Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 30 września 2026 09:58

Wąsosz - historie wsi z powiatu złotowskiego

Podziel się
Oceń

Za oknem piękne słońce. Warto więc wybrać się na wycieczkę rowerem lub długi spacer. Warto też poznać historię odwiedzanych miejsc. Niedaleko od Złotowa leży np. wieś Wąsosz. Próżno jej szukać w folderach reklamowych, które promują nasz region. Pomija go m.in. praca zbiorowa zatytułowana „Rozmaitości powiatu złotowskiego”, która została wydana 2019 roku. Tymczasem posiada ona ciekawą historię i intrygujące miejsca.

Miejscowość podobno znana była już w XV wieku. Tak przynajmniej podaje Ryszard Pella w przewodniku „Złotów i okolice” (s. 53, wydawnictwo poznańskie 1961). Podobno w jego okolicy występowały kiedyś żubry. Podobno znaleziono tu kiedyś groby skrzynkowe. Podobno na granicy z polami wsi Klukowo odnaleziono ślady rozległej osady z okresu tzw. kultury wielbarskiej, o czym możemy przeczytać w publikacji „Złotów” Antoniego Śmigielskiego (s. 68, wydawnictwo WBP, Poznań 1995). 

Takich domysłów można snuć wiele. Na przykład nazwa wsi pochodzi rzekomo od słowa „wąż”. Tak twierdzi Władysław Maćkowicz - ceniony na Krajnie nauczyciel. Można o tym przeczytać w publikacji „Wspomnienia polskiego nauczyciela Pogranicza (1893-1976)” (s. 227, wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2005). PEwnym faktem jest natomiast, że w przeszłości nazwy tego miejsca to także: Wąsose, Wąsosze, Wonsosze. Kiedyś był tu folwark, który ulokowano na szlaku z polskiego miasta Krajenka do polskiej wsi Święta. 

Przez dziesiątki lat Wąsosz stanowił polską własność. Ślady swojej bytności utrwalili tu także Niemcy. Wystarczy odwiedzić stary cmentarz, który ukryty jest w leśnych zaroślach niedaleko drogi do Krajenki. W zasadzie trudno przesądzić jego położenie. Wydaje się, że leży w granicach gminy Krajenka. Przyjęło się jednak, że to już obszar gminy Złotów. Nieistotne, niewiele wszak po nim zostało. Betonowe resztki po ogrodzeniu, uszkodzony krzyż z intrygującymi oznaczeniami, rozpadające się resztki nagrobków oraz dobrze zachowana tablica z nazwiskiem „Meyer”. Mowa o rodzie, który dość mocno wpisał się w historię Wąsosza i okolicznych terenów. 

Prawdopodobnie początek ich historii w tym miejscy sięga końca XVII wieku, kiedy to młyn papierniczy w Wąsoszu nabył Karol Meyer. Nie cieszył się on jednak długo własnością, bo zmarł na początku XVIII wieku. Tym samym podzielił tragiczny los wielu mieszkańców tej i innych miejscowości na Krajnie, które dotknęła w tym czasie epidemia dżumy. Majątek po nim przejął jego brat – Jan Christian Meyer, który miał zapewne duży zmysł do biznesu. Wąsosz za jego życia bowiem rozkwitł, a branża papiernicza była jego wizytówką. Podobnie było później, tj. po przejęciu interesu przez jego zięcia o nazwisku Meissner. Dobra passa tej rodziny trwała do połowy XIX wieku. Wówczas to papiernię strawił wielki pożar. Ślady bytności Niemców widoczne są do dzisiaj także w samej wsi. Przy wjeździe do miejscowości (od strony wsi Święta) znajduje się kolejny cmentarz. Również na nim czas zaznaczył swój ślad. Niszczeje. Jeszcze na początku 1946 roku aż 46% ówczesnych mieszkańców wsi deklarowało niemiecką narodowość. Można o tym przeczytać w publikacji Zenona Romanowa „Krajniacy Złotowscy w Polsce Ludowej w latach 1945-1975 (s. 51, Akademia Pomorska w Słupsku, Słupsk 2010). A jak jest obecnie? Z pewnością gros mieszkańców stanowią potomkowie osób, które przybyły na ten teren po zakończeniu II wojny światowej. 

Symbole bytności Niemców na polskiej Krajnie nie tylko niszczeją. Bywają też odnawiane. Przykładem pomnik, który znajduje się niedaleko leśniczówki w Wąsoszu (blisko dojazdu pożarowego 18). Upamiętnia Alfreda Sommerfeldta - podoficera i leśnika, który zginął z rąk kłusownika 3 października 1896 roku. W chwili śmierci miał 27 lat. Ofiarą tej tragicznej historii padł również nauczyciel z Wąsosza. Tak przynajmniej wynika z cytowanej już książki „Wspomnienia polskiego nauczyciela Pogranicza (1893-1976)” (s. 230, wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2005). Pedagoga oskarżono bowiem o dokonanie tej zbrodni i skazano na 12 lat więzienia. Po 8 latach okazało się jednak, że był niewinny. Zbrodni miała dokonać inna osoba, która po tym czynie zbiegła do Ameryki, na łożu śmierci wyjawiła zaś prawdę. Jak było w istocie? Trudno przesądzić. Kiedy powstał pomnik upamiętniający Sommerfeldta? Także trudno odpowiedzieć na to pytanie. Rzekomo, jak głosi tablica umieszczona tuż przy pomniku, został usunięty przez Służbę Bezpieczeństwa PRL i zatopiony w rzece Kocunia. Podobno później na krótko wrócił na swoje miejsce i ponownie zatopiono go w nurtach tego niewielkiego dopływu rzeki Głomi. Faktem jest, że kamień odnaleziono na początku transformacji ustrojowej. Stało się tak podczas melioracji rzeki Kocunia. Dwie dekady później Lasy Państwowe w Złotowie sfinansowały jego odnowienie. 15 stycznia 2009 roku nastąpiło jego uroczyste odsłonięcie.

Nie ma już za to pomnika przyrody „Jan”, który znajdował się tuż przy stawie, niedaleko miejsca w którym zginął Sommerfeldt. To jeden z wielu dębów na Krajnie, pod którym rzekomo zasiadał Napoleon Bonaparte w trakcie wyprawy na Moskwę. Takie legendy krążą od dziesięcioleci. Sędziwe drzewo dokonało żywota 7 września 2017 roku. Powalił je wiatr. Czy jego lustracja odbywała się przez lata we właściwy sposób? Pewnie tak, bo pomnikiem przyrody był od 1956 roku. Dąb mierzył 525 centymetrów w obwodzie i 28 metrów wysokości. Było to wówczas najstarsze drzewo w Nadleśnictwie Złotów, liczyło około 500 lat. 

Powalenie drzewa było tragedią dla miłośników przyrody. W Wąsoszu rozgrywały się jednak również tragedie ludzkie. Wspomina o tym m.in. Roch Maćkowicz w swoich opublikowanych wspomnieniach, których tytuł już przywoływałem (s. 230-231). Mowa o mężu nauczycielki Wiśniewskiej, który popełnił samobójstwo przez powieszenie. Tragicznie zmarł również mąż nauczycielki Krzyckiej, który wpadł pod pociąg i poniósł śmierć na miejscu. Burzliwe było zapewne także wkroczenie wojsk sowieckich do Wąsosza w 1945 roku. Ich bytność wszędzie charakteryzowały bowiem mordy, gwałty i grabieże. Swój epizod w Wąsoszu zapisała także najsłynniejsza grupa antykomunistyczna na Krajnie. Należy podkreślić, że na to miano zasłużyła nie ze względu na przeprowadzone akcje. Te nie były bowiem spektakularne. Głośne było za to okrucieństwo władz komunistycznych, które torturowały i mordowały członków tej organizacji. W zasadzie nie tylko ich, bo także osoby współpracujące z „Grupą Jędrusia”. Przykładem Wojciech Pirecki. Tego dzielnego rolnika, męża i ojca pięciorga dzieci, za udzielenie pomocy partyzantom (żywność, schronienie) spotkała surowa kara, analogiczna jaką stosowali Niemcy podczas wojny wobec osób sprzyjających partyzantom. Komunistyczny kat, ppor. Ludwik Woźnica, zamordował go 4 września 1946 roku w Bydgoszczy. Najmłodsze z jego osieroconych dzieci miało 7 miesięcy.

Członkowie formacji Leona Mellera „Jędrusia” zastrzelili w Wąsoszu jednego z członków PPR. Zdarzenie miało miejsce 13 lipca 1946 roku. Nie taki był jednak cel ich bytności we wsi. Partyzanci, zgodnie z rozkazem, mieli mu jedynie wymierzyć karę chłosty. W trakcie akcji w Wąsoszu natrafili jednak na dokumenty, które spowodowały, że podjęli samowolną decyzję o likwidacji. Egzekucji dokonali Bogusław Marach "Błysk" i Roman Bala "Niedźwiedź". Za postąpienie wbrew rozkazom zostali później ukarani przez dowódcę chłostą.

Jaki jest współczesny Wąsosz? Niewątpliwie pięknie położony wśród lasów. Można w nich spotkać m.in. wilka, daniela, lisa. Natomiast sama zabudowa wiejska nie porywa swoim urokiem. Przykładem pozostałości po PGR. Ogólnie jest to jednak zadbana wieś. Wyjątek to wiekowy budynek, który straszy w centrum wsi. Może kiedyś zostanie odnowiony? Szkoda by było, gdyby podzielił los młyna, który został zlikwidowany w 1950 roku.

Zapraszam osoby znające historię tej miejscowości do kontaktu. Z pewnością warto dopisać do niej kilka zdań...

 


Napisz komentarz

Komentarze

Malgo 27.10.2025 10:54 PM
Ten wiekowy budynek, ktory straszy w centrum wsi, kiedys tetnil zyciem. To dom mojego pradziadka xx

Joaś 21.01.2025 08:50 PM
Interesujące. Dziękuję

złotowianka 12.03.2024 01:50 PM
https://zlotowskie.pl/artykul/musza-opuscic-wasosz/489279

złotowianka 12.03.2024 01:47 PM
https://zlotowskie.pl/artykul/dworki-gminy-zlotow-cz-2/482073

złotowianka 11.03.2024 07:45 AM
https://zabytek.pl/pl/szukaj?szukaj-typu=zabytek&miejscowosc=W%C4%85sosz&wojewodztwo=30&powiat=3031&gmina=3031082

Temperatura: 15°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 1030 hPa
Wiatr: 13 km/h

Reklama Marcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: ciekawość Treść komentarza: Co na to pan Henryk Stokłosa, który ostatnio chce się przytulić na facebooku do Janusza Lemanowicza? Data dodania komentarza: 30.09.2026, 09:29 Źródło komentarza: Pilski internauta skazany prawomocnie. Mimo wyroku nadal prowadzi publiczne polemiki Autor komentarza: Signum temporis Treść komentarza: Wraca insynuacja wypowiedziana przez Mariusza Szalbierza w roku 2006, że Janusz Lemanowicz uczestniczył w zabójstwie Ryszarda Winkowskiego. Ta enuncjacja ukazała się w Tygodniku Nowym za czasów, kiedy redaktorem naczelnym był właśnie Mariusz Szalbierz, wieśniak z Białośliwia. To przejaw kryminalnego hejtu ze strony mafijnego układu powiatowego zależnego od tuzów gospodarki smrodowej. Pomówiony zwrócił się do śledczych policji o zajęcie stanowiska w tym zgłoszeniu publicznym. Komenda Wojewódzka Policji odpowiedziała, że osoba pomówiona przez Szalbierza w prasie nie jest stroną postępowania w sprawie tego zabójstwa. Na jakiś czas pomawiacze ucichli, aż któregoś dnia jakaś kurew ze Złotowa, Orłowska wystąpiła na jakimś forum internetowym, że to nie stary Lemanowicz, a jego syn, który często balował na dyskotekach koło dworca, nagle zniknął, wyjechał do USA. I to on miał być sprawcą, czy współsprawcą zbrodni. Orłowska relacjonuje swoje myśli nieuczesane jak by była świadkiem balang dyskotekowych w czasie, gdy zginął Ryszard Winkowski. W tym czasie miała ona 12-13 lat. Ciekawe ile forsiastych facetów przeleciało w krzakach tego kurwiszona. Dzisiaj ponownie ten układ mafijno-kurewski wraca do fałszywego oskarżenia mieszając różne byty, różne zdarzenia i inkryminując znowu nielubianym obywatelom czyny zbrodnicze. To oni, ci pomawiacze są zbrodniarzami. Data dodania komentarza: 30.09.2026, 09:03 Źródło komentarza: Pilski internauta skazany prawomocnie. Mimo wyroku nadal prowadzi publiczne polemiki Autor komentarza: pytak Treść komentarza: Czy chodzi o Jarosław Lemanowicz ze Złotowa? Data dodania komentarza: 29.09.2026, 20:17 Źródło komentarza: Pilski internauta skazany prawomocnie. Mimo wyroku nadal prowadzi publiczne polemiki Autor komentarza: Franciszkanin Treść komentarza: A czy ktoś wie kiedy rusza proces ,,mieszkańca” Zakrzewa? Data dodania komentarza: 29.09.2026, 13:38 Źródło komentarza: Kardioznacznik i korpobełkot w atmosferze paraliżu i dzikiej owacji. Autor komentarza: Ryszard Treść komentarza: Panie Kamilu. Nie wiem co tam było wcześniej czy coś gasi czy nie gasi, ja odnoszę się do tego co widziałem na sesji. Strata siedmiu milionów jest bardzo duża strata jak również i te szwajcarskie co pan pisze ale jeżeli nie będziecie o tym pisać to ludzie o tym też nie będą wiedzieć. Każdego mieszkańca interesuje to co się dzieje teraz Jakie są perspektywy na przyszłość Ja również w ten sposób tak patrzę pomimo że rzadko oglądam sesję zaciekawiła mnie po prostu ta ostatnia o której pan pisał i widzę że jest tylko kilku radnych którzy zabierają głos a reszta siedzi jak strusie A czy to coś dobrego przyniesie to przyszłość pokażę Pozdrawiam Data dodania komentarza: 29.09.2026, 12:03 Źródło komentarza: Kardioznacznik i korpobełkot w atmosferze paraliżu i dzikiej owacji. Autor komentarza: Kamil Ceranowski Treść komentarza: Panie Ryszardzie, Cieszę się, że wraca Pan do tej dyskusji bo wyraźnie brakuje w niej pewnych przesłanek i faktów. Odpowiem Panu bezpośrednio i bez ogródek, bo zależy mi na jasnych zasadach. Sama utrata dotacji czy kwestia środków finansowych to nie jest dla nas nowość ani „nieodkryty temat”. Dla nas utrata tych milionów to po prostu bezpośrednia konsekwencja konkretnych działań i stylu sprawowania władzy, o którym na portalu pisaliśmy już wielokrotnie. Przypomnę tylko nasze artykuły o funduszach szwajcarskich, o całkowitym zaniechaniu obranego wcześniej kierunku czy wręcz całopaleniu dotychczasowych wysiłków i wyznaczonego kierunku miasta. Co do środków z ZIT: pieniądze te przecież nie przepadną bezpowrotnie w próżni. System jest skonstruowany tak, że trafiają one do obszaru zintegrowanego i gmina Złotów doskonale je wykorzysta. Wygrywa sprytniejszy, ale te fundusze nie przejdą bokiem tak, jak stało się to z funduszami szwajcarskimi. Piszemy o mechanizmach, wałkowanie samego faktu utraty środków po raz kolejny, byłoby po prostu powielaniem tego samego a nawet zaprzeczaniu postawionej wcześniej tezie schematu, o którym alarmowaliśmy już wcześniej. Bardzo sprytnie jednak przy tej okazji przywołał Pan nazwisko radnego Koronkiewicza, zupełnie pomijając fakt, że to przecież on jest jednym z ojców obecnego stanu rzeczy. W kontekście Pana zarzutów o polityczne układy wygląda to wręcz podręcznikowo. Mamy tu do czynienia z klasycznym zjawiskiem socjologicznym i politycznym: podpalacz przychodzi jako gapi na swój własny pożar, kręci głową z udawanym przejęciem i głośno narzeka: „Ojej, ale się narobiło! Jak tak w ogóle można?!”. Pamiętam ten cały proces niezwykle dokładnie, doskonale wiemy, co dokładnie działo się wówczas wewnątrz tego klubu i komitetu. Posiadamy wiedzę u samego źródła. Dlatego uważam, że ojciec tego politycznego projektu nie powinien teraz udawać zaskoczonego i krytykować swojego własnego „dziecka” w sensie politycznym, kiedy owoce jego dawnych decyzji właśnie zbieramy. Jako redakcja nie unikamy trudnych tematów. Nie budujemy jednak artykułów na zawołanie, ale chętnie udostępnimy Panu miejsce na własne przemyślenia. Wspomniany teraz, można powiedzieć wyciąga dokumenty, pisze interpelacje i próbuje reżyserować emocje mieszkańców na sesjach a tak na prawdę gasi pożar, który sam wzniecił. Bliżej wyborów opublikujemy coś więcej w tej sprawie. Pozdrawiam po sąsiedzku z Mickiewicza! Data dodania komentarza: 29.09.2026, 10:03 Źródło komentarza: Kardioznacznik i korpobełkot w atmosferze paraliżu i dzikiej owacji.