Podstawą jest analiza: co zawiodło, że ofiary i rodzicie latami domagały się wszczęcia postępowania? Kolejna kwestia to, co powoduje, że ludzie wypierają wiedzę – nawet wbrew przypomnieniom świadków i okolicznościom, zaprzeczają na słowa osobom, z którymi tworzyli wspólny projekt polityczny?
Obrzydliwy karnawał pedofilii w naszym regionie zdaje się nie mieć końca. Tym razem wracamy do przypadku, który balansował niczym sinusoida. Z kilku źródeł w Polsce otrzymaliśmy potwierdzenie, że kolejny „pacjent” wjechał pod opiekę zakładu - Sushi z ulicy trafiło do puszki. Dokumenty, które otrzymaliśmy, ich ilość i treść porażają. Poświęcimy temu osobną publikację.
Okazuje się, że przypadli pedofilskie w naszym regionie coś łączy. Jeden i drugi pedofil był osobą publiczną, lgnęli do tłumów, uwielbiali się fotografować. Tak jak w przypadku pedofila z Jastrowia, tak i w przypadku Grzegorza S w okresie kampanii wyborczej ochoczo wzbijały się na plecach jego popularności niektóre lokalne persony. A kiedy mleko się wylało, ruszył znany nam proces czyszczenia profili społecznościowych.
Kiedyś tak nie było, bo dominowała prasa papierowa. Nikt też nie wpadał na pomysł chodzenia po domach i interwencyjnego skupu czasopism, gdzie widniały fotografie, na których pozowało się z ludźmi o skompromitowanej reputacji.
Współcześnie natomiast trzeba na grubo, straszyć sądem i pozwami. Pewne panie, które jeszcze niedawno pozowały w publicznych miejscach z Grzegorzem S., teraz „sugerują” nam, że jeśli będziemy wracać do publikacji i przypominać ten epizod z procesu zdobywania władzy, skontaktują się z nami poprzez swoje jakże znane i drogie kancelarie. Cóż zrobić? Poddać się presji? Nie ma mowy. Cel, jaki nam przyświeca, to wypalenie ogniem pedofilii na tyle, na ile uda nam się dotrzeć i nagłośnić to, co odbywa się w naszym mieście i okolicach.
To, co robisz dziś i w przeszłości z kim się spotykasz, jak komunikujesz się ze swoim elektoratem, nie znika bez konsekwencji. Oczywiście nikt nie ma na czole napisane czego się dopuszcza, ale wpadanie w stan wyparcia, pospiesznego czyszczenia publikacji na oficjalnych profilach też nie jest w porządku. Skrajnym zachowaniem jest już próba zastraszania. Próby wymuszenia na kimś określonego zachowania nie pokazują siły ani sprytu. Pokazują desperację i niedojrzałość, gdyż publiczne współpromowanie osób niestety niesie ryzyko na przyszłość w pozytywnym i negatywnym wydźwięku. Zakładając hipotetycznie, że gdyby pedofil, z który pozujesz na pubicznych imprezach, stałby się uznanym na świecie kucharzem a my o tym napiszemy i przypomnimy to wydarzenie sprzed lat, też będziesz nas ścigać, że wiążemy jego sukces z twoim wizerunkiem? Prawda jest taka, że osoby ze skłonnościami do dzieci szukają ochrony i wsparcia. Czasami robią to w środowisku politycznym-tak jak to było w przypadku pedofila z Jastrowia, który przez lata wykorzystywał indolencję służb i tolerancję otoczenia. Ignorowanie tej prawdy oznacza narażanie kolejnych osób na krzywdę.
Szanowni Państwo, sprawa Grzegorza S, którą badamy, szokuje jak historia pedofila z Jastrowia. Jego postawa to nie tylko oczywista zbrodnia wobec dzieci. To proceder, który opierał się na finansowaniu patologicznych matek, płaceniu im za rzeczy, które..... W tym miejscu zostawmy szczegóły, które wkrótce przedstawimy, okoliczności i sposób pozyskiwania materiałów zapewne powalą Państwa z nóg. Ilość zabezpieczonych nośników danych, rozmów, ustalania cen za zdjęcia z udziałem niemowlaków, to wszystko nie mieści się w głowie, choć jak się okazuje nie w każdej. Dla innych był to sposób na życie a po przeciwnej stronie sposób na zaspokajanie swojego zboczenia. Potrzeba chwili, by móc to na spokojnie opisać. Jako społeczeństwo nie możemy jednak pozwolić na tworzenie tabu wokół takich tematów, bo w tle są przedstawiciele elit. Mamy swoich lokalnych Epsteinów i tych, którzy grzali się w ich blasku, i trzeba o tym mówić!










Napisz komentarz
Komentarze