Do naszej redakcji wpłynęło pismo od firmy Gardenia Polska, wykonawcy kompleksu rekreacyjnego z „Anakondą” nad jeziorem Zaleskim, dotyczące fałszywych lub niepełnych doniesień prasowych na temat przyczyn opóźnień oraz domniemanych nieprawidłowości przy budowie obiektu. Niewiele czasu upłynęło od momentu, gdy docierały do nas informacje, że wykonawca nie podpisał protokołu z zamawiającym, a w przestrzeni publicznej zaczęły pojawiać się kolejne, coraz ostrzejsze zarzuty pod jego adresem.
W związku z tym skierowaliśmy pytania do wykonawcy, prosząc o wyjaśnienie sytuacji bo wyraźnie jego stanowisko zostało w calej tej oszczerczej narracji pominięte. W odpowiedzi okazało się, że na naszej redakcyjnej poczcie znajduje się już obszerna publikacja -stanowisko wykonawcy, w którym szczegółowo przedstawia on swoją wersję wydarzeń, opartą na umowie, aneksach, korespondencji z urzędem oraz protokołach odbiorowych. Ten materiał, który dotąd nie przebił się do lokalnych nagłówków, postanowiliśmy Państwu zaprezentować w całości, jako ważny głos drugiej strony w sporze o „Anakondę”.
Anakonda w cieniu ratusza
Kto naprawdę opóźnił otwarcie kompleksu nad Jeziorem Zaleskim-druga strona medalu, której nie znajdziecie w jednostronnych komunikatach.
Lokalne nagłówki układają się w prostą opowieść: „Anakonda jeszcze nie popłynie”, „Jest nowy problem”, „brakuje poręczy”. Bohaterem negatywnym jest w nich zawsze ten sam -wykonawca, który rzekomo nie potrafi skończyć inwestycji. Problem w tym, że wszystki e te teksty mają jedno źródło: Urząd. A historia, którą opowiadają dokumenty w tym dokumenty podpisane przez samo Miasto wygląda zupełnie inaczej.
Kompleks rekreacyjny przy ulicy Jeziornej w Złotowie - z 101 -metrową zjeżdżalnią „Anakonda” na czele — od tygodni stoi gotowy i czeka. Mieszkańcy mają prawo być zniecierpliwieni. Mają też prawo wiedzieć, dlaczego naprawdę czekają. Poniżej przedstawiamy chr onologię opartą na umowie, aneksach, korespondencji i protokołach a nie na anonimowych „ustaleniach” przekazywanych mediom z jednej strony sporu.
Zegar, który ruszył z opóźnieniem
Wyboru wykonawcy, spółki Gardenia Polska, dokonano 19 lipca 2024 r. Umowę z 270 - dniowym terminem realizacji podpisano jednak dopiero ponad dwa miesiące później, 24 września 2024 r. To pierwszy, łatwy do sprawdzenia fakt, o którym nagłówki milczą: bieg terminów rozpoczął się z poślizgiem, który nie obciążał wykonawcy.
Współdziałanie, które wyparowało
Potem by sięgnąć po porównanie z Monty Pythona -Miasto „nabrało wody w usta”. Zabrakło decyzji o wycince. Pojawił się problem z granicami. A na koniec narodził się pomysł najbardziej kosztowny: przenieść cały kompleks zjeżdżalni w inne miejsce, odsuwają c go od pobliskich budynków, co oznaczało zmianę lokalizacji praktycznie wszystkich urządzeń. Wykonawca prosił, pytał, wzywał do narady i wyjaśnienia, dlaczego Zamawiający nie może zatwierdzić lokalizacji urządzeń - bez czego nie sposób było ruszyć z projektem wykonawczym i zlecić budowę zjeżdżalni firmie specjalistycznej. Zatwierdzenie rozwiązań projektowych i technologicznych w formule „zaprojektuj i wybuduj” leży po stronie Inwestora. Czas płynął. Decyzji nie było.
Projekt, na który trzeba było czekać do maja
W lutym 2025 r., na wniosek wykonawcy, podczas narady uzgodniono wykonanie zamiennego projektu między innymi technologii wody. Powód? Bezpieczeństwo użytkowników : osobna komora na pompy, bez styczności z wodą, eliminująca ryzyko porażenia prądem. Do tego pomost techniczny i szereg innych elementów. To nie wykonawca komplikował inwestycję to wykonawca dbał o to, by była bezpieczna. Zamienny projekt zagospodarowania terenu wykonawca po wielu monitach otrzymał dopiero 8 maja 2025 r. Każdy kolejny dzień zwłoki po stronie dokumentacji to był dzień, w którym ryczałtowo rozliczany wykonawca tracił, zabezpieczając teren i utrzymując gotowość.
Porozumienie, które mówi prawdę
Najważniejszy dokument w całej sprawie nie pochodzi od wykonawcy. To porozumienie z grudnia 2025 r. , podpisane przez obie strony. Potwierdzono w nim czarno na białym, że pomimo praktycznej gotowości wykonawcy (poza sezonowym laminowaniem basenu hamownego) - protokołu odbioru końcowego nie można podpisać, ponieważ to Zamawiający, Urząd Miasta, nie uzyskał wymaganych decyzji formalnych : pozwolenia wodnoprawnego, zgłoszenia boiska oraz warunków przyłączenia ENEA. Innymi słowy: dokument, pod którym widnieje podpis Miasta, stwierdza, że to nie wykonawca był przyczyną przesunięcia. Z 270 dni zrobiło się ponad 600 — i było tak z przyczyn niezależnych od wykonawcy. Prąd, który przyszedł w dniu… otwarcia Miasto zaplanowało otwarcie kompleksu na 19 czerwca 2026 r. I właśnie dopiero 19 czerwca 2026 r. zapewniło zasilanie docelowe — poprzez montaż liczników przez OSD ENEA. Wykonawca już od początku maja 2026 r. pisemnie wskazywał, że bez zasilania docelowego ani umowny termin 15 maja, ani planowane otwarcie 19 czerwca nie będą możliwe do dotrzymania. Os trzegał także, że ponosi rosnące koszty — choćby ubezpieczenie całego terenu w formule all -risk, idące w kilkanaście tysięcy złotych. Tu kryje się paradoks, o którym warto pamiętać przy każdej kolejnej „rewelacji”: obiekt nie mógł uzyskać decyzji o pozwoleniu na użytkowanie bez zasilania docelowego, a zasilanie pojawiło się dopiero w dniu, na który zaplanowano otwarcie. Trudno o lepszą ilustrację, po czyjej stronie leżały realne przeszkody.
Wieża, która już nie drży
Kilka tygodni temu największe emocje budziła wieża prowadząca na szczyt zjeżdżalni. Wykonawca i projektant nie udawali, że problemu nie ma —przyznali, że z uwagi na rezonans mógł być odczuwany dyskomfort. I właśnie dlatego bezzwłocznie uzupełnili konstrukcję o dodatkowe stężenia, co drgania wyeliminowało . Projektant pojawił się osobiście w Urzędzie miasta i złożył oświadczenie, że wieża była i jest bezpieczna , co oznacza, ze może być użytkowana. Co istotne —sama lokalna prasa potwierdziła już, że problem został usunięty.
Poręcz, czyli anatomia „nowego problemu”
Gdy zniknęła wieża jako temat, pojawiła się… poręcz. Mieszkańcom przekazano, że inwestycji znów nie można odebrać, bo przy schodach wychodzących z niecki basenu hamownego „brakuje wymaganej poręczy”. Warto spojrzeć na to spokojnie. Po pierwsze —pierwotnie miała tam być zwykła drabinka basenowa; wykonawca w jej miejsce wykonał ergonomiczne schody łukowe, a więc rozwiązanie wygodniejsze, nie gorsze. Po drugie — sam fakt istnienia takich schodów w niecce basenu nie uruchamia automatycznie obowiązku montażu balustrady według jakichkolwiek przepisów; ewentualne dodatkowe zabezpieczenia mogą wynikać wyłącznie z ogólnej oceny ułatwienia wyjścia z wody. Mimo to wykonawca poinformował Urząd , że pochwyt zamontuje — jako usprawnienie, a nie jako przyznanie się do jakie jkolwiek wady nieistotnej czy tym bardziej istotnej.
Tu pora na zdanie, które trzeba powiedzieć wprost: w inwestycj i pomimo wielu kontroli nie ma wad istotnych , a Zamawiający był o tym wielokrotnie informowany w obszernej korespondencji. W raporcie prawdopodobnie przekazanym mediom pojawia się natomiast zaskakująco dużo sformułowań o „śmierci” i „rażących naruszeniach” przy obiekcie praktycznie gotowym już w miesiącu grudniu 2025 r. Trudno oprzeć się wrażeniu, że elementy BHP stały się wygodnym narzędziem nacisku, a nie realną troską o bezpieczeństwo.
Protokół, kara i data, której zabrakło
29 czerwca 2026 r. Zamawiający podpisał protokół, stwierdzając, że wykonawca „spóźnił się” z realizacją. Na pytanie Wykonawcy , dlaczego wobec braku wad istotnych —nie podpisuje protokołu końcowego odbioru robót z uzgodnioną datą 2 czerwca 2026 r., padła odpowiedź V-ce Burmistrza : Miasto zamierza naliczyć kary umowne. Zapominając zapewne na użytek tego stwierdzenia , że obiekt mógł uzyskać decyzję o użytkowaniu dopiero po zapewnieniu zasilania docelowego — które pojawiło się 19 czerwca, z wyłącznej winy Zamawiającego (pomijając oczywiści e znan ą opieszałość OSD) .
W grze są kary umowne idące w okolice miliona złotych — naliczane wykonawcy za zwłokę, której źródłem był brak współdziałania drugiej strony. A już nazajutrz, 30 czerwca 2026 r., Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego potwierdził zgodność realizacji z przepisami. To werdykt organu niezależnego —nie strony sporu.
Skąd te „rewelacje”?
Mieszkańcy Złotowa zasługują na pełny obraz, a nie na jego połowę. Każda z opisanych okoliczności daty, treść porozumienia z grudnia 2025 r., termin montażu liczników ENEA, oświadczenie projektanta o bezpieczeństwie wieży, potwierdzenie nadzoru budowlane go — jest udokumentowana i możliwa do zweryfikowania. Wykonawca nie ucieka od pytań; przeciwnie, jego stanowisko spisane jest w obszernej, datowanej korespondencji z Urzędem. Dlatego apel do redakcji i do czytelników jest prosty: zanim padnie kolejne „ znowu nie można odebrać ”, warto zapytać o drugą stronę i sięgnąć do dokumentów. Bo w tej historii zegar naprawdę ruszył wiele miesięcy za późno, ważne zmiany projektowe w realizacji o formule ” wybuduj ” pojawiły się w maju, prąd w dniu otwarcia, a nadzór budowlany powiedział: zgodne z przepisami. I to są fakty, nie wrażenia. Nota dla redakcji.
Powyższy materiał stanowi stanowisko wykonawcy inwestycji i może być wykorzystany jako odpowiedź drugiej strony (prawo do repliki). Wszystkie przywołane fakty znajdują potwierdzenie w umowie, aneksach, porozumieniu z grudnia 2025 r., korespondencji stron o raz w protokołach odbiorowych i potwierdzeniu PINB z 30.06.2026 r., dostępnych do wglądu. Chętnie udostępnimy dokumenty źródłowe i udzielimy dodatkowych wyjaśnień.

Napisz komentarz
Komentarze