Jak wynika z komunikatu wielkopolskiej policji, początkiem sprawy było zgłoszenie mieszkańca Piły, który zauważył w aplikacji „mojeIKP” wystawioną na swoje dane receptę, choć jak podkreślono, nie odbył wizyty lekarskiej i nie miał wiedzy o przepisanym leku. To właśnie ten sygnał miał uruchomić działania, które doprowadziły do ujawnienia procederu na większą skalę.
Aplikacja mojeIKP odsłoniła lekarski narkobiznes
Do tej pory zatrzymano 9 osób, z czego 5 zostało tymczasowo aresztowanych. Wśród zatrzymanych są także dwaj lekarze, którzy – według śledczych – wystawiali recepty na leki psychotropowe, opioidowe i medyczną marihuanę osobom, które nie były ich pacjentami.
Policja przekazała, że leki były następnie wykupywane w aptekach na terenie całego kraju, odsprzedawane, a część z nich miała być wysyłana za granicę. Funkcjonariusze zabezpieczyli też 1,2 mln zł w różnych walutach, samochód Audi wart ponad 200 tys. zł, złoto o wartości przekraczającej 200 tys. zł, a także znaczne ilości leków i kilka tysięcy bezprawnie wystawionych recept.

Śledczy zaznaczają, że sprawa jest na początkowym etapie i ma charakter rozwojowy. Z pewnością dojdzie do kolejnych zatrzymań. Większość podejrzanych usłyszała zarzuty dotyczące m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, wprowadzania do obrotu znacznych ilości środków odurzających i substancji psychotropowych oraz nielegalnego obrotu lekami, za co grozi kara do 12 lat więzienia.
Ta sprawa ponownie przywołuje pytania o skalę narkotykowego procederu także w naszym regionie. W ostatnim czasie głośno było przecież o sprawie z Blękwitu w gminie Złotów, gdzie policjanci przejęli ponad 61 kilogramów narkotyków o czarnorynkowej wartości blisko 5 mln zł. Jak informowała policja, środki były przechowywane w pustym budynku na terenie gminy Złotów, a zatrzymano w tej sprawie tylko 23-letniego mężczyznę.

Wokół tej sprawy duże poruszenie wywoływał także sam kontekst miejsca. Mieszkańcy przez długi czas mijali budynek położony w centrum wsi, nie spodziewając się, że właśnie tam mogą być ukrywane ogromne ilości narkotyków. Dodatkowo obiekt miał być oznaczony szyldami działalności gospodarczej, co mogło wzmacniać wrażenie, że prowadzona jest tam zwyczajna, aktywność gospodarcza i tym bardziej kamuflować rzeczywisty proceder. Dlaczego pozwolono na działanie nowego podmiotu bez zmiany oznaczen, na te pytania jeszcze nie znamy odpowiedzi. Ustalimy to dopiero w procesie, który nam zapowiedziano, gdyż to bardzo kluczowy wątek w naszej ocenie.
Sprawa budzi emocje również dlatego, że pokazuje, jak blisko codziennego życia mieszkańców mogą funkcjonować struktury związane z przestępczością narkotykową. To temat niewygodny społecznie i lokalnie drażliwy, zwłaszcza gdy w przestrzeni publicznej pojawiają się próby podważania samego faktu przypominania o miejscach powiązanych z policyjnymi działaniami.
Warto przypomnieć, że to nie jedyny taki sygnał z naszego terenu. Wcześniej w podobnej sprawie zatrzymano też osobę z Okonka, podczas porannego nalotu służb, zatrzymano kierownika lokalnych wodociągów, wobec którego – na wniosek prokuratury z Białegostoku – zastosowano tymczasowy areszt. Śledczy łączą ten wątek z szerszym postępowaniem dotyczącym wprowadzania do obrotu narkotycznych leków i działalności zorganizowanej grupy przestępczej, nadzorowanej przez prokuraturę białostocką.
Dzisiejsza sprawa z Piły pokazuje, że narkotykowy proceder coraz częściej przybiera formę dobrze zorganizowanej działalności, wykorzystującej nie tylko klasyczny handel, ale również recepty, system ochrony zdrowia i logistykę wykraczającą poza jeden powiat czy województwo. Dla mieszkańców naszego regionu to kolejny sygnał alarmowy-zwłaszcza że w ostatnim czasie mieliśmy już dwie inne, bardzo poważne sprawy narkotykowe związane z naszym terenem: głośny nalot w Blękwicie oraz zatrzymania w rejonie Okonka, która łączy duża skala wprowadzanych do obrotu substancji.

Napisz komentarz
Komentarze