Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 25 października 2026 20:55
Absurdalna wojna z członkiem zarządu powiatu w Złotowie

Polityczny samobój! Czy w Złotowie niszczą członka zarządu za prawdę o szpitalu i wiedzę na temat pedofila z Jastrowia?

Podziel się
Oceń

Czy w Złotowie rozgrywa się polityczny samobój koalicji obywatelskiej? Kiedy członek Zarządu Powiatu Złotowskiego, Aleksander Antoniewicz, wyraził swoją opinię o braku lekarza na dyżurze w szpitalu i wspomniał o zaniedbaniach w sprawie znanego, politycznie umocowanego pedofila z Jastrowia, czy mógł się spodziewać, że zapłaci za prawdę absurdalnym, zdaniem wielu, oskarżeniem? Czy dyrektor złotowskiego szpitala, powołana przez zarząd Powiatu w Złotowie, uruchamiając przy aktywnej pomocy lokalnej prokuratury prawdziwą machinę represji, wielomiesięczne postępowanie prokuratorskie jako symboliczną egzekucję polityczną, działa na własną rękę? Czy sprawa, która miała utemperować niewygodnego członka zarządu, przypominająca białoruskie metody i haniebne praktyki z sąsiedniego powiatu, gdzie za informację o złamaniu zasad covidowej izolacji przez pilską lekarkę postawiono zarzuty byłemu staroście pilskiemu, ma szanse powodzenia? Czy Antoniewicz stanie się pokornym adresatem represji nagrzanego lokalnego układu? A może to koalicja zwana obywatelską sama siebie unicestwia, kanibalizując swoich ludzi i dając wyraźny sygnał, że w Złotowie władzę opanowali „polityczni szaleńcy"?

Sprawa, a właściwie kilka spraw, które poruszył na lokalnym portalu 77400.pl Aleksander Antoniewicz w wywiadzie z Krzysztofem Kuźmiczem, bulwersowała mieszkańców Złotowa nie tylko ze względu na przywołane okolicznośći dotyczące funkcjonowania Szpitala Powiatowego, ale również z powodu indolencji wobec ofiar pedofilii, które, jak twierdzi Antoniewicz, od lat próbowały dotrzeć do służb, nie napotykając ich zdaniem odpowiedniej reakcji. 

Nieoficjalnie ustaliliśmy, że wszczynane wtedy w sprawie skazanego, ostatnio prawomocnie w innym procesie pedofila z Jastrowia postępowania prokuratorskie były umarzane. W tej sprawie powinno zostać zdaniem ekspertów wznowione postępowanie, choć z powodów oczywistych należy poczekać na sprzyjający czas, by nie powiedzieć więcej. Sprawca działał w określonym otoczeniu politycznym, które zdaniem komentujących mogło mieć bezpośredni wpływ na wymiar sprawiedliwości, nawet jeśli go nie używał, to służby w uniżeniu wiedziały, że „nie kąsa się dłoni, która karmi". Obecnie sytuacja jest, delikatnie mówiąc, podobna. Czyżby nie znała tej zasady obecna powołana dyrektor szpitala? To się w pale nie mieści, cytując Klasyka, ale cytując osobę rozsądną, to jest po prostu niemożliwe. Zostawmy to jednak w tej chwili.​

Wielu uważa, że sposób, w jaki traktuje się członka Zarządu Powiatu Złotowskiego Aleksandra Antoniewicza za słowa, które wypowiedział, przypomina białoruskie metody, gorliwy styl podporządkowanych i nagrzanych wykonawców oburzonej władzy. Sposób oskarżania dotyczy nagiętych, wielokrotnie krytykowanych „paragrafów" (mówimy o art. 212), które, jeśli już, powinny być ścigane z oskarżenia prywatnego, a nie wychodzić z inicjatywy prokuratora, który raz po raz wszczyna postępowania trwające już niespełna rok, obiektywnie zdaniem wielu bez podstaw i tylko zatruwa czas policji na właściwe działania potrzebne społeczeństwu. O tym, że postępowanie wielokrotnie wzbudzane trwa już prawie rok, niech świadczy fotografia, którą wykonaliśmy przy komendzie w Złotowie. Wychodzi z niej zapewne już podejrzany Aleksander Antoniewicz wraz ze swoim adwokatem, który, mimo ogromnego doświadczenia, pewnie po raz pierwszy ma w swoim portfolio sprawę będącą precedensem z tak miałkimi podstawami oskarżenia. Takie „atrakcje" można zgotować człowiekowi przy okazji nagrzanego lokalnego systemu. To, że scena na fotografii dzieje się przy komendzie w Złotowie, świadczy, że jest to prawdopodobny finał postępowania na zlecone przez prokuraturę postępowanie. Wyobraźmy sobie zatem, jak obciążona została policja robotą, która, jak przewidział ustawodawca, powinna spoczywać na oskarżycielu prywatnym, któremu, jeśli coś nie pasuje, powinien to dowodzić z oskarżenia prywatnego, obciążając swój czas i zasoby. 

Przy okazji reporter z aparatem, któremu zleca się wykonanie zdjęcia w Złotowie, wywołuje sensację tak dużą, że można temu poświęcić oddzielny artykuł. Pomijając ulicznych gamoni nagabujących na chodniku osobę z aparatem fotograficznym poprzez pracowników banku, którzy zamiast zajmować się swoimi sprawami, ulegają wspomnianym matołkom. Do tego dochodzi nasłany patrol policji, który, powołując się na nieistniejące przepisy, pomijając elementarne procedury przy sięganiu po dane osobowe i wykazując się nieznajomością prawa, mnoży powody interwencji tylko dlatego, że ktoś trzyma w ręku aparat fotograficzny i nie wiadomo, co chce sfotografować. Na koniec funkcjonariusze potrafili jeszcze oczekiwać, że rozmówca doceni ich „kulturalne zachowanie” i usłyszy, że przecież mogli to „załatwić inaczej”. No cóż, akt łagodnego potraktowania warty docenienia, do naszej redakcji dociera wiele sygnałów od ludzi, że policja nie szasta tego rodzaju dobrodziejstwem łaskawego potraktowania. 

Wspominamy to tylko elementarnie, żeby tym absurdem nie rozbić tematu artykułu. O tym, że sprawa nabrała karykaturalnej przesady i zapewne zostanie szybko skruszona przez sąd, bo prawdopodobnie do niego trafi, wyciągamy wniosek z sytuacji, jaką widzimy na fotografii. Adwokat w towarzystwie świadka/podejrzanego zwiastuje finał postępowania. Sprawa w naszej ocenie, analizując to, co padło w przestrzeni publicznej, nie ostanie się w sądzie, zostanie skruszona w pył, jeśli nie w pierwszej, to w drugiej instancji. Choć sprawa jest tak haniebna, napisana przez „pachołków systemu", że nadaje się, aby ją wywieźć do Trybunału w Strasburgu, rażąco jest podobna do sprawy śp. starosty Szczerbiaka, który dotarł tam z wyrokiem i wygrał z Państwem Polskim w sprawie, gdy wyraził swoją opinię w mediach o pozyskaniu części internatu przez ówczesnego przewodniczącego rady powiatu, gdzie w planach była budowa Sądu Rejonowego w Złotowie.

Sprawa w Złotowie bardzo przypomina tę pilską, która obecnie w Pile wywołuje powszechną krytykę społeczeństwa, a ujawniony jej niewielki fragment pobija rekordy oglądalności. Sprawa, gdzie przy pomocy wymiaru sprawiedliwości próbuje się zniszczyć byłego starostę, mimo że zarzuty w miażdżącej większości nie potrafią obronić się w sądzie, a świadkowie nie potrafią spójnie wyrazić swoich oskarżeń, co wywołuje ogromne oburzenie i kpiny wśród mieszkańców. Podobnie jest na podwórku złotowskim.

Kto w Złotowie miał wpływ na wybór i powołanie dyrektora, gdyż o konkursie trudno tutaj powiedzieć, jest jasne dla osób, które mają choćby niewielkie pojęcie o lokalnej polityce i sprawach samorządowych. Nie chcemy wnikać w stosunki między posłem Szopińskim a dyrektor Kaufką, natomiast samo zawiadomienie na członka zarządu koalicji, która została z trudem utworzona, można ocenić jako samobójstwo polityczne. Mało tego, sprawa nie wniesie nic, strona nie zatrze faktów, które miały miejsce, tego nie można zmienić ani odzabaczyć, bo brak lekarza na dyżurze był oczywisty! Do ustalenia pozostaje tylko, gdzie poszedł dyżurny, czy za potrzebą, czy może coś bardziej ważnego było tego powodem. Znając życie i modus operandi, najlepiej uciekać w sprawy zdrowotne, to model przerabiany najczęściej przez ludzi, kiedy sytuacja robi się trudna, a wówczas staramy się chorować. Lekarze o tym doskonale wiedzą, bo to nikt inny jak oni właśnie legitymizują takie osłony, wydając stosowne zaświadczenia. 

Co do haniebnej sprawy pedofila i wiedzy o jego działaniach, dziś siedzi on w więzieniu i jego wyrok nie pozostawia wątpliwości. Największy dramat polega jednak na tym, że gdyby został zatrzymany dużo wcześniej, przyszłe ofiary mogłyby uniknąć zła, które przez lata narastało przy milczącej wiedzy dorosłych. Część osób prewencyjnie nie zatrudniała go w swoich placówkach, ale nie mogła zrobić nic więcej. W tamtym momencie miałby na koncie mniej czynów, a co za tym idzie otrzymałby krótszy wyrok. Tego wszystkiego, niestety i o zgrozo, nie da się już cofnąć

Politycznie trudno wytłumaczyć, że powołana dyrektor przez polityczny zarząd podejmuje suwerenne decyzje, które mogłyby i pewnie w przyszłości zachwieją losem koalicji. To jest niemożliwe, nie może się wydarzyć, a gdyby taki nominat nawet próbował działać samodzielnie, jego dni byłyby policzone bardzo szybko.​

Zasady doświadczenia życiowego i doświadczenie dziennikarskie każe wysunąć prawdopodobny, graniczący z pewnością wniosek, iż dyrektor szpitala, donosząc na jednego ze swoich „wiceszefów", musiała to konsultować i uzyskać cichą aprobatę od szefa nr 1, a być może i lokalnego „ober szefa" z Zakrzewa.

Procesowe prześladowanie Aleksandra Antoniewicza, bezsprzecznie w gestii decyzji i sposobie, może bowiem zostać uznane za wyrafinowaną zemstę i sposób na kneblowanie ust do swobodnej opinii, oczywiście krótkowzroczną.​

Przyglądamy się tej karkołomnej strategii z ogromnym zaciekawieniem i uśmiechem, bo jest to symboliczny strzał samobójczy. To przypomina, jakby osoba nieobliczalna i do dna zapatrzona w swój „wątpliwy artyzm" zarządzała w ten sposób lokalnymi strukturami władzy. Platforma, która miała kryzys kadrowy, ledwo spinała listy wyborcze, gdzie brakowało działaczy, a teraz kanibalizuje i niszczy swojego gościnnie zaproszonego na listę do wyborów członka zarządu? Czy tak trudno przypomnieć sobie, że na większości list koalicji brakowało członków platformy, którzy skompromitowani odeszli w cień? O jednym wspominamy w tym artykule, o innych z litości nie wspominamy, którzy wielokrotnie, mając ku temu obiektywne powody, odeszli z polityki z własnej woli. Czy nie jest to symboliczne, że właśnie Aleksander Antoniewicz trafił na jedynkę koalicji obywatelskiej, gdzie miejsce to powinno być dla działacza, który obserwuje politykę zza krat, a nawet będzie miał okazję obserwować kolejne jej kadencje i wybory.

Poseł Szopiński, biorąc udział w tworzeniu list wyborczych, w większości przypadków wstawiał na nie ludzi bez doświadczenia politycznego, celebrytów, natomiast w Jastrowiu listę koalicji otwierał wspomniany Aleksander Antoniewicz. Dziś Szopiński „rżnie przysłowiowego głupa" nie tylko na forum lokalnym, ale kompromituje się też w Sejmie, szczególnie jak otwiera usta, o głosowaniu już nie wspominając, wystarczy posłuchać, co myśli wspólnota katolicka w Zakrzewie i okolicach. Jak na to nie patrząc, jak nie analizując, to intensywnie tnie gałąź, na której wisi koalicja. Po tym, jak potraktował Mirosława Jaskólskiego oraz Aleksandra Antoniewicza, daje wyraźny sygnał, że przyszłość koalicji z lewicą ma w przysłowiowych czterech literach. Tak się nie robi polityki, to krótkowzroczne i głupie działanie na szkodę własnej struktury. Należy więc oddać słuszność nieoficjalnym opiniom działaczy platformy w Pile, że Szopiński to niestety „wypadek przy pracy" w wyborach parlamentarnych, który więcej się nie wydarzy. Oczywiście mówimy o wypadku, logiczne jest, że nikt nie popełni tych samych błędów w przyszłości.

 


 


Napisz komentarz

Komentarze

Edyta Linowska 09.01.2026 01:24 AM
Komentarz zablokowany

Gospodarka głupcze 06.12.2025 05:52 PM
Wiejski Szopenhałer miał minę nietęgą na spotkani aktywu partyjnego. Ma pewnie resztki sumienia, które dręczy go, że jego sąsiedni lud nie kupuje bzdur, które klepie dla pokrzepienia sztucznych serc w klapie. Pewnie też mimo bredni, ktore wszem wygłasza widzi, że partia sztucznych serc pcha Polskę do zguby. Jest to upadek małego kmicica co chciał być mądry ale nie wyszło.

Roman 03.12.2025 06:20 PM
Na ocenę działań i postawę tego szkodnika z Zakrzewa szkoda mi nawet czasu i nerwów podczas opcji stopnia drugiego. Wolę czytać etykiety z butelek z chemią łazienkową. Wspomnę tę idiotkę o nazwisku krzewu co daje orzechy laskowe. ,, PiS przyzwyczaił szpitale, że pieniądze są i to oni robili a teraz tych pieniędzy nie będzie. Tusk to szkodnik tego wszystkiego co sie złego dookoła dzieje i do tego otacza się posłusznymi durniami

Pilnuj 03.12.2025 07:46 PM
Bo jeb... Oni to roblu, ha ha

WON 03.12.2025 01:37 PM
Każda podwórkowa władza, każdy reżim może sobie grabić, ile uważa! Przyjdzie na nich czas! No ale jak święte będę bronił swobodnego wyrażania opinii i myśli o tym, co ja o tym skurwysynstwie myślę.

do wyżej 03.12.2025 07:50 PM
WON czytałes,że wójt Lach gminy wiejskiej dostał podwyzkę do najwyższego pułapu i ma pensje 20 500 zł bo radni wiejscy tak na niego zagłosowali.Skandal bo ani jednej drogi nowej nie wybudował.Ślamazara jeden.

Wilk i Zając 04.12.2025 08:58 AM
Radni zrobili to posłusznie w mieście i starostwie. Naczynią połączano, zobacz rejestr umów. Zobacz KO kosi kasę z komisji alkoholowej i innych wypływów. Samorząd to dobry spisów na dorobek.

Marek 03.12.2025 12:39 AM
Zachodzę w głowę, jak mogliśmy do tego dopuścić? Jak to możliwe, że kreatury tak jawnie antypolskie znów rządzą w naszej małej Ojczyźnie? Jak to możliwe, że po latach walki o wolność, po cierpieniu i ofierze bohaterów Solidarności, w obliczu tysięcy życiorysów złamanych przez komunistyczny reżim, znów musimy patrzeć, jak władza atakuje własnych obywateli, którzy wyrażają obawy o nasze zdrowie i standardy podstawowych praw.

Temperatura: 8°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 1001 hPa
Wiatr: 17 km/h

Reklama Marcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: akuszerka Treść komentarza: A nie mógł Kmicic5079 zakotwiczyć w jakiej damie w konwencji "strzał z boku"? Data dodania komentarza: 25.10.2026, 14:09 Źródło komentarza: Wielka farma słoneczna i potężne wiatraki. Zalesie, Pieczynek i Zawilce przed wielką zmianą Autor komentarza: MaMaFuMiCa Treść komentarza: Miałbyś rację gdyby chodziło o artykuł i personalizację. To luźna forma a sjąd wiesz ile telefonów zrobili? Data dodania komentarza: 25.10.2026, 12:45 Źródło komentarza: „Samozwańczy” szeryf rusza na radnych Autor komentarza: Głupszy głupek Treść komentarza: A teraz najwyraźniej wzięli na cel radną Martę, która kiedyś na sesji rzuciła kilka cierpkich słów w kierunku redaktora nie mówiąc kogo ma na myśli, ale i tak wszyscy wiedzieli. A gdy już bez mikrofonu w kuluarach obrad to rozwinęła, nie wiedziała że ma za plecami radną Mariolkę :( Data dodania komentarza: 25.10.2026, 10:16 Źródło komentarza: „Samozwańczy” szeryf rusza na radnych Autor komentarza: Głupek Treść komentarza: Triumwirat dziennikarz-strażak-milicjant i ich metody rodem z czasów SB, które sprawdziły się w przypadku byłego burmistrza Adama Pulita. Próbowali go zaszczuć, burmistrz Pulit się nie dał, ale zniechęcił się do dalszej pracy na rzecz Złotowa. W tej kadencji przez dwa lata obrabiali radnego Kopinke, bo zaczął być kojarzony w mieście z działalnością dobroczynną, czym niechybnie wszedł w paradę pewnej znanej fundacji. Proste, logiczne, oczywiste Data dodania komentarza: 25.10.2026, 10:04 Źródło komentarza: „Samozwańczy” szeryf rusza na radnych Autor komentarza: 6/11 Treść komentarza: Chatgpt? Data dodania komentarza: 23.10.2026, 23:30 Źródło komentarza: „Samozwańczy” szeryf rusza na radnych Autor komentarza: "Samozwańczy szeryf" Treść komentarza: Panie ??? nie dziennikarz a OBOWIĄZEK DZIENNIKARZA To zagadnienie w polskim prawie jest ściśle powiązane z wymogiem zachowania szczególnej staranności i rzetelności dziennikarskiej. Zasada ta potocznie bywa nazywana regułą „niech zostanie wysłuchana i druga strona”. Oto szczegóły prawne: 1. Jaki to akt prawny i artykuł? • Ustawa: Ustawa z dnia 26 stycznia 1984 r. – Prawo prasowe (Dz.U. 2018 poz. 1914 z późn. zm.). • Przepis: Art. 12 ust. 1 pkt 1. 2. Treść przepisu Art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego: „Dziennikarz jest obowiązany zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło”. 3. Jak sądy interpretują ten obowiązek? Choć sam artykuł nie używa wprost słów wysłuchanie obu stron, Sąd Najwyższy oraz sądy powszechne jednolicie przyjmują, że obowiązek ten wprost wynika z nakazu zachowania szczególnej staranności i rzetelności. W praktyce orzeczniczej oznacza to, że: 1. Obowiązek kontaktu ze stroną krytykowaną. Przed publikacją materiału o charakterze krytycznym, śledczym lub zarzucającym komuś niewłaściwe postępowanie, dziennikarz ma prawny obowiązek skontaktować się z tą osobą, instytucją i umożliwić jej ustosunkowanie się do zarzutów. 2. Wyłączenie bezprawności. Jeśli dziennikarz rzetelnie próbuje wysłuchać drugiej strony np. wysyła pytania z odpowiednim czasem na odpowiedź, wypełnia swój obowiązek staranności. Nawet jeśli druga strona odmówi komentarza lub go zignoruje, dziennikarz ma prawo opublikować materiał, zaznaczając, że podjął próbę kontaktu. 3. Konsekwencje braku próby kontaktu: Zaniechanie próby wysłuchania drugiej strony przed publikacją jest traktowane przez sądy jako niedochowanie staranności dziennikarskiej. W przypadku procesu o ochronę dóbr osobistych np. z art. 24 Kodeksu cywilnego przeważnie decyduje to o przegranej dziennikarza lub wydawcy. CDN.. Prawdę bardzo wyraźnie słychać. A w temacie to jest podejrzenie „Niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego” przez niektórych radnych miasta Złotów a dotyczy znanego od dawna tematu Data dodania komentarza: 23.10.2026, 14:41 Źródło komentarza: „Samozwańczy” szeryf rusza na radnych