Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 26 kwietnia 2026 16:16

Jachu ze złotym wózkiem

Podziel się
Oceń

Stadion przy ul. Okrzei – ze wspomnień Kazimierza Barczykowskiego i Krystyny Stępniak z domu Barczykowska

Prolog

Oboje pochodzili z Nakła nad Notecią, tam się poznali i pokochali. Jan pracował w miejscowej cukrowni. Kilka lat po wojennej zawierusze, w 1949 roku, Barczykowscy z córką Krystyną wyjechali do Piły. Co prawda później miała do nich żal, że nie wybrali Bydgoszczy (bo i bliżej, i dużo większa), jednak z czasem Piła stała się dla niej rodzinnym miastem.

Na początku zamieszkali w jednym z mieszkań przy ulicy Zachodniej (obecnie Matwiejewa). Tu na świat przyszli ich dwaj synowie Wacław i Roman. Jan dostał pracę w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego w Pile, wtedy też zaczął grać w piłkę i aktywnie uczestniczyć w życiu sportowym zakładu. Widząc jego zaangażowanie, na początku lat 50-tych ubiegłego wieku, kierownictwo powierzyło mu stanowisko gospodarza stadionu przy ulicy Okrzei, który wtedy należał do ZNTK. Barczykowscy otrzymali też służbowe mieszkanie w budynku, który znajdował się przy stadionie. Nie było tam wielkich wygód - dwa pokoje z piecami kaflowymi, kuchnia, komórka, łazienka dzielona wspólnie z zawodnikami, toalety na zewnątrz oraz ogródek, gdzie którejś wiosny wykopali poniemieckie naczynia, zastawę stołową (niestety stłuczoną) i… butelkę wódki.

Jan Barczykowski był gospodarzem stadionu, dbał o niego, a że był szewcem z zawodu, naprawiał piłkarzom korki i zszywał piłki. Jego żona Władysława prała i reperowała stroje oraz sprzątała szatnie, umywalnie i świetlicę. Za mieszkanie i prąd nie płacili, w zamian Jan musiał opiekować się stadionem. Tu urodziło się im kolejnych troje dzieci: Kazimierz i Ewa (w mieszkaniu na stadionie - poród odbierała akuszerka z ulicy Bieruta), i najmłodszy Marek już w szpitalu. Niedługo po jego narodzinach, po ciężkiej chorobie w 1963 roku zmarła pani Władysława, i Jan został sam z sześciorgiem dzieci. Odtąd życie wypełniały mu dzieci i praca, które kochał jednakową miłością. A obowiązków i przy dzieciach, i przy stadionie miał wiele.

Złoty wózek

Brama na stadion nigdy nie była zamykana i można było tam wejść o każdej porze dnia i nocy. Mimo to nie było wielkich dewastacji. Jan Barczykowski, prócz tego, że pilnował obiektu, musiał dbać o to, by był on należycie utrzymany i gotowy na każde wydarzenie, które na nim się odbywało. A działo się wtedy wiele. Najważniejsze były, oczywiście, treningi i mecze – nie tylko piłkarzy, ale również drużyn siatkarskich, czasami koszykarskich (przez pewien czas funkcjonowało również boisko do koszykówki) oraz tenisistów (korty znajdowały się po lewej stronie od ówczesnego wejścia od ulicy Pomorskiej). Dodatkowo czuwał nad magazynem motocykli i warsztatem żużlowej Polonii Piła. Żużlowcy byli częstymi gośćmi na stadionie przy Okrzei, także po rozgrywanych meczach, gdzie spotykali się w luźniejszej atmosferze. Musiał też dbać o stan bieżni, skoczni w dal i skoczni wzwyż.

Pan Jan, zwany przez wszystkich „Jachu” lub „Macha”, wapnował też linie na zawody lekkoatletyczne i mecze piłkarskie. Z początku rozsypywał wapno ręcznie, jednak było to bardzo uciążliwe, a powstałe w ten sposób linie nie zawsze były idealnie proste. Pewnego dnia wybrał się więc w podróż do Bydgoszczy, do tamtejszej Polonii, gdzie cudem wyprosił wózek, w którym obracająca się szczotka kominiarska równo rozsypywała wapno. Mówił, że jest to jego „złoty wózek” i strzegł go jak oka w głowie. Musiał także dbać o murawę, kosił trawę i ją nawadniał. Kiedy w latach 60-tych do płyty boiska doprowadzono wodę, zadanie to było znacznie łatwiejsze, ponieważ wystarczyło odkręcić hydrant i wężem strażackim zlać płytę.

Stadionowe dzieci

Pan Jan pracy miał wiele i często pomagały mu w tym dzieci, m.in. w oczyszczaniu bieżni z chwastów. Organizował wtedy dla dzieciaków wyścigi, rozstawiał je na torach, wręczał im haczki, a wygrywał ten, który pierwszy dotarł do mety 60 czy 100 metrów, w zależności od tego jakie zawody miały się odbyć. Dzieci też wyrywały chwasty, które uporczywie wyrastały między ławkami. Do ich obowiązków należało również nakładanie siatek na bramki, co traktowali raczej jako świetną zabawę, a nie przymus.

Z faktu, że rodzeństwo Barczykowskich mieszkało na stadionie wynikały też inne przywileje. W każdym wydarzeniu mogli uczestniczyć praktycznie bez biletu. Czasami zdarzało się, że wracali do domu w trakcie trwania meczu i ochroniarz nie chciał ich wpuścić. Wtedy tłumaczyli, że tutaj właśnie mieszkają. W takich sytuacjach ochroniarz wzywał ojca, który musiał potwierdzić, że mówią prawdę.

Dzieci pana Jana oraz ich rówieśnicy mieli na stadionie przy ulicy Okrzei świetny plac zabaw, który wieczorami był całkowicie do ich dyspozycji. Wtedy z upodobaniem bawili się w chowanego i płatali sobie różne figle.

Działo się!

Z wydarzeń sportowych przy ulicy Okrzei szczególnie zapadły im w pamięć te z lat 50-tych i 60-tych, każde z nich przy tłumach mieszkańców Piły. Tak było nie tylko na meczach, ale także na treningach czy podczas rozgrywek zakładów pracy. Do dziś wspominany jest też Wyścig Pokoju, którego jeden etap miał swój finisz na stadionie przy ulicy Okrzei. Było to wielkie, sportowe święto w mieście.

Stadion służył także jako miejsce festynów okolicznościowych. Tradycyjnie we wrześniu każdego roku ZNTK organizowały tam obchody Dni Kolejarza. To było wyjątkowe wydarzenie dla pracowników, z orkiestrą i betonowym parkietem wypełnionym bawiącymi się ludźmi, straganami z napojami i słodyczami, czy pokazami walk bokserskich na wypożyczonym z WKS „Sokół” ringu ustawionym na środku płyty boiska. Bo wtedy po prostu działo się wiele!

Epilog

Jan Barczykowski był gospodarzem stadionu przy ulicy Okrzei przez blisko 30 lat, do czasu kiedy obiekt przeszedł w posiadanie Milicyjnego Klubu Sportowego „Gwardia” Piła. Wtedy też zapadła decyzja o wyburzeniu starych, poniemieckich zabudowań i budowie nowego obiektu. Pan Jan musiał wyprowadzić się do nowego mieszkania przy ulicy W. Pola.

Dziś jego dzieci, Kazimierz i Krystyna, z łezką w oku wspominają lata dzieciństwa i młodości spędzone na stadionie. Pan Kazimierz – który mówi o sobie, że jest „urodzony na boisku” – nie może pogodzić się z myślą, że stadion mógłby zniknąć ze sportowej mapy Piły i wspiera pomysł jego modernizacji. Bo – jest o tym przekonany – obiekt powinien na nowo ożyć i służyć kolejnym pokoleniom pilan.

Agnieszka Matusiak

 

 

 


Napisz komentarz

Komentarze

bezchmurnie

Temperatura: 11°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 1023 hPa
Wiatr: 25 km/h

ReklamaMarcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: GracjanTreść komentarza: Dobry Burmistrz co wy chcecie przecież to dopiero projekt dlatego ludzie mogą sie teraz wypowiedzieć i się poprawi te niezgodności i tyleData dodania komentarza: 26.04.2026, 14:13Źródło komentarza: Rewitalizacja czy konfrontacja?Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Po obejrzeniu tego filmiku nie mam wątpliwości że ten facet z brodą piastujący stanowisko burmistrza Łobżenicy nie ma zielonego pojęcia o pracy samorządowej i współpracy z mieszkańcami. Panie Burmistrzu, Łobżenica to nie Białoruś a burmistrz to nie Łukaszenka. U nas burmistrz musi służyć mieszkańcom a nie odwrotnie. Mieszkańcy Łobżenicy to ludzie honoru i nie pozwolą sabą pomiatać. Ma Pan jeszcze dwa lata żeby te stosunki z mieszkańcami poprawić. Rządzenie Gminą to nie klece ie wierszy.Data dodania komentarza: 26.04.2026, 13:53Źródło komentarza: Rewitalizacja czy konfrontacja?Autor komentarza: Strażnik, czy likwidator?Treść komentarza: Obecna sytuacja w Spółdzielni rzuca nowe światło na lata milczenia wielu jej członków. Nie jest tajemnicą, że większość z nich to jednocześnie pracownicy, którzy przez lata obawiali się o swoje zatrudnienie. Styl zarządzania byłego Prezesa, a obecnie Zastępcy Przewodniczącego Rady Nadzorczej, opierał się na personalizacji decyzji oraz pamiętliwości wobec osób o odmiennym zdaniu. ​Szczególnie zastanawia fakt, że Zastępca RN jakiś czas temu zadbał o zdobycie uprawnień likwidatora, finansując ten proces ze środków Spółdzielni. Jakby tego było mało, za wspólne pieniądze zdobył on również uprawnienia w zakresie BHP. Czy już wtedy przygotowywano grunt pod wygaszanie działalności, przy jednoczesnym zapewnianiu sobie prywatnych korzyści zawodowych kosztem wspólnoty? To szczyt hipokryzji, gdy osoba kreująca się na surowego strażnika uczciwości, notorycznie doszukująca się u pracowników skłonności do kradzieży, sama od lat realizuje scenariusz budzący ogromne wątpliwości etyczne. ​Wydaje się, że tworzenie atmosfery nieustannych podejrzeń wobec podwładnych było jedynie strategią odwracania uwagi od własnych, niejasnych poczynań. Choć na zebraniach wciąż panuje cisza wymuszona latami zależności, historia naszej Spoldzielni uczy, że dotychczas to jedynie zwykli pracownicy ponosili konsekwencje, podczas gdy osoby zarządzające cieszyły się poczuciem nietykalności. Dotychczasowy sposób kierowania organizacją dowodzi, że interesy zarządzających rozmijały się z dobrem wspólnoty spółdzielczej. ​Fakty – takie jak nabyte za wspólne pieniądze uprawnienia do likwidacji majątku czy certyfikaty BHP – pozostają niezaprzeczalnym świadectwem rzeczywistych intencji osób sterujących Spółdzielnią „z tylnego siedzenia”. Z dużą dozą spokoju i wnikliwości będę obserwować, jak ta sytuacja rozwinie się w najbliższym czasie. Najwyższa pora, by fakty – raz wyciągnięte na światło dzienne – doczekały się rzetelnego rozliczenia, a zasada bezkarności elit odeszła do przeszłości. Cierpliwość w takich sprawach jest najlepszym doradcą.Data dodania komentarza: 25.04.2026, 20:19Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: 60 K na garnitury z LGDTreść komentarza: Pogromił Grab z Poznania, to sygnał dla Szycha aby mimo beznadziei tejże władzy trwał w koalicji.Data dodania komentarza: 25.04.2026, 09:02Źródło komentarza: Odwołali Antoniewicza z zarządu powiatu!Autor komentarza: ObserwtorTreść komentarza: Wspaniała reakcja Pana Burmistrza obraził się jakby ktoś mu zabrał zabawki w piaskownicy. Zero szacunku dla ludzi obrócić się tyłem na pięcie od swoich wyborców czy tak to powinno wyglądać?? Chyba nie. Czas głośno powiedzieć, że ten Pan to Wielka Pomyłka!!!Data dodania komentarza: 24.04.2026, 18:50Źródło komentarza: Rewitalizacja czy konfrontacja?Autor komentarza: T.K.Treść komentarza: Dokładnie, Burmistrzu gdzie macie petycje mieszkańców na temat posadzonych drzew w miejscowości Luchowo ( Berlinki) tuż przy posesjach i granicach działek mieszkańców ?Data dodania komentarza: 24.04.2026, 11:59Źródło komentarza: Rewitalizacja czy konfrontacja?