Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 9 lutego 2026 12:28

Wąsosz - historie wsi z powiatu złotowskiego

Podziel się
Oceń

Za oknem piękne słońce. Warto więc wybrać się na wycieczkę rowerem lub długi spacer. Warto też poznać historię odwiedzanych miejsc. Niedaleko od Złotowa leży np. wieś Wąsosz. Próżno jej szukać w folderach reklamowych, które promują nasz region. Pomija go m.in. praca zbiorowa zatytułowana „Rozmaitości powiatu złotowskiego”, która została wydana 2019 roku. Tymczasem posiada ona ciekawą historię i intrygujące miejsca.

Miejscowość podobno znana była już w XV wieku. Tak przynajmniej podaje Ryszard Pella w przewodniku „Złotów i okolice” (s. 53, wydawnictwo poznańskie 1961). Podobno w jego okolicy występowały kiedyś żubry. Podobno znaleziono tu kiedyś groby skrzynkowe. Podobno na granicy z polami wsi Klukowo odnaleziono ślady rozległej osady z okresu tzw. kultury wielbarskiej, o czym możemy przeczytać w publikacji „Złotów” Antoniego Śmigielskiego (s. 68, wydawnictwo WBP, Poznań 1995). 

Takich domysłów można snuć wiele. Na przykład nazwa wsi pochodzi rzekomo od słowa „wąż”. Tak twierdzi Władysław Maćkowicz - ceniony na Krajnie nauczyciel. Można o tym przeczytać w publikacji „Wspomnienia polskiego nauczyciela Pogranicza (1893-1976)” (s. 227, wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2005). PEwnym faktem jest natomiast, że w przeszłości nazwy tego miejsca to także: Wąsose, Wąsosze, Wonsosze. Kiedyś był tu folwark, który ulokowano na szlaku z polskiego miasta Krajenka do polskiej wsi Święta. 

Przez dziesiątki lat Wąsosz stanowił polską własność. Ślady swojej bytności utrwalili tu także Niemcy. Wystarczy odwiedzić stary cmentarz, który ukryty jest w leśnych zaroślach niedaleko drogi do Krajenki. W zasadzie trudno przesądzić jego położenie. Wydaje się, że leży w granicach gminy Krajenka. Przyjęło się jednak, że to już obszar gminy Złotów. Nieistotne, niewiele wszak po nim zostało. Betonowe resztki po ogrodzeniu, uszkodzony krzyż z intrygującymi oznaczeniami, rozpadające się resztki nagrobków oraz dobrze zachowana tablica z nazwiskiem „Meyer”. Mowa o rodzie, który dość mocno wpisał się w historię Wąsosza i okolicznych terenów. 

Prawdopodobnie początek ich historii w tym miejscy sięga końca XVII wieku, kiedy to młyn papierniczy w Wąsoszu nabył Karol Meyer. Nie cieszył się on jednak długo własnością, bo zmarł na początku XVIII wieku. Tym samym podzielił tragiczny los wielu mieszkańców tej i innych miejscowości na Krajnie, które dotknęła w tym czasie epidemia dżumy. Majątek po nim przejął jego brat – Jan Christian Meyer, który miał zapewne duży zmysł do biznesu. Wąsosz za jego życia bowiem rozkwitł, a branża papiernicza była jego wizytówką. Podobnie było później, tj. po przejęciu interesu przez jego zięcia o nazwisku Meissner. Dobra passa tej rodziny trwała do połowy XIX wieku. Wówczas to papiernię strawił wielki pożar. Ślady bytności Niemców widoczne są do dzisiaj także w samej wsi. Przy wjeździe do miejscowości (od strony wsi Święta) znajduje się kolejny cmentarz. Również na nim czas zaznaczył swój ślad. Niszczeje. Jeszcze na początku 1946 roku aż 46% ówczesnych mieszkańców wsi deklarowało niemiecką narodowość. Można o tym przeczytać w publikacji Zenona Romanowa „Krajniacy Złotowscy w Polsce Ludowej w latach 1945-1975 (s. 51, Akademia Pomorska w Słupsku, Słupsk 2010). A jak jest obecnie? Z pewnością gros mieszkańców stanowią potomkowie osób, które przybyły na ten teren po zakończeniu II wojny światowej. 

Symbole bytności Niemców na polskiej Krajnie nie tylko niszczeją. Bywają też odnawiane. Przykładem pomnik, który znajduje się niedaleko leśniczówki w Wąsoszu (blisko dojazdu pożarowego 18). Upamiętnia Alfreda Sommerfeldta - podoficera i leśnika, który zginął z rąk kłusownika 3 października 1896 roku. W chwili śmierci miał 27 lat. Ofiarą tej tragicznej historii padł również nauczyciel z Wąsosza. Tak przynajmniej wynika z cytowanej już książki „Wspomnienia polskiego nauczyciela Pogranicza (1893-1976)” (s. 230, wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2005). Pedagoga oskarżono bowiem o dokonanie tej zbrodni i skazano na 12 lat więzienia. Po 8 latach okazało się jednak, że był niewinny. Zbrodni miała dokonać inna osoba, która po tym czynie zbiegła do Ameryki, na łożu śmierci wyjawiła zaś prawdę. Jak było w istocie? Trudno przesądzić. Kiedy powstał pomnik upamiętniający Sommerfeldta? Także trudno odpowiedzieć na to pytanie. Rzekomo, jak głosi tablica umieszczona tuż przy pomniku, został usunięty przez Służbę Bezpieczeństwa PRL i zatopiony w rzece Kocunia. Podobno później na krótko wrócił na swoje miejsce i ponownie zatopiono go w nurtach tego niewielkiego dopływu rzeki Głomi. Faktem jest, że kamień odnaleziono na początku transformacji ustrojowej. Stało się tak podczas melioracji rzeki Kocunia. Dwie dekady później Lasy Państwowe w Złotowie sfinansowały jego odnowienie. 15 stycznia 2009 roku nastąpiło jego uroczyste odsłonięcie.

Nie ma już za to pomnika przyrody „Jan”, który znajdował się tuż przy stawie, niedaleko miejsca w którym zginął Sommerfeldt. To jeden z wielu dębów na Krajnie, pod którym rzekomo zasiadał Napoleon Bonaparte w trakcie wyprawy na Moskwę. Takie legendy krążą od dziesięcioleci. Sędziwe drzewo dokonało żywota 7 września 2017 roku. Powalił je wiatr. Czy jego lustracja odbywała się przez lata we właściwy sposób? Pewnie tak, bo pomnikiem przyrody był od 1956 roku. Dąb mierzył 525 centymetrów w obwodzie i 28 metrów wysokości. Było to wówczas najstarsze drzewo w Nadleśnictwie Złotów, liczyło około 500 lat. 

Powalenie drzewa było tragedią dla miłośników przyrody. W Wąsoszu rozgrywały się jednak również tragedie ludzkie. Wspomina o tym m.in. Roch Maćkowicz w swoich opublikowanych wspomnieniach, których tytuł już przywoływałem (s. 230-231). Mowa o mężu nauczycielki Wiśniewskiej, który popełnił samobójstwo przez powieszenie. Tragicznie zmarł również mąż nauczycielki Krzyckiej, który wpadł pod pociąg i poniósł śmierć na miejscu. Burzliwe było zapewne także wkroczenie wojsk sowieckich do Wąsosza w 1945 roku. Ich bytność wszędzie charakteryzowały bowiem mordy, gwałty i grabieże. Swój epizod w Wąsoszu zapisała także najsłynniejsza grupa antykomunistyczna na Krajnie. Należy podkreślić, że na to miano zasłużyła nie ze względu na przeprowadzone akcje. Te nie były bowiem spektakularne. Głośne było za to okrucieństwo władz komunistycznych, które torturowały i mordowały członków tej organizacji. W zasadzie nie tylko ich, bo także osoby współpracujące z „Grupą Jędrusia”. Przykładem Wojciech Pirecki. Tego dzielnego rolnika, męża i ojca pięciorga dzieci, za udzielenie pomocy partyzantom (żywność, schronienie) spotkała surowa kara, analogiczna jaką stosowali Niemcy podczas wojny wobec osób sprzyjających partyzantom. Komunistyczny kat, ppor. Ludwik Woźnica, zamordował go 4 września 1946 roku w Bydgoszczy. Najmłodsze z jego osieroconych dzieci miało 7 miesięcy.

Członkowie formacji Leona Mellera „Jędrusia” zastrzelili w Wąsoszu jednego z członków PPR. Zdarzenie miało miejsce 13 lipca 1946 roku. Nie taki był jednak cel ich bytności we wsi. Partyzanci, zgodnie z rozkazem, mieli mu jedynie wymierzyć karę chłosty. W trakcie akcji w Wąsoszu natrafili jednak na dokumenty, które spowodowały, że podjęli samowolną decyzję o likwidacji. Egzekucji dokonali Bogusław Marach "Błysk" i Roman Bala "Niedźwiedź". Za postąpienie wbrew rozkazom zostali później ukarani przez dowódcę chłostą.

Jaki jest współczesny Wąsosz? Niewątpliwie pięknie położony wśród lasów. Można w nich spotkać m.in. wilka, daniela, lisa. Natomiast sama zabudowa wiejska nie porywa swoim urokiem. Przykładem pozostałości po PGR. Ogólnie jest to jednak zadbana wieś. Wyjątek to wiekowy budynek, który straszy w centrum wsi. Może kiedyś zostanie odnowiony? Szkoda by było, gdyby podzielił los młyna, który został zlikwidowany w 1950 roku.

Zapraszam osoby znające historię tej miejscowości do kontaktu. Z pewnością warto dopisać do niej kilka zdań...

 


Napisz komentarz

Komentarze

Malgo 27.10.2025 10:54 PM
Ten wiekowy budynek, ktory straszy w centrum wsi, kiedys tetnil zyciem. To dom mojego pradziadka xx

Joaś 21.01.2025 08:50 PM
Interesujące. Dziękuję

złotowianka 12.03.2024 01:50 PM
https://zlotowskie.pl/artykul/musza-opuscic-wasosz/489279

złotowianka 12.03.2024 01:47 PM
https://zlotowskie.pl/artykul/dworki-gminy-zlotow-cz-2/482073

złotowianka 11.03.2024 07:45 AM
https://zabytek.pl/pl/szukaj?szukaj-typu=zabytek&miejscowosc=W%C4%85sosz&wojewodztwo=30&powiat=3031&gmina=3031082

zachmurzenie duże

Temperatura: -4°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 1017 hPa
Wiatr: 22 km/h

ReklamaMarcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: MariaTreść komentarza: Czytając Państwa komentarze nasuwa mi się: 1. jak łatwo wylewać na drugą osobę "Wiadro pomyj" i robić to z radością i satysfakcją opierając się tylko na słownych, często subiektywnych i jednostronnych relacjach 2. Kto z Państwa lub z Państwa najbliższej rodziny kiedykolwiek pracował w spółdzielni Rolnik? 3. Odnoszę wrażenie: że mają Państwo problem z chronologią wydarzeń, bo jak w artykule jest napisane, to nie Pani Prezes sprzedawała nieruchomości, ale jej poprzednik K.B. Przytoczę tylko kilka - masarnia, młyn, mieszkania, skup żywca na Wielatowie, itd. 4. Kto, po wielu latach, przywrócił do pierwotnej działalności Delikatesy Rolnik przy ul. Woj.Polskiego, kto je odnowił, a przecież ten budynek to własność Rolnika. Bardzo dobrze pamiętam okres jego budowy i wszystko, co kiedyś proponowano mieszkańcom miasta i okolic na stoiskach w nim zamieszczonych. Kto oddał(przed Panią prezes) ten budynek do użytku konkurencji? Za jaką cenę? 5. Kto - przed Panią Prezes - twierdził, że taka spółdzielnia jak Rolnik nie jest na dzisiejsze czasy? Co ta osoba zrobiła, jaki zysk (poza sprzedażą nieruchomości) udało jej się osiągnąć podczas swojej działalności w spółdzielni? 6. Cieszę się z przyznanej nagrody ks. Domańskiego. Dziś wielu, jak w krzywym zwierciadle, działalność Tego wielkiego Polaka z Ziemi Złotowskiej, próbuje nagiąć do swoich potrzeb, niecnych postępowań. Szkoda, że dnia przyznania nagrody ks. Domańskiego nie mógł dożyć zasłużony działacz i prezes spółdzielni, przez ks. Domańskiego zaproponowany na stanowisko prezesa w 1938 , które wówczas objął, a w 1939 r. aresztowany przez Gestapo, zaś po powrocie z obozów zagłady w 1946 r. znów objął stanowisko prezesa. Myślę o panu T. Kokowskim. Działacze tworzący spółdzielnię Rolnik w tamtych trudnych czasach bardzo dobrze rozumieli ideę tworzenia takich spółdzielni. Spółdzielnia przetrwała czas wojny i komunizacji i to wcale nie ze stratami. A dwaj następcy pana Kokowskiego: kim byli, jaka idea im przyświecała? Raczej trudno dopatrzyć się rozwoju spółdzielni. 7. Na koniec jeszcze jedna refleksja: jak to się dzieje, że tajni współpracownicy SB z potwierdzoną teczką, z donosami, mogli zostać prezesem Rolnika, jak K.B. Pracował już w Rolniku, gdy był zarejestrowanym współpracownikiem SB?Data dodania komentarza: 9.02.2026, 12:12Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: .Treść komentarza: Jeśli jest Pan Panem Leszkiem z Kapituły nagrody im. ks. dr Bolesława Domańskiego, to nie czyta Pan komentarzy. Myśl społeczna ks. Bolesława Domańskiego w dużym uproszczeniu między innymi o tym, żeby zarabiać pieniądze, ale robić to z ludzką twarzą i zgodnie z zasadami fair play. Wszystkie komentarze byłych pracowników piszą coś zupełnie odwrotnego do tej wspaniałej myśli.Data dodania komentarza: 9.02.2026, 10:41Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: Leszek LTreść komentarza: Gratulacje dla Pani Prezes i załogi przyjaznej dla dla Spółdzielni „ROLNIK” ze Złotowa za kontynuowanie praktycznej myśli społecznej ks. dr. Bolesława Domańskiego na przestrzeni ekonomicznej. Czekamy na akces i odbiór nagrody. Do zobaczenia. Pozdrawiam LLData dodania komentarza: 9.02.2026, 10:31Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: śp. ks. dr Bolesław DomańskiTreść komentarza: "Historia do zapamiętania "Data dodania komentarza: 9.02.2026, 10:16Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: JBTreść komentarza: To można domniemywać! Pamietajmy, że ,,Węglarka" jest wylansowana przez prezeza, obecnie oczywiście schowanego w radzie z powodu niechlubnej kariery jako tajnego współpracownika.Data dodania komentarza: 9.02.2026, 10:02Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: SzokTreść komentarza: Brawo dla autora artykułu! Tekst jest rzetelny, w pełni zweryfikowany, a poziom obiektywizmu wręcz „bije po oczach” — życzę dalszej kariery w redakcji PUDELKA. Podzielam opinię osób, które zauważyły, że autor listu przemawia słowami pani prezes... Rozumiem, że to narracja przyjęta na potrzeby usprawiedliwienia jej nieudolnych działań i kolejnej porażki. Trzeba naprawdę sporo ignorancji, by dziwić się decyzji o jej odwołaniu. Zachęcam do rozmowy z pracownikami i byłymi pracownikami firmy — to oni najlepiej odczuli skutki jej kadencji. Opinie, które można od nich usłyszeć, potrafią przyprawić o dreszcze.Data dodania komentarza: 9.02.2026, 09:48Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?