Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 9 lutego 2026 06:00

Syberia - ziemia przeklęta, historia Mariana Urbana

Podziel się
Oceń

Historia Polski XIX i początku XX w. to czas, w którym polscy patrioci podejmowali nieudane próby wskrzeszenia państwa polskiego. Co gorsza, każda klęska okupowana była nie tylko wielką daniną krwi, ale także deportacjami na dalekie rubieże Rosji. W 1928 r. dawni Sybiracy, by uczcić pamięć tych, którzy zostali deportowani na nieludzka ziemię, a także zintegrować środowisko byłych zesłańców, utworzyli Związek Sybiraków. Założyciele tego stowarzyszenia nie przypuszczali zapewne, że już wkrótce historia zacznie się powtarzać.
Syberia - ziemia przeklęta, historia Mariana Urbana
Marian Urban (fotografia ze zbiorów Piotra Tomasza)

We wrześniu 1939 r., w wyniku zawarcia układu pomiędzy Związkiem Radzieckim i Niemcami (pakt Ribbentrop – Mołotow), nastąpiła agresja na ziemie polskie. Pomimo bohaterskiej postawy, żołnierze polscy nie dali rady powstrzymać dwóch największych potęg militarnych ówczesnego świata. Nastąpił czwarty rozbiór Polski. Niemcy przejęły zachodnią i centralną część Rzeczypospolitej. Rosjanom przypadły zaś Kresy Wschodnie.

- Mieszkaliśmy wówczas we wsi Płoska, powiat tarnopolski, w województwie lwowskim – wspomina Marian Urban, mieszkaniec wsi Czajcze, jednocześnie prezes Związku Sybiraków w powiecie złotowskim. - Miałem dziesięć lat, pamiętam, że przez naszą wieś przejechał konny oddział wojsk sowieckich. Nie było jednak żadnych działań militarnych.

Spokój nie trwał jednak długo. Miejscowa ludność ukraińska poczęła bowiem podejmować nieprzyjazne działania wobec ludności polskiej. Już następnego dnia została spalona sąsiednia wieś – Jakubowce, później kolejne. Nadto dokonywano licznych grabieży. Te niespokojne dni rodzina Urbanów spędziła w  stodole, w stajni, a nawet pod gołym niebem wśród posadzonych świerków. Jedną noc przebywała także w sąsiedniej wsi Krasnopólka, w zagrodzie zaprzyjaźnionego Ukraińca. Niestety, jeszcze tej samej nocy wybito mu szyby i by nie narażać go na dalsze szykany, Urbanowie wrócili do swojej rodzinnej miejscowości.

Z czasem nieprzyjazne zachowania wobec ludności polskiej zaczęły powoli ustawać. Nastał rok 1940. Zima była wówczas szczególnie sroga. Temperatury spadały często poniżej minus 30 stopni C. Pewnego, lutowego poranka (około godziny czwartej) do drzwi rodzinnego domu pana Mariana zapukali żołnierze radzieccy (dwóch Rosjan i ośmiu Ukraińców). - Postawili nas pod ścianę - wspomina pan Marian. Następnie odbyła się rewizja mieszkania. Gdy zakończyli, jeden z żołnierzy powiedział: macie pół godziny na spakowanie.

Podobne represje dotknęły także innych mieszkańców wsi, którzy byli pochodzenia polskiego. Działania te rozpoczęły się 10 lutego 1940 r. Począwszy od tej daty rozpoczęły się masowe deportacje Polaków, którzy zamieszkiwali tereny zaanektowane przez Związek Radziecki w 1939 r. Represje nie ominęły nawet rodziny miejscowego komunisty, który nosił nazwisko Inglod (po 1945 r. wrócił za ziemie polskie, zamieszkał w okolicach Szczecina). - Był to niezwykle biedny człowiek – wspomina pan Marian, a w dodatku nadużywający alkoholu. Dość powiedzieć, że gdy jedno z jego dzieci chciało iść do szkoły, to albo szło na bosaka, albo czekało aż drugie z niej wróci, by móc zabrać od niego buty. Tak właśnie, bez niczego zesłano i tę rodzinę.

Zebrani na wiejskiej drodze miejscowi Polacy, z dobytkiem, który udało się zmieścić na saniach, udali się w drogę, która miała trwać tysiące kilometrów i wieść do ziemi, którą Gustaw Herling Grudziński nazwał "innym światem". Po dojechaniu do dworca w Kozowie Urbanowie wraz z innymi zesłańcami zostali zapakowani do wagonów towarowych. Z reguły umieszczano tam od 40 do 50 osób, po czym zamykano je, zadrutowując drzwi. Transport liczył 60-80 wagonów. Ciągnęły go dwie lokomotywy.

Transport ruszył w nocy. Neizmierna ciasnota, brak higieny (za ubikację służyła dziura w podłodze), przenikliwe zimno (wagon ogrzewał mały piecyk stojący w kącie tzw. koza) oraz głód (na wagon przypadało 5-6 bochenków chleba i dwa wiadra wody, które wydawano co dwa dni w trakcie postojów) dziesiątkowały zesłańców. Już po paru dniach zaczęto wynosić pierwszych nieboszczyków, umieszczając ich na nasypach kolejowych.Po 25 dniach transport przejechał przez góry Ural. - W gorodzie Kansk przesiedliśmy się z wagonów do odkrytych samochodów ciężarowych - wspomina Marian Urban. Wieźli nas tak przez dwa dni, od rana do wieczora. Następnie saniami, po kolejnych trzech dniach, dotarliśmy do miejsca przeznaczenia.

Zesłańców umieszczono w baraku w lesie. Pożywiono kaszą, pozwolono odpocząć. Na trzeci dzień wyjechali pilnujący żołnierze. ( bo nie było już gdzie uciekać), pojawili się za to miejscowi Rosjanie z piłami do cięcia drzewa. Zasada była prosta: "pracujesz- jesz, nie pracujesz – nie jesz". Cała rodzina Urbanów podjęła pracę w lesie. Ten stan trwał tylko do wiosny. Wówczas Marian wraz z rodzeństwem poszedł do szkoły. - Tak zaczęły się nasze kłopoty - wspomina pan MArian. Sowieci liczyli sobie za wszystko, a zwłaszcza za wyżywienie w szkole. Mój ojciec nie był w stanie na to wszystko zarobić. Zaczęła się bieda. Sprzedawaliśmy, co się dało. Poduszkę za wiadro kartofli, inne rzeczy za mąkę czy kaszę.

Nastała jesień. Ojciec Mariana Urbana - Piotr, przeniósł się do pracy przy budowie baraków dla innych zesłańców. Tak rozpoczął się najtrudniejszy okres dla rodziny Urbanów w trakcie ich pobytu na Syberii. Apogeum miało w okresie Świąt Wielkanocnych. - Gdy mieliśmy bochenek chleba to matka (Aniela) suszyła go i gotowała zupę, żeby nie jeść samego chleba tylko jakąś potrawę - wspomina Marian Urban. Byliśmy wówczas bardzo wycieńczeni. Widząc to, zlitował się nad nami jeden z miejscowych Rosjan. Podarował nam dwa szczeniaki. Moja mama zrobiła z nich rosół, to pozwoliło przetrwać zimę.

Wiosna 1941 r. Piotr Urban podjął pracę (głębiej w las, do starej carskiej wioski) przy pasieniu krów i owiec, nadto zaczął robić buty miejscowym dygnitarzom. To pozwoliło odżyć całej rodzinie bo zimowej gehennie. Tak mijały kolejne miesiąca. W końcu pojawiła się nadzieja. Generał Władysław Anders rozpoczął bowiem formowanie Armii Polskiej na terenie Związku Radzieckiego. Urbanowie postanowili skorzystać z okazji i uciec z nieludzkiej ziemi. Suszyli chleb, żeby zgromadzić zapasy żywności. Gdy im się to udało, ruszyli saniami w kierunku Kanska, stąd pociągiem zamierzali udać się do Taszkientu. Niestety, dotarli tylko do Kanska. Przez tydzień bezskutecznie próbowali załatwić wagon, którym mogliby udać się dalej do Taszkientu. Chleb się skończył, Urbanowie musieli szukać środków do życia. Piotr Urban najpierw pracował w tartaku, później w kołchozie, w końcu w założonym przez siebie warsztacie szewskim.

Kolejna szansa na opuszczenie "nieludzkiej ziemi" pojawiła się z chwilą utworzenia armii Zygmunta Berlinga (1943 r.). Właśnie do niej zaciągnął się Piotr Urban. Jego szlak bojowy zakończył się w styczniu 1945 r. w Warszawie. Po wojnie zamieszkał w Żaganiu. Tam po repatriacji w 1946 r. trafili także pozostali członkowie jego rodziny.

Marian Urban jest obecnie na emeryturze. Pomimo trudnego dzieciństwa spełnił swoje największe marzenie. Został marynarzem. Co więcej, po blisko dziesięciu latach spędzonych w Marynarce Wojennej, odchodząc do cywila, nie porzucił morza. Stale podnosił swoje kwalifikacje i doszedł do stopnia I mechanika. Od wielu lat mieszka we wsi Czajcze (gmina Krajenka). W regionie znany jest m.in. z aktywnej działalności w Związku Sybiraków.

 

 

źródło:

materiały własne autora, na fotografii pan Marian Urban, foty w załączniku: Skansen w Szymbarku

 

 


Napisz komentarz

Komentarze

zachmurzenie duże

Temperatura: -5°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 1018 hPa
Wiatr: 20 km/h

ReklamaMarcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: Ale...Treść komentarza: Czytając informację sprzed jednego/dwóch dni o tym, że ten artykuł powstanie liczyłem, że w końcu ktoś zauważył straty ponoszone w ostatnich latach... Jakże się myliłem... W takim razie kilka spraw: 1. Nie trudno domyślić się, że doniesienie o nieprawidłowościach pochodzi od Pani Magdy lub członków z jej najbliższego otoczenia (konkretne osoby). 2. Oświadczenie byłej prezes jest co najmniej absurdalne -Kierowanie się dobrem spółdzielni: kierowaniem się dobrej spółdzielni nie jest sprawienie, że budynek na Wojska Polskiego z funkcjonującego obiektu stał się w połowie wymarłym budynkiem, który od około kilku miesięcy straszy zielonymi płachtami w oknach i brakiem perspektyw. Sklep, który tam był nie funkcjonował i rotacja pracowników jest winą jednej osoby, co w gronie byłych pracowników nie podlega dyskusji. -zależało na dobru pracowników... Pamiętamy krzyki, pamiętamy zwolnienia, które się odbywały i pamiętamy dlaczego tak wiele osób odeszło z tej spółdzielni. Naprawdę mamy uwierzyć, że dla dobra pracowników byli oni tak przez ostatnie lata traktowani? -Rozwiązania, które dawały szansę na funkcjonowanie spółdzielni, a nie jej wygaszanie? Wojska Polskiego jest tym jaskrawym przykładem. Teraz odnośnie samych zarzutów: ciężko odpisywać nie posiadając pełnej wiedzy o tym, o jakiej dokumentacji jest mowa. 1. Chęć likwidacji spółdzielni: jest to teoria, którą prezes M.B-Z. miała od lat. Wielu pracowników ją usłyszało i wielu pracowników w nią wierzyło. Ciężko jednak ją poprzeć, bo nie ma na to dowodów. 2. Znam pomysły sprzedażowe jakie wynikały nie od rady, a od Zarządu czasów prezes M.B-Z. 3. Blokowanie działań rozwojowych: na samym początku działalności na funkcji Pani Prezes dostała wolną rękę. Proszę powiedzieć, które z działam Pani Prezes były rozwojowe i przyniosły korzyści finansowe Spółdzielni? W opinii wielu osób rada zaczęła blokować pomysły za późno. A! I zadaniem RN jest nadzorować. I negatywnie opiniować próby sprzedaży nieruchomości, które RN uważa za niesłuszne. 4. Wieloletnie wyprzedawanie majątku spółdzielni: tak. Kontynuowane przez Prezes M.B-Z. W latach działalności nowej prezes sprzedano na szybko licząc co najmniej 4 obiekty (pierwsze, które wpadły mi do głowy). Dodatkowo planowano zbycie następnych i największym przykładem będzie próba sprzedaży biurowca: ogłoszenie jest w dalszym ciągu ogólnodostępne, a jeśli nie to odpowiednie osoby mają je udokumentowane. I żeby była jasność: to z mojej strony jest tylko wniosek: tamci zło, bo sprzedawali, my dobrzy chociaż sprzedajemy. Dziura w logice i niespójność. 5. Poz. 27 odpisu pełnego KRS opisuje, że wpisanie Prezes M.B-Z na funkcję Prezes Zarządu do akt nastąpiło 01.03.2021 r. Oczywiście uchwała o powołaniu przez RN była prędzej. Ale zdając sobie również sprawę ile czasu mniej więcej zajmzatwierdzeniauje rejestracja zmian w KRS jeśli nieruchomość w Nowym Dworze została sprzedana do połowy roku lub nawet krótko po to Prezes M.B-Z. nie miała powodu być zaangażowana w ten proces. Rozmowy sprzedażowe nie trwają pięciu minut. Wymagają przygotowanej osobnej uchwały RN i zbycia nieruchomości przez Walne Zgromadzenie/Zebranie Przedstawicieli. Co do kwoty: nie znam. 6. O moralności i etyce: czy Pani przekazując swoje stanowisko z kierowniczego na prezesa zarządu przekazała je transparentnie i z należytą troską? To pytanie pozostawiam otwarte. 7. Faktyczne kształtowanie wyglądu RN w 2022 r.: znowu odwołuję się do etyki i moralności Pani Prezes M.B-Z., nie sądzi Pani, że ten zarzut może być mieczem obosiecznym? Jeśli są dowody - warto je przedstawić. Przy czym również pochylić się nad tym czy ten zarzut nie może zostać wysunięty również przez drugą stronę. Były prezes K.B. zajął miejsce w RN sam proponując inną osobę na przewodniczącego. A miał duże poparcie, żeby objąć tę funkcję. 8. To zdarzenie jest nieznane dla większości osób. Mam swoje zdanie na ten temat, nieistotne dla sprawy. Pisząc list do redakcji używając zdarzeń, o których wie niewielka ilość osób można pomyśleć, że ten anonim to odwet. Ale nie ten, o którym jest mowa w artykule. 9. Były Zarząd miał prawo mieć pomysły na kontrowersyjne inwestycje, a Prezes M.B-Z. w momencie objęcia stanowiska miała prawo je zablokować. Pytanie czy w obliczu Pani inwestycji jest Pani pewna, że było to słuszne? Nie ma czego rozdmuchiwać. Jeden Zarząd myślał tak, drugi inaczej. 10. Teczka IPN dotyczy osoby z punktu 8. Kwestie teczki pozostawiam odpowiednim osobom. Co do kilometrów: temat do rozpatrzenia. 11. Jak wyżej zostawiam do rozpatrzenia. Punkty 12 i 13. Jak wyglądały działania Prezes wobec pracowników? Czy opisy z jednego z portalu pracy nie opisują dokładnie jaką ma Pani opinię? Jeśli ma Pani dowody na mobbing organu nadzorczego należy je przedstawić i dochodzić swoich racji w odpowiednim sądzie.Data dodania komentarza: 9.02.2026, 02:34Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: gdzie są te wkurwione?Treść komentarza: Gdzie te KURWY WKURWIONE SA. Dlaczego tych pizd nie drą? #PiekłoKobiet #Muzeum #Lempart i te wszystkie lewicowe hipokrytki nie wyszły jeszcze na ulicę? Fałszywe ,obłudne kobiety lewicy, czyste zło! Gdzie #MarszKobiet ? hipokrytki fałszywe ! To wasza lewica ich tu sprowadziła, to za waszych rządów się stało. Lewica to czyste zło.Data dodania komentarza: 9.02.2026, 00:59Źródło komentarza: Skazany pedofil z Jastrowia z uchylonym w całości wryrokiem 11 lat pozbawienia wolnościAutor komentarza: TadeuszTreść komentarza: Jeżeli posiadacie teczkę pracy Witolda to chętnie chciałbym zobaczyć dokonania tej małej mendy.Data dodania komentarza: 8.02.2026, 22:01Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: Beton górą?Treść komentarza: Magda, trzymaj się!Data dodania komentarza: 8.02.2026, 22:00Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: Wybrac naprawdę Fachowca odpowiedzialnegoTreść komentarza: Budopol-Poznań trzeba wybrac na budowę Amfiteatru w Złotowie.Na pewno maja już doświadczenie ,w budowlach. Nie brac Firmy,która nie ma doswiadczenia.Sprawdzić koniecznie co wczesnie wybudowali. To jest duża inwestycja i musi być fachowo wykonana i na bieżaco sprawdzać,robić zdjęcia i zapisywać aby nie było potem niespodzianek na Fakturze,że zamieniono na zły i tańszy materiał budowlany.Aby nie było reklamacji.Data dodania komentarza: 8.02.2026, 18:28Źródło komentarza: 9 ofert na budowę amfiteatru w Złotowie. Najtaniej: 19,86 mln złAutor komentarza: Oby!Treść komentarza: Oby to tylko za te miliony nie był namiot na betonowej podbudowie!Data dodania komentarza: 8.02.2026, 13:51Źródło komentarza: 9 ofert na budowę amfiteatru w Złotowie. Najtaniej: 19,86 mln zł