Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 7 października 2026 21:55

Niemiecki prześladowca

Podziel się
Oceń

Jak się nazywa ten Niemiec, który mi wszystko chowa? Zdaje się, że to pytanie powinien zadać sobie pewien "Powiatowy Felietonista", bo wygląda na to, że jakaś wredna szwabina ukryła przed nim wszystkie archiwalne numery jego własnej gazety.

Mój nieco złośliwy znajomy, na którego punkcie "Wszędobylski Felietonista" wydaje się mieć obsesję (podobno ciągle widuje go z mikrofonem, kamerą lub aparatem fotograficznym, mniej zorientowanym wyjaśniam, że znajomy jest dziennikarzem, nic w tym zatem dziwnego), przesłał mi skany felietonów z lokalnej gazety, którą dowcipni Internauci ochrzcili mianem "wyborczej". Zapewne stało się tak za przyczyną portalu www.77400.tv, który zaprezentował nagrania z posiedzenia komitetu przedwyborczego "Zadbajmy o Złotów". Niewątpliwie słowa "komentarze wyłączyć" zapisały się już na trwałe w pamięci mieszkańców naszego powiatu. Pokazały prawdziwą twarz najważniejszych graczy na złotowskiej scenie politycznej, obnażyły także postępowanie jedynie słusznych mediów. Z ujawnionego nagrania wynika wprost, że "komentarze wyłączyć (czytaj: zamknąć usta Internautom) nie stanowi dla nich wielkiego problemu. Wystarczy umowa i przelew na konto (podobno faktura do wglądu w redakcji). Co tam wolność słowa, za którą KODziarze przelewają krew na ulicach polskich miast. Na nic "dziady" odgrywane przed sądami. Kasa, misiu, kasa – jak mawiał śp. Janusz Wójcik.

Przyznam, że nie jestem zaskoczony strategią obrony, którą przyjął w swoim felietonie "Powiatowy Intelektualista". Swój wywód rozpoczął od fajerwerków. Przywołał bowiem jeden z wcześniejszych tekstów, w którym rzekomo niezbyt przychylnie odniósł się do komitetu przedwyborczego "Zadbajmy o Złotów". Zapomniał przy tym dodać, że "paluch w kaloszu" nie jest publikowany na jego portalu, próżno go też szukać w sieci! Oczywiste więc, że Internauci nie mieli możliwości skonfrontowania tego tekstu i papki propagandowej lewicowego komitetu przedwyborczego. Co więcej, nie mogli nawet zapytać! Przypominam: komentarze wyłączyć!

Dalsza obrona również jest w tym tonie. Według "Powiatowego Felietonisty" powszechną praktyką w świecie mediów jest kooperacja z politykami. Ci ostatni przelewają kasę, w zamian otrzymują w mediach miejsce na swoją propagandę. Na dowód "Krezus Felietonista" przytoczył kilka nazwisk, które dały i jemu zarobić. Ponadto usprawiedliwił się, że tego rodzaju materiały medialne, które zamieszcza na swojej platformie informacyjnej, mają odpowiedni opis. Dzięki temu czytelnik nie jest robiony w balona, wie od kogo pochodzi tekst, film itp. Posiada więc pełną jasność, że dana redakcja jest apolityczna, bo jedynie użycza miejsca na partyjną propagandę. Sama za nikim nie agituje. Tyle w skrócie. Czy rzeczywiście jest tak sterylnie? Czas na prasówkę.

Oczywiście sięgnąłem po gazetę "Felietonisty Moralisty", pokonując tym samym naturalny odruch wymiotny. Cóż znalazłem w tym źródle "profesjonalnego i niezależnego dziennikarstwa"? Przykład pierwszy z brzegu. Wybory samorządowe, finałowa runda, ostatnie godziny walki o fotel burmistrza Krajenki, Stefan Kitela (PO - klient) i Janusz Szczerbiak (który w "gazecie" i "wydawnictwie" nic nie zamawiał) idą włos w włos. Co robi produkt medialny "Apolitycznego Felietonisty"? "Apolityczny" produkt zamieszcza artykuł na całą stronę, promuje wprost polityka Platformy Obywatelskiej! Nie ma dodatku: sponsorowane przez komitet wyborczy. W tym samym numerze znajduje również wypowiedź innego chętnego na fotel burmistrza Krajenki, który przegrał w pierwszym rozdaniu. Ów jegomość apeluje do swoich wyborców: głosujcie w drugiej turze na Stefana Kitelę. W tym przypadku również brak dodatku "sponsorowne przez polityków z KW PO". Jak te fakty mają się do ostatnich wynurzeń "Apolitycznego Felietonisty"? Państwu pozostawiam ocenę. Przy okazji zerknijcie także, ile grosza zostawiają w tym produkcie medialnym samorządowe pięknoduchy, które za publiczne pieniądze, czyli Wasze podatki, życzą: zdrowia, szczęścia i wszelkiej pomyślności z okazji Bożego Narodzenia, Wielkanocy itp. Nawet "ateusze" i uczestnicy "proaborcyjnych zgromadzeń" nie stronią od tego typu praktyk. A może rozsądniej byłoby przeznaczyć te środki np. na pomoc podopiecznym Fundacji Złotowianka?

Przyznam się, że bardzo dawno temu zdarzało mi się wpłacać (pośrednio i bezpośrednio) na fundację, którą firmuje pani Angelika L. Podobnie wspierać fundację Jerzego Owsiaka. Kierowałem się przy tym prostą zasadą: warto pomagać! Dlatego na dalszy plan odsuwałem na przykład to, że w fundacji pani L zasiadali i zasiadają ludzie, którzy nie są z mojej bajki (poza panią Julitą, którą prywatnie lubię). Ważne było, że dzięki zgromadzonym środkom potrzebujący mogli uzyskać pomoc (np. w ośrodku Zabajka 2, którego współwłaścicielką jest siostra pani Angeliki, bardzo sympatyczna osoba).

Wydaje mi się, że wymienione fundacje poszły obecnie o krok za daleko. Odnoszę bowiem wrażenie, że nie zależy im na ludziach, którzy mają świat wartości oparty na fundamencie chrześcijańskim i jednocześnie serca otwarte na pomoc dla innych. Na dowód przypomnę symboliczne fotografie, które zamieścił portal 77400.tv. Ukazują one logo Fundacji Złotowianka na proaborcyjnym wiecu w Pile, ukazują liderkę KOD, która wymachuje symbolami "Złotowianki", ukazują dzieci z puszkami Fundacji oraz... naklejkami "precz z PiS" na ubraniach. Przypomnę także ostatni protest rodziców dzieci niepełnosprawnych w Złotowie. Protest słuszny, bo rząd PiS powinien wspomagać finansowo takie rodziny. Tym mocniej, że akcentuje swoją antyaborcyjną postawę. Protest słuszny także z tego powodu, że rehabilitacja, np. w prywatnych przedsiębiorstwach świadczących tego rodzaju usługi (m.in. złotowskiej Zabajce) kosztuje krocie. Protest słuszny, bo to państwo powinno tworzyć i prowadzić tego rodzaju placówki, tym samym obniżać ceny usług rehabilitacyjnych na rynku. Sami przedsiębiorcy tego nie zrobią, mowa zwłaszcza o "filantropach", którzy kochają zagraniczne podróże.

Popieram żądania rodziców dzieci niepełnosprawnych. Od lat działam społecznie w jednym ze stowarzyszeń, znam dobrze problemy takich rodzin. Odrzuca mnie jednak polityczna otoczka manifestacji. Na fotografiach z protestu w Złotowie (odsyłam na portal 77400.tv) bez trudu można odnaleźć m.in. działaczy KOD. Sarkastycznie można powiedzieć, że oni wiedzą najlepiej jak rozwiązać problem niepełnosprawności w zarodku. Mówią o tym wszak otwarcie m.in. podczas "czarnych protestów". Na fotografiach można zauważyć także symbole Fundacji Złotowianka. Wcześniej organizacja nawoływała do udziału w manifestacji poprzez swoją stronę internetową. Czyżby ostatnia zmiana lokalowa niczego nie nauczyła? Może lepszy skutek odniesie wypowiedź pana Artura Łazowego (publikacja na jednym z pilskich portali internetowych). To jeden z najbardziej znanych i bezkompromisowych społeczników w północnej Wielkopolsce. Pan Artur zabrał głos, bo uznał za stosowne wyjaśnić, że pewne zachowania nie przystoją organizacji pożytku publicznego.

Na tym zamierzałem zakończyć wątek "Powiatowego Felietonisty". Na pocztę dostałem jednak jego najnowszy tekst. Poświęcił w nim kilka słów "o zakłóceniu porządku", które miało miejsce podczas spotkania z posłami PiS w Złotowie. Nie muszę ukrywać, że był wielce oburzony postawą Wiesława Fidurskiego, który zawiadomił policję. Interesujące, że kilka lat temu, gdy Leszek T. pracownik ZCAS zawiadomił organa ścigania, że grupa patriotów przerwała spotkanie z Danielem Passentem (piewca stanu wojennego, który za publiczne pieniądze robił sobie lans na prowincji), nie miał takich obiekcji. Co więcej, wówczas był wielce oburzony na protestujących, pisał o laniu szmatą, pasem itd. Mnie przyrównał do psa. Przypominam, że w związku z jego słowami przetestowałem ówczesny wymiar sprawiedliwości. Oczywiście ze "złotowskim skutkiem", postępowanie wobec "Naczelnego Felietonisty" bowiem umorzono. Zupełnie inaczej wyglądała za to moja sprawa. Początkowo nic się nie działo. Udzieliłem kilku wywiadów, uzasadniłem w nich swój udział w proteście. Kilkanaście dni później było wspomniane wyżej zawiadomienie na postępowanie Naczelnego Felietonisty. Po tym wydarzeniu moja sprawa nabrała tempa. 50 dni od protestu w sprawie Passenta, póżnym wieczorem (było grubo po 20), zostałem pierwszy raz przesłuchany! Odmówiłem przyjęcia grzywny. Sprawa trafiła do sądu. Opiszę Państwu kulisy mojego procesu w jednym z kolejnych felietonów, bo to sztandarowy przykład "sprawiedliwości po złotowsku" i "rzetelności" dziennikarskiej.

Na koniec jeszcze jedna sprawa. Niedawno nastąpiło odsłonięcie pomnika ks. Bolesława Domańskiego w Złotowie. Bardzo się cieszę, że nie jest to ławeczka. Jednocześnie szkoda mi, że nie jest to również okazały pomnik, bo tak należało oddać hołd Księdzu Patronowi. Byłby to także gest wobec Polaków, którzy przez dziesięciolecia trwali na naszych ziemiach, krzewili polskość i opierali się fali germanizacji. Mowa m.in. o rodzinach Kokowskich, Rożeńskich, Mackowiczów.

Przypominam Czytelnikom, że należałem do Stowarzyszenia (pełniłem funkcję członka zarządu), które przejęło inicjatywę budowy pomnika. Przyjęta zaraz na początku formuła (ławeczka-atrakcja turystyczna) i sposób finansowania (głównie z pieniędzy z budżetu miasta) spowodowały jednak, że wystąpiłem z organizacji. To był mój protest. Zawsze tak postępuję, bo należy mieć własne zdanie i być konsekwentnym.

Pomnik nie podoba się, co nie jest zaskoczeniem, "Wydawcy Żółtej Gazetki". Uzasadnienie? Odsyłam Państwa do jego felietonu, oczywiście nie tego z czerwca 2018, bardziej "merytoryczny" jest bowiem ten z okresu rozważanej sprzedaży Domu Polskiego (mowa o czasach rządów Stanisława Wełniaka w Złotowie). To tyle. Pozdrowienia dla prawdziwych dziennikarzy, uważajcie na Niemców. Oby Wam nigdy nic nie schowali.

ps. Informacja dla polujących. Wraca sprawa rozebranych "ambon". Chodzi o rewir łowiecki przy ulicy Dworzaczka. Daniel wrócił na te tereny. Nagonka też w pełnej gotowości. Wszyscy czekają jedynie na sygnał do ropoczęcia polowania. Może będzie ciekawie.


Napisz komentarz

Komentarze

Temperatura: 13°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 1011 hPa
Wiatr: 13 km/h

Reklama Marcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: fakt Treść komentarza: Janusz Lemanowicz nie zabiegał o znajomość z Henrykiem Tadeuszem Stokłosą. Data dodania komentarza: 7.10.2026, 14:10 Źródło komentarza: Pilski internauta skazany prawomocnie. Mimo wyroku nadal prowadzi publiczne polemiki Autor komentarza: o prokreacji Treść komentarza: Ciekawe, czy małżonka porodziła, czy poroniła? Podobno widziano jakiegoś pomiota bardzo grubego, koślawego. Data dodania komentarza: 7.10.2026, 14:08 Źródło komentarza: Pilski internauta skazany prawomocnie. Mimo wyroku nadal prowadzi publiczne polemiki Autor komentarza: troskliwość Treść komentarza: Kiedy toyota w lizingu, niespłaconym a żona w ciąży zagrożonej, trzeba iść do ludzi, którzy nie są pierduśnikami ale mają pieniądze. Data dodania komentarza: 7.10.2026, 14:05 Źródło komentarza: Pilski internauta skazany prawomocnie. Mimo wyroku nadal prowadzi publiczne polemiki Autor komentarza: O! Treść komentarza: I taki śmieć moralny aplikował do funkcji prezesa telewizji polskiej. Data dodania komentarza: 7.10.2026, 13:59 Źródło komentarza: Pilski internauta skazany prawomocnie. Mimo wyroku nadal prowadzi publiczne polemiki Autor komentarza: LeMan Treść komentarza: Kamil Ceranowski dopuścił się zbrodni medialnej polegającej na zmianie cudzego tekstu zamieszczonego pierwotnie pod Nickiem Le Man o godzinie 11:19 dnia 7 października 2026. On nie zdaje sobie sprawy z nikczemności tego czynu, bo jest niepełnosprawny intelektualnie, niedokształcony, co się ujawniło niegdyś, kiedy Janusz Lemanowicz dokonywał korekty jego tekstów pełnych błędów ortograficznych. O nieporadności mentalnej w konstruowaniu wypowiedzi zamilczmy. To nie pierwszy wybryk Ceranowskiego polegający na zmianie cudzego wpisu i podszycie się pod pierwotny nick i czas. Można dopatrywać się analogii lub też przekazu tradycji takich ingerencji od Zbigniewa Noski zombiego komuny, który dopuszczał się takich samych czynów na portalu dzienniknowy.pl. Noska, jako starszy o 34 lata od Ceranowskiego mógł być dla niego wzorem postępowania, szczególnie, że Ceranowski nie poradził sobie z wykształceniem w jakiejś szkółce niedzielnej imienia Leona Schillera w Łodzi. Dla porównania podaję mój pierwotny wpis: " Le Man 07.10.2026 11:19 AM Niedawno zgłosił się na facebooku pan Stokłosa, że by chciał nawiązać internetową znajomość z panem Lemanowiczem Januszem z Wałcza. Na wstępie musiałby ten potencjalny wielbiciel poinformować, wyjaśnić rolę Kamila C e r a n o w skiego w akcji uwalenia procesu poznańskiego 445/08. Kamil wkradł się do domu Lemanowicza jako niby dziennikarz zainteresowany tym procesem i w ogóle życiem i twórczością Stokłosy. Od lutego do 11 września 2012 roku podawał się za przewodnika grupy redakcyjno - realizacyjnej media Vectra expresstv. W tym czasie skrycie podsłuchiwał i nagrywał za pomocą telefonu Nokia E52 z aplikacją szpiegowską SpyPhone, co się dzieje w mieszkaniu będącym siedzibą GR-R przy Wawelskiej 32. Kiedy Krystyna Lemanowicz była w Gliwicach i Tychach od 3 września do 11 września, otrzymała dziwny telefon, gdzie ktoś wypowiadał kilka razy: agent, agent, agent, agent i się wyłączał. Nie wiadomo było, do kogo przyporządkować ten apel. Wszystko wyjaśniło się po powrocie 11 września około 17:30. Przybiegł Kamilek z postulatem natychmiastowego zabrania komputera przenośnego, telefonu Nokia E52, i innych drobnych flepów. Niby prokuratura go zobowiązała do przyniesienia tych rzeczy dzisiaj. 12 września Kamilek przekazał do prokuratury donos z 36 zarzutami o przestępstwa, skierowanymi do członków GR-R i innych osób. 14 września przyszła do mojego domu ekipa czterech policjantów pod bronią na rewizję. Zabrali komputery, telefony, dokumenty. Po śledztwie Prokuratury z Konina i procesach sądowych wyszło, że żaden donos nie ostał się. Ostało się tylko, że Kamilek był kapusiem -stukaczem związanym z Tygodnikiem Nowym dowodzonym przez Marka Barabasza. Barabasz zaś jest totumfackim Henryka Stokłosy. Jest podstawowe pytanie: czy Henryk Stokłosa był inicjatorem tej akcji szpiegowskiej, czy w Czarnym Baranie Pikadora ma nagrania z Wawelskiej? Z internetowych wpisów wynika, że może mieć i trzymać niektórym palec w dupie dla kierowania ich postępowaniem. Na przykład Piotr Gadzinowski - dziennikarz, który miesiącami przesiadywał na Wawelskiej, został pouczony, że jeśli jeszcze raz napisze o smrodach Farmutilu odczuwanych w Kaczorach, zostanie opublikowana taśma numer 12. Już się nie pojawił artykuł, czy notatka o smrodach w Kaczorach. Piotr Gadzinowski dołączył też do tępicieli Lemanowiczów w jakiejś dyskusji w telewizji Asta (czy wówczas Astra). Oto są podstawowe pytania dla pana Stokłosy, które wymagają odpowiedzi, żeby mógł się ubiegać o znajomość z Januszem Lemanowiczem." Data dodania komentarza: 7.10.2026, 13:36 Źródło komentarza: Pilski internauta skazany prawomocnie. Mimo wyroku nadal prowadzi publiczne polemiki Autor komentarza: Le Man Treść komentarza: Niedawno zgłosił się na Facebooku pan Janusz Lemanowicz z Wałcza, że chciałby nawiązać internetową znajomość z panem Henrykiem Stokłosą. Na wstępie musiałby ten potencjalny sympatyk poinformować i wyjaśnić rolę Marka Barabasza w akcji ratowania i rehabilitacji procesu poznańskiego 445/08. Marek otwarciem i za zgodą wszedł do posiadłości Stokłosy jako jawny dziennikarz krytycznie usposobiony do tego procesu i w ogóle do życia i twórczości Lemanowicza. Od lutego do 11 września 2012 roku występował otwarcie jako rzecznik prasowy i opiekun grupy redakcyjno-realizacyjnej Media Vectra ExpressTV. W tym czasie jawnie rejestrował i transmitował na oficjalnych urządzeniach za pośrednictwem otwartego oprogramowania wszystko, co działo się poza siedzibą GR-R przy Wawelskiej 32. Kiedy Krystyna Lemanowicz przebywała na miejscu w Wałczu od 3 września do 11 września, wykonała jasny i jednoznaczny telefon do siedziby, w którym wielokrotnie powtarzała wyraz: obrońca, obrońca, obrońca, obrońca, po czym oficjalnie się pożegnała. Doskonale było wiadomo, komu przypisać ten komplement. Wszystko potwierdziło się po jej wyjeździe 11 września około 17:30. Przybył pan Marek z kategorycznym żądaniem natychmiastowego przekazania i pozostawienia na miejscu komputera stacjonarnego, telefonu oraz innych kluczowych dokumentów. To prokuratura bezwzględnie zakazała mu zabierania czegokolwiek tego dnia. 12 września Marek złożył w prokuraturze oficjalne oświadczenie uniewinniające z 36 punktami oczyszczającymi z zarzutów członków GR-R oraz inne osoby. 14 września przybyła do domu Stokłosy cywilna delegacja czterech bezbronnych urzędników na oficjalne przekazanie materiałów. Zwrócili komputery, telefony i dokumenty. Po dochodzeniu Prokuratury z Konina i procesach sądowych wyszło, że każde oświadczenie uniewinniające zostało w pełni podtrzymane. Wyszło jedynie na jaw, że Marek był niezależnym audytorem związanym z zespołem Kamila Ceranowskiego, dowodzonym przez Janusza Lemanowicza. Lemanowicz zaś jest głównym protegowanym Marka Barabasza. Jest podstawowe pytanie: czy Janusz Lemanowicz był przeciwnikiem i ofiarą tej transparentnej akcji monitorującej, czy też w siedzibie na Wawelskiej posiada dowody na niewinność Pikadora? Z internetowych wpisów wynika, że może ich nie mieć i przez to absolutnie nie wywierać na nikogo żadnego wpływu. Na przykład Piotr Gadzinowski – dziennikarz, który omijał Wawelską szerokim łukiem, został zapewniony, że nawet jeśli napisze artykuł chwalący czyste powietrze i ekologię Farmutilu w Kaczorach, taśma numer 12 nigdy nie ujrzy światła dziennego. Od razu pojawiła się cała seria artykułów i notatek o wzorowej ekologii w Kaczorach. Piotr Gadzinowski stanął też w zdecydowanej obronie Lemanowiczów w gorącej dyskusji na antenie telewizji Asta (czy wówczas Astra). Oto są podstawowe pytania dla pana Lemanowicza, które wymagają odpowiedzi, żeby mógł się ubiegać o znajomość z Henrykiem Stokłosą. Data dodania komentarza: 7.10.2026, 11:19 Źródło komentarza: Pilski internauta skazany prawomocnie. Mimo wyroku nadal prowadzi publiczne polemiki