Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 29 września 2026 23:25

W okolicach Krajenki znaleziono fragment pociągu pancernego!

Podziel się
Oceń

Historia to niezwykle dynamiczna dziedzina nauki. Dlatego stawianie kropki i zamykanie pewnych jej fragmentów zawsze rodzi niebezpieczeństwo, że za chwilę nastąpi konieczność zweryfikowania rzucanych w przestrzeń słów. Tak może stać się w przypadku historii walk o Krajenkę w styczniu 1945. Wszystko za sprawą pracowników interwencyjnych, którzy podczas porządkowania terenu przy nasypie linii kolejowej Chojnice – Piła dokonali ciekawego odkrycia.

Na wstępie artykułu warto zacytować krajeńskiego historyka-regionalistę, Henryka Brodziaka, który w opracowaniu Krajenka miasto i gmina (Krajenka 2001) tak opisywał walki o miasto. „Walki o Krajenkę rozpoczęły się późnym wieczorem w niedzielę, dnia 28 stycznia. Piechota oddziałów radzieckich zaatakowała miasto od strony Augustowa, Śmiardowa, Czajcza i Wąsosza. Po stronie niemieckiej włączyły się dwa pociągi pancerne. Jeden z nich zatrzymał się na torze obok przejazdu kolejowego Krajenka – Wąsosz. Drugi na wysokości wsi Łońsko. Obrona niemiecka nie była szczelna i już w nocy do miasta wdarła się grupa żołnierzy radzieckich. Podczas walk pierwszej nocy poległo kilkunastu żołnierzy radzieckich, głównie w okolicy nastawni kolejowej i na polu rolnika Skrentnego. Kilkunastu żołnierzy radzieckich zostało też rannych. Dla nich zorganizowano szpital polowy w domu mieszkalnym przy ulicy B. Domańskiego 5 (w tym czasie Horst Wessel Str.). Walki w mieście trwały jeszcze następnego dnia. Działa radzieckie ustawione w Barankowie prowadziły pojedynek z niemieckim pociągiem pancernym stojącym obok gospodarstwa rolnika Schuddy w ciągu godzin przedpołudniowych 29 stycznia. Ostatecznie pociąg pancerny został trafiony w wagon amunicyjny. Detonacje trwały przez parę godzin. Siła wybuchów była tak wielka, że jeden z żołnierzy załogi pociągu został odrzucony na kilkadziesiąt metrów i jego zwłoki przez kilka dni wisiały na przewodach telefonicznych”. Według regionalisty-historyka, drugi pociąg pancerny wycofał się w kierunku Chojnic.

W kontekście znaleziska oraz przytoczonego opisu można przyjąć trzy hipotezy:

Pierwsza, że pociąg pancerny nr 1 nie został zniszczony tuż przy drodze Krajenka – Wąsosz, stało się to nieco dalej, na wysokości wsi Łońsko,

Druga, że pociąg pancerny nr 1 został zniszczony przy drodze Krajenka – Wąsosz (czyli tak jak opisuje H. Brodziak), a znaleziony fragment pochodzi od pociągu pancernego nr 2, który został uszkodzony/zniszczony koło Łońska. Według Brodziaka odjechał w kierunku Chojnic

Trzecia wersja jest taka, że Krajenki bronił tylko jeden pociąg pancerny i został zniszczony bliżej Łońska, czyli nie przy szlaku Wąsosz – Krajenka.

Oczywiście każda z przedstawionych hipotez może być prawdziwa. Odpowiedź która z nich jest niezwykle trudna. Sprawy nie ułatwiają także zachodnie publikacje oraz nieliczne wspomnienia mieszkańców Ziemi Krajeńskiej. Na przykład Christopher Duffy w publikacji „Czerwony szturm na Rzeszę” wspomina o działaniach załogi pociągu pancernego, która w trakcie walk o Piłę wyprowadziła pociąg z amunicją i zaopatrzeniem, dosłownie spod nosa żołnierzy radzieckich. Co było dalej? Dalszą część historii dopowiadają wspomnienia jednego z mieszkańców Ziemi Krajeńskiej. Cytat „Pracowałem na gospodarstwie rolnym w Strusendorf wybudowanie Głubczyna. 25 na 26 stycznia 45 roku, gdy czołgi rosyjskie od strony Koszyce - Płotki zaatakowały Piłę, odwoziłem gospodarzy niemieckich powołanych do Volksturmu.. Gdy z przedmieścia, już po północy, samotnie wracałem, w kierunku Skórki, od strony szosy Śmiłowskiej trwała bezustanna kanonada dział czołgowych i terkot karabinów maszynowych. Przed Skórką na szosie stała kolumna samochodów wojskowych, której nie było gdy jechaliśmy do Piły. Zatrzymał mnie wartownik i spytał: po co i dokąd chcę jechać? Gdy mu powiedziałem to kazał mi wracać, bo tam są już Rosjanie. Prosiłem by mnie przepuścił bo czekają na mnie następni, których mam odwieźć (skłamałem ze strachu że mnie nie przepuści). Nie robił mi żadnej trudności tylko powiedział  - jak jesteś taki głupi to jedź. Uradowany taką decyzją ruszyłem pędem z miejsca. Na gospodarstwo powróciłem bez dalszych przeszkód. Rosjan jeszcze nie było.

Nie przybyli jeszcze i 27 w sobotę. Z samego rana przyszedł sąsiad Wendt, który nie zgłosił się do Volksturmu i po uzgodnieniu z panią Erdmann gdzie pracowałem, kazał mi zaprzęgnąć konie do sani i z Jurkiem Szlugą, synem polskiej rodziny u niego pracującej, pojechać do młyna w Skórce i przywieźć mąkę. Wioska była całkowicie już opuszczona. Gdy podjechaliśmy pod młyn i weszliśmy do środka zobaczyliśmy przez okna, że na skraju zagajnika za młynem stoją czołgi. Widoczne były tylko lufy wystające z zagajnika. Nie zabraliśmy ani jednego worka mąki tylko galopem powróciliśmy.
Pan Wendt nie dał wiary naszym opowiadaniom i kazał mi po południu ponownie pojechać z panem Szlugą. Tym razem nie dojechaliśmy nawet do wioski. Po wyjeździe zza lasu, gdy wioskę było już widać zobaczyliśmy na stacji stojący pociąg. Zanim się zorientowaliśmy co to za pociąg, przeleciał nad nami pierwszy pocisk i wybuchł po drugiej stronie drogi. Konie z miejsca same zawróciły i galopem pobiegły w stronę lasu. Jeszcze dwa pociski, jeden za nami i drugi z drugiej strony sani wybuchły i jednocześnie nastąpiła przeogromna eksplozja a nad wioską ukazała się czarna chmura dymu.
Po wojnie w tym miejscu leżał wywrócony pociąg pancerny, a wokoło masę porozrywanych ciał żołnierzy, których pochowano w zbiorowej mogile obok torowiska gdzie leżał ten pociąg”.

W tym miejscu należy wyjaśnić, że ważący kilkadziesiąt kilogramów obiekt stanowi prawdopodobnie fragment wieżyczki strzelniczej, w której znajdował się karabin maszynowy Maxim MG 08/15 kaliber 7,92 mm. Broni oraz innych fragmentów nie udało się odnaleźć pracującym robotnikom. Nie wyciągnęli oni również znaleziska z grząskiego terenu, który warto osuszyć i poddać eksploracji. Niestety istniejące prawo zabrania pasjonatom historii na tego rodzaju działania. Pozostaje zatem czekać na ruch ze strony instytucji państwowych. Zostały one powiadomione drogą internetową o znalezisku. Trudno jednak przewidzieć, ze względu na panującą epidemię koronawirusa, kiedy Konserwator Zabytków i inny organa podejmą jakiekolwiek czynności. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że do czasu reakcji odpowiednich władz pozostałości po pancernym pociągu nie padną łupem zbieraczy złomu, nie są bowiem zabezpieczone w jakikolwiek sposób. Byłaby to wielka strata dla regionalnej historii, która wciąż szuka odpowiedzi na wiele pytań dotyczących II wojny światowej. A może Państwo dysponujecie informacjami na temat niemieckich pociągów pancernych, które operowały w styczniu 1945 roku na trasie Piła – Krajenka - Złotów? Będziemy wdzięczni za jakiekolwiek informacje.

 

Józef Frączyński

 

ps. zawiadomieni o znalezisku rekonstruktorzy ze Złotowa, którzy od lat pielęgnują dzieje Wehrmachtu, postanowili upamiętnić to miejsce. Powstanie krzyż i okolicznościowa tabliczka, która będzie przypominała o tragicznym losie niemieckich żołnierzy

 

Prima aprilis;) Oczywiście część informacji zawarta w artykule jest prawdziwa. Inne wymagają weryfikacji. Żartem jest m.in. fragment, który mówi o znalezieniu wieżyczki strzelniczej. Oczywiście historia walk o Krajenkę będzie przedmiotem dalszych badań. Także sprawa pociągu. Dziękuję za komentarze/wiadomości. Najlepszy pochodzi od osoby, która rzekomo posiada cały wagon:)


Do pobrania

  1. 1.jpg 189.9 kB

Napisz komentarz

Komentarze

janusz 01.04.2020 04:26 PM
Druga wersja opisana w artykule jest najprawdopodobniej prawdziwa...tak mowi moj ojciec ktory bawil sie jako dziecko we wraku pociagu pancernego kolo przejazdu krajenka-wasosz...zapraszam w imieniu mojego taty do rozmowy o tym wydarzeniu,moze dowie sie Pan cos nowego...Janusz Schudda,Wasoszki 3

prezes 04.03.2018 01:36 PM
Zesrała się bida i płacze.

62,375 08.03.2018 11:00 AM
Komornik, jeśli zostanie wezwany, przyniesie kasę i kwit: kasa wypłaci. Chyba, że się obejdzie bez dodatkowych kosztów.

Autor 01.04.2020 11:12 PM
Dziękuję. Po ustąpieniu epidemii. Pozdrawiam

Ja 04.03.2018 01:25 PM
Tu też cenzuruje naczelny z sitey grajdoła pilskiego szamba prasowego i w ogóle medialnego.

Temperatura: 13°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 1030 hPa
Wiatr: 12 km/h

Reklama Marcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: pytak Treść komentarza: Czy chodzi o Jarosław Lemanowicz ze Złotowa? Data dodania komentarza: 29.09.2026, 20:17 Źródło komentarza: Pilski internauta skazany prawomocnie. Mimo wyroku nadal prowadzi publiczne polemiki Autor komentarza: Franciszkanin Treść komentarza: A czy ktoś wie kiedy rusza proces ,,mieszkańca” Zakrzewa? Data dodania komentarza: 29.09.2026, 13:38 Źródło komentarza: Kardioznacznik i korpobełkot w atmosferze paraliżu i dzikiej owacji. Autor komentarza: Ryszard Treść komentarza: Panie Kamilu. Nie wiem co tam było wcześniej czy coś gasi czy nie gasi, ja odnoszę się do tego co widziałem na sesji. Strata siedmiu milionów jest bardzo duża strata jak również i te szwajcarskie co pan pisze ale jeżeli nie będziecie o tym pisać to ludzie o tym też nie będą wiedzieć. Każdego mieszkańca interesuje to co się dzieje teraz Jakie są perspektywy na przyszłość Ja również w ten sposób tak patrzę pomimo że rzadko oglądam sesję zaciekawiła mnie po prostu ta ostatnia o której pan pisał i widzę że jest tylko kilku radnych którzy zabierają głos a reszta siedzi jak strusie A czy to coś dobrego przyniesie to przyszłość pokażę Pozdrawiam Data dodania komentarza: 29.09.2026, 12:03 Źródło komentarza: Kardioznacznik i korpobełkot w atmosferze paraliżu i dzikiej owacji. Autor komentarza: Kamil Ceranowski Treść komentarza: Panie Ryszardzie, Cieszę się, że wraca Pan do tej dyskusji bo wyraźnie brakuje w niej pewnych przesłanek i faktów. Odpowiem Panu bezpośrednio i bez ogródek, bo zależy mi na jasnych zasadach. Sama utrata dotacji czy kwestia środków finansowych to nie jest dla nas nowość ani „nieodkryty temat”. Dla nas utrata tych milionów to po prostu bezpośrednia konsekwencja konkretnych działań i stylu sprawowania władzy, o którym na portalu pisaliśmy już wielokrotnie. Przypomnę tylko nasze artykuły o funduszach szwajcarskich, o całkowitym zaniechaniu obranego wcześniej kierunku czy wręcz całopaleniu dotychczasowych wysiłków i wyznaczonego kierunku miasta. Co do środków z ZIT: pieniądze te przecież nie przepadną bezpowrotnie w próżni. System jest skonstruowany tak, że trafiają one do obszaru zintegrowanego i gmina Złotów doskonale je wykorzysta. Wygrywa sprytniejszy, ale te fundusze nie przejdą bokiem tak, jak stało się to z funduszami szwajcarskimi. Piszemy o mechanizmach, wałkowanie samego faktu utraty środków po raz kolejny, byłoby po prostu powielaniem tego samego a nawet zaprzeczaniu postawionej wcześniej tezie schematu, o którym alarmowaliśmy już wcześniej. Bardzo sprytnie jednak przy tej okazji przywołał Pan nazwisko radnego Koronkiewicza, zupełnie pomijając fakt, że to przecież on jest jednym z ojców obecnego stanu rzeczy. W kontekście Pana zarzutów o polityczne układy wygląda to wręcz podręcznikowo. Mamy tu do czynienia z klasycznym zjawiskiem socjologicznym i politycznym: podpalacz przychodzi jako gapi na swój własny pożar, kręci głową z udawanym przejęciem i głośno narzeka: „Ojej, ale się narobiło! Jak tak w ogóle można?!”. Pamiętam ten cały proces niezwykle dokładnie, doskonale wiemy, co dokładnie działo się wówczas wewnątrz tego klubu i komitetu. Posiadamy wiedzę u samego źródła. Dlatego uważam, że ojciec tego politycznego projektu nie powinien teraz udawać zaskoczonego i krytykować swojego własnego „dziecka” w sensie politycznym, kiedy owoce jego dawnych decyzji właśnie zbieramy. Jako redakcja nie unikamy trudnych tematów. Nie budujemy jednak artykułów na zawołanie, ale chętnie udostępnimy Panu miejsce na własne przemyślenia. Wspomniany teraz, można powiedzieć wyciąga dokumenty, pisze interpelacje i próbuje reżyserować emocje mieszkańców na sesjach a tak na prawdę gasi pożar, który sam wzniecił. Bliżej wyborów opublikujemy coś więcej w tej sprawie. Pozdrawiam po sąsiedzku z Mickiewicza! Data dodania komentarza: 29.09.2026, 10:03 Źródło komentarza: Kardioznacznik i korpobełkot w atmosferze paraliżu i dzikiej owacji. Autor komentarza: PrzyPOminalski Treść komentarza: W nadchodzących wyborach trafnie określona ,,wypięta do góry, zbita na czerwono dupa" już nikogo nie urzeknie ani nie uwiedzie. Czas tanich sztuczek i politycznego kamuflażu bezpowrotnie minął. Szczególnie ci działacze, którzy przy tej okazji wykazali się tak spektakularną, wręcz systemową amnezją dotyczącą swojego kolegi z Jastrowia, będą musieli w końcu publicznie pokajać. Tej sprawy po prostu nie da się przeczekać. Mieszkańcy mają dobrą pamięć, a ten cały teatr od początku do końca po prostu zbyt mocno śmierdzi. Data dodania komentarza: 29.09.2026, 07:34 Źródło komentarza: Kardioznacznik i korpobełkot w atmosferze paraliżu i dzikiej owacji. Autor komentarza: Ryszard Treść komentarza: Panie Kamilu Cieszę się że porusza pan wszystkie sprawy ale jak ktoś tu niżej podpisał że nas mieszkańców nie za bardzo interesuje polityka i kłótnie polityczne jesteśmy bardziej zainteresowani rozwojem miasta i to co się w mieście dzieje. Po obejrzeniu sesji ciekawszym tematem jak dla mieszkańca jest właśnie utrata tych siedmiu i pół miliona złotych których jakoś nikt nie chce opisać dlaczego je utraciliśmy jak również i problemy pracownicze których wcześniej nie było. Na PZL raczej się nie doczekamy ponieważ Wiemy że to byli koledzy którzy razem startowali w aktualnościach czy złotowskich pl też ciężko teraz ujrzeć prawdę jak są zlecenia, pan który Myślałem, że bliżej do zrobienia takiego właśnie artykułu. Ale widzę że wszyscy unikacie tematów ważnych dla mieszkańców. Proszę obejrzeć jeszcze raz sobie sesję a przede wszystkim momenty dyskusyjne na temat dotacji gdzie pan Koronkiewicz dysponuje jakimiś dokumentami w tej sprawie a potwierdza też i pan Wojtuń. Czekam na artykuł Data dodania komentarza: 29.09.2026, 07:26 Źródło komentarza: Kardioznacznik i korpobełkot w atmosferze paraliżu i dzikiej owacji.