Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 4 listopada 2026 09:50

Zbrodnia w Jastrowiu - zapomniany obóz, zapomniana historia

Podziel się
Oceń

W lutym 1945 roku zamordowano na terenie Jastrowia kilkunastu pracowników przymusowych. Niektóre z odnalezionych zwłok były w bardzo złym stanie (m.in. ciała były nadgryzione przez świnie). Kto dokonał tych makabrycznych zbrodni? Łotysze? Niemcy? Sowieci?
Zbrodnia w Jastrowiu - zapomniany obóz, zapomniana historia
Uszkodzony most kolejowy koło Jastrowia

Źródło: KC

2 lutego 1945 roku w późnych godzinach wieczornych, po blisko dwóch dniach walk, Jastrowie zostało zdobyte przez Armię Berlinga. Broniące miasta niemieckie wojska wycofały się w kierunku wsi Podgaje. Jako ostatnie opuściły Jastrowie łotewskie oddziały osłonowe. Standtartemfuhrer Janums zarządził ich odwrót o 20:30. Prawdopodobnie rozkaz ten został ostatecznie wykonany dopiero około godziny 22. Jednostki Wojska Polskiego, które stacjonowały pod Piecewkiem, rozpoczęły wymarsz w kierunku Jastrowia w nocy 3 lutego 1945 roku. Dla pełnego obrazu należy dodać, że w walkach o Jastrowie uczestniczyły również formacje Armii Czerwonej. Ponadto, że żołnierzami Armii Berlinga dowodzili także rosyjscy oficerowie.

Ponad 20 lat po tych wydarzeniach, Zofia P. (mieszkanka Jastrowia) napisała list do Komisji Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Koszalinie. Nie nawiązywała w nim jednak do heroicznych walk, które toczyły się o miasto i okoliczne miejscowości. Poinformowała natomiast o tym, że dowiedziała się o zbrodniach, które wydarzyły się na początku 1945 roku w Jastrowiu. Okazało się, że wiadomości przekazane przez kobietę nie były wyssane z palca. Potwierdziły je bowiem późniejsze relacje świadków. Niestety, upływ czasu spowodował, że problemem stało się ustalenie sprawców. Ponadto liczby ofiar, ich tożsamości oraz miejsca i czasu dokonanych zbrodni.

Jednym z pierwszych żołnierzy, którzy 3 lutego 1945 roku pojawili się w Jastrowiu, był st. sierż. Kazimierz Kempa - z-ca dowódcy plutonu zwiadu 6 DP. Wspólnie z kolegami wszedł m.in. do budynku, który znajdował się przy ulicy Toepferstrasse (późniejsza Kilińszczaków). Mowa o piekarni Lothara Blenke. W relacji złożonej po latach opisał, że przy głównej ulicy znajdował się dwupiętrowy budynek, a obok piekarni zabudowania gospodarcze. Właśnie w jednym z tych ostatnich pomieszczeń żołnierze Armii Berlinga znaleźli 6 trupów z literą „P” na ubraniach – 5 mężczyzn i kobietę.

Kim byli sprawcy tej zbrodni i ich ofiary? Odpowiedź na pierwszą część pytania być może przynosi relacja chłopca, którego żołnierze WP znaleźli w pobliskim sklepie spożywczym, dokładnie w jego piwnicach. Młody mężczyzna miał około 15-16 lat i pochodził z Wołynia. Chłopiec rzekomo widział, że właściciel piekarni zawołał jakiegoś mundurowego, który w budynku gospodarczym zastrzelił te 6 osób. Rzekomo miało to miejsce jeszcze podczas pobytu jednostek niemiecko-łotewskich w Jastrowiu. Kempa i towarzyszący mu żołnierze znaleźli w pobliżu miejsca zbrodni fotografie i inne osobiste rzeczy niektórych z ofiar. Na tej podstawie ustalili, że wśród zastrzelonych było 5 polskich żołnierzy - uczestników wojny obronnej 1939 roku. Prawdopodobnie nazywali się: Kocięga (Kolęda), Garbiec, Magiera, Koliński i Tręda (Trenda). Warto dodać, że słowa chłopca z Wołynia uwiarygadnia w pewien sposób relacja świadka - Bernarda S., który jako pracownik przymusowy przebywał podczas wojny na terenie Jastrowia. Charakteryzował on Lothara Blenke jako osobę niezwykle wrogo nastawioną do Polaków. Rzekomo napis na drzwiach jego piekarni głosił, że psom, Żydom i Polakom wstęp wzbroniony. Bernard S. był prawdopodobnie dobrze traktowany przez niemieckiego pracodawcę, którym był spedytor kolejowy Hans Lammer. Dlatego jego charakterystyka Lothara Blenke wydaje się być wiarygodna i pozbawiona chęci odwetu za okres okupacji.

Kolejne informacje na temat miejsc zbrodni przynosi relacja Bartłomieja L. Mowa w niej o obozie, który znajdował się między cmentarzem a tartakiem w Jastrowiu. W barakach przebywało od 150 do nawet 300 pracowników przymusowych. Wśród nich były osoby różnej narodowości (Polacy, Francuzi, Anglicy). Jednym z nich był Władysław Pindera – pierwszy po wojnie burmistrz Jastrowia.

Bartłomiej L. po latach wspominał, że na terenie obozu rozstrzelano dwie rodziny - łącznie 6 Polaków. Oprawcami mieli być członkowie łotewskiej dywizji SS. Powyższą relację uzupełnia kolejny pracownik przymusowy - Józef F. Doprecyzowuje on, że zamordowanymi byli: mężczyzna z żoną i dwójką dzieci, oraz "Zenon z Łodzi z narzeczoną". W tym miejscu należy ponownie wspomnieć o liście Zofii P, który zainicjował całą sprawę. Prawdopodobnie podaje ona dane osobowe jednej z ofiar. Mowa o Zenonie Chrzanowskim z Łodzi (ur. 12 marca 1923 roku), który został pochowany w zbiorowej mogile na cmentarzu w Jastrowiu. Wedle słów kobiety, tablicę nagrobną ufundowała jego rodzina. Znajdował się na niej napis „zginął śmiercią tragiczną 27 stycznia 1945 roku”. Kolejne uzupełnienie wnoszą słowa Bronisława F. (uczestnik wojny obronnej 1939, pracownik przymusowy). Dowiadujemy się z nich, że żony fryzjerów były siostrami (Irena Klewkowicz z siostrą Marią), mord nastąpił poprzez strzał w tył głowy, a zbrodnia została dokonana przed wkroczeniem Wojska Polskiego!

Wspomniane relacje budują spójny przekaz. Mamy 12 polskich ofiar (3 kobiety, 7 mężczyzn i 2 dzieci), które zostały zamordowane tuż przed wkroczeniem Wojska Polskiego do Jastrowia. Określeni są również sprawcy zbrodni. Mowa o Niemcach lub Łotyszach (ci ostatni byli szczególnie wrogo nastawieni do Polaków, wspomina o tym np. pracownik przymusowy, Franciszek T.). Określone też zostały niektóre miejsca zbrodni: teren baraków obozowych (ofiary zastrzelono koło rowu lub przeniesiono w to miejsce) oraz budynek należący do Lothara Blenke. Do tego można jeszcze dodać relacje Józef B., który mówił o 8 trupach znalezionych w obozie (wspomniane rodziny „fryzjerów” oraz dwie bliżej nieznane osoby), Bartłomieja L., który wspomniał o zamordowaniu na terenie Jastrowia kilkunastu pracowników przymusowych, Bernarda S., który po powrocie na teren Jastrowia dowiedział się o rozstrzelaniu 18 -20 osób (najwięcej koło obozu) oraz Leona O., który wskazał zabitego przy ulicy Żymierskiego 4 lub 6.

W tym miejscu nie można jednak postawić kropki przy całej historii. Rodzą się bowiem liczne wątpliwości. W pierwszej kolejności należy rozważyć te, które dotyczą zabitych w obozie. Mowa o osobach, które dla lepszej narracji nazwałem „rodziną fryzjerów”. Pod koniec stycznia 1945 roku przebywające w barakach osoby zostały ustawione w kolumnę, która pod niewielką eskortą wymaszerowała w kierunku Sypniewa. W trakcie marszu część osób postanowiła uciec. Tak uczyniła m.in. „rodzina fryzjerów”. Według relacji Bartłomieja L., znaleźli oni schronienie w jednym z gospodarstw na tzw. Zagórzu (obecnie część miasta Jastrowie). Nie jest do końca jasne, w którym momencie je opuścili. Świadek podaje, że 2 lutego, we wczesnych godzinach rannych, w gospodarstwie pojawili się żołnierze Wojska Polskiego. Rzekomo około południa "rodzina fryzjerów” postanowiła udać się po resztę swoich rzeczy na teren obozu w Jastrowiu. W tym miejscu należy wspomnieć krótki opis walk o Jastrowie, który zamieściłem na samym wstępie. Na tej podstawie bardziej prawdopodobne wydaje się, że żołnierze Wojska Polskiego znaleźli się w Zagórzu 3 lutego 1945 roku. W takim przypadku śmierć „rodziny fryzjerów” (być może także pozostałej dwójki osób z terenu obozu), w wyniku strzałów w potylicę, nastąpiła już po opuszczeniu miasta przez niemiecko-łotewskie formacje. Prawdopodobne, że stało się to także po przejściu polskich wojsk frontowych, które wyruszyły m.in. w kierunku Nadarzyc. Wskazuje na to relacja Bartłomieja L. - pracownika przymusowego w okresie II wojny światowej. Mowa w niej, że "rodzina fryzjerów" została zamordowana, kiedy wojska przeszły i została komendantura. Należy zatem postawić pytanie: kto ich zabił? Niemcy? Łotysze? Sowieci?

Kolejne wątpliwości pojawiają się w przypadku mordów dokonanych w zabudowaniach Lothara Blenke. Przypominam, że zwiad pod dowództwem st. sierż. Kempy, który pojawił się w tym miejscu w nocy 3 lutego, znalazł 6 trupów: kobietę i pięciu żołnierzy września 1939. Kim byli ich mordercy? Można wskazać na Łotyszy lub Niemców. Być może miał w tym swój udział również Lothar Blenke. Wydaje się natomiast oczywiste, że zdarzenie miało miejsce przed wkroczeniem Wojska Polskiego. Na tym jednak nie koniec historii. Przypominam, że żołnierze zwiadu przeszukiwali okoliczne budynki. W ten właśnie sposób znaleźli chłopca z Wołynia, który znajdował się w piwnicach jednego ze sklepów.

Należy wspomnieć, że bezpośrednio przy piekarni Lothara Blenke znajdowały się nieruchomości należące do Maxa Schmellinga. W jednym z jego budynków gospodarczych znaleziono kolejne zwłoki. Nie natrafili jednak na nie żołnierze ze zwiadu Kempy. Odnalazł je m.in. Władysław G. (jeniec wojenny, pracownik przymusowy) - dwa dni po opuszczeniu miasta przed niemiecko-łotewskie oddziały! Można więc założyć, że było to 4-5 lutego 1945 roku. W chlewie znajdowały się szczątki 6 osób. Wszystkie zostały zabite strzałem w potylicę. Mowa o 2 kobietach i 4 mężczyznach. Pierwsza z nich pracowała u Schmellinga, druga w masarni. Kobiety miały na ubraniu znak „Ost” (tak oznaczano osoby pochodzące ze Wschodu, także Polaków). Również jeden z zabitych mężczyzn był pracownikiem Schmellinga. Nieco mniej ofiar w swojej relacji podaje Bartłomiej L. (podczas wojny pracownik w Zagórzu), który stwierdził, że w chlewie były cztery osoby: dwie kobiety i dwóch mężczyzn! Ich zwłoki były pogryzione przez świnie. Józef F., widział jedynie martwego mężczyznę (w budynku przy piekarni), którego ciało również nadgryzły świnie. Także Franciszek T. widział na gospodarstwie Schmelinga zwłoki pogryzione przez zwierzęta. W tym miejscu należy przypomnieć, że zwiadowcy st. sierż. Kempy nie natknęli się na te zwłoki, mimo że byli w tym miejscu 3 lutego i dość dokładnie przeszukiwali budynki. Można więc założyć, że ofiary z chlewa Schmellinga zostały zabite później. Tego rodzaju hipotezę komplikuje nieco relacja Antoniego S., który widział 6 zabitych w gospodarstwie Maxa Schmellinga. Ten świadek wskazuje moment dokonania zbrodni (przed wkroczeniem Armii Berlinga) oraz potencjalnego zabójcę. Rzekomo widział mężczyznę w szarym mundurze, który wychodził z pistoletem z chlewa. Ponadto fragment ciała kobiety, która dogorywała. Nie słyszał jednak żadnego strzału. Oczywiście można założyć, że słowa tego świadka odnoszą się do mordu, który opisywał st. sierż. Kempa. Należy też pamiętać, że wszystkie relacje były składane kilkanaście lat po dokonaniu mordów na terenie Jastrowia. Stąd może również wynikać ich niespójność.

Śledztwo w sprawie mordów na pracownikach przymusowych umorzono na początku lat 70. XX wieku. Oficjalnym powodem było nie wykrycie sprawców i trudności w dotarciu do prawdy. Przyjęto, że zamordowano na terenie Jastrowia 22 pracowników przymusowych. 10 na terenie obozu, 6 w chlewie Schmellinga i 6 w zabudowaniach Lothara Blenke. Z pewnością jednak była to lista niepełna. W relacjach świadków pojawiają się bowiem informacje o zabitych w Zagórzu, przy ulicy Żymierskiego i innych miejscach. Nieznany pozostaje los także wielu pracowników przymusowych z terenu Jastrowia. Na przykład Amerykanów, którzy pracowali w lesie między Jastrowiem a leśnictwem Smolary i w Byszkach. Wspomina o tym jedno z pism ze ZBOWID w Wałczu (z 30 marca 1970).

Czy zagadkę śmierci pracowników przymusowych z Jastrowia uda się kiedykolwiek wyjaśnić? Czy poznamy wszystkie ofiary i miejsca ich kaźni? Trudno odpowiedzieć na te pytania. Pozostaje mieć nadzieję, że rodziny byłych pracowników przymusowych posiadają jakieś wspomnienia i podzielą się z Czytelnikami portalu 77400. Wiele takich osób zostało przecież na terenie powiatu złotowskiego po zakończeniu wojny. Może część tajemnicy potrafią odsłonić też jastrowscy grabarze, którzy zapewne trafiali/trafiają na ślady po obozie utworzonym przez Niemców dla pracowników przymusowym.

 

 

Źródła:

Archiwum AIPN

Materiały śledcze Komisji Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu

Jerzy Rydłowski, Żołnierze lat wojny i okupacji, wyd. MON, 1971

Robert Wróblewski, Oddziały 15 Waffen-Grenadier Division der SS w walce o Złotów, Jastrowie i Podgaje w 1945 roku (cz. 1), Poligon nr 4, 2013

Robert Wróblewski, Oddziały 15 Waffen-Grenadier Division der SS w walce o Złotów, Jastrowie i Podgaje w 1945 roku (cz. 2), Poligon nr 5, 2013

Artykuł powstał w 2016 roku


Napisz komentarz

Komentarze

Andrzej 11.11.2025 12:10 PM
Coś jest na rzeczy ojciec wprowadził się do Jastrowie w latach pięćdziesiątych opowiadał że po wojnie w podwórzach tej piekarni lub okolicach znaleziono zwłoki ludzkie podtopione w szambie

Temperatura: 7°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 1034 hPa
Wiatr: 6 km/h

Reklama Marcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: Prezes jest nagi Treść komentarza: O SM Piast macie zamiar milczeć? Grubas już u kolegi jest pucowany. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 20:20 Źródło komentarza: Dane osobowe na parkingu. Tak w Złotowie chroni się prywatność mieszkańców? Autor komentarza: Herr komendante! Treść komentarza: Przy okazji pana deklaracji wziął pan komendant współodpowiedzialność także za tych bandziorów, którzy napadli na Państwo Holecckich, którzy to Państwo postawili swoje auto PRAWIDŁOWO!, na terenie prywatnym należącym do parafii, ponadto za zgodą proboszcza parafii. Policja nie miała prawa stawiać tam żadnego znaku drogowego, nie miała nawet prawa tam wejść ani podejmować jakiejkolwiek interwencji. Ponadto że ci policjanci nie byli tam przypadkowo, nie trzeba nawet wspominać. O tym, że nagrania z interwencji oczywiście także nie mają, również. Także czekamy komendancie na pana apel potepiający tych policjantów celem oczyszczenia całej służby, która cierpi przez tuSSkowych podpalaczy. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 17:55 Źródło komentarza: Policja między służbą państwu a politycznym posłuszeństwem. O bezrefleksyjności złotowskiej komendy Autor komentarza: Proces gnilny Treść komentarza: Ryży gnije na naszych oczach. Porównując to baterii w telefonie to pozostało tego jeszcze 3% max. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 15:42 Źródło komentarza: Policja między służbą państwu a politycznym posłuszeństwem. O bezrefleksyjności złotowskiej komendy Autor komentarza: Panie komendancie biją w tarabany! Treść komentarza: Panie komendancie! Alarm. Szykuj pan oddział! Bunt w policji stołecznej i piasecznej!! Funkcjonariusze ODMÓWILI usunięcia demonstrantów sprzed Trybunału Konstytucyjnego! Data dodania komentarza: 3.11.2026, 13:20 Źródło komentarza: Policja między służbą państwu a politycznym posłuszeństwem. O bezrefleksyjności złotowskiej komendy Autor komentarza: Skasuj pan ten wpis bo z nim zostaniesz Treść komentarza: Zastępcy Żurka uderzają w Tuska. Mowa o zbrojnej grupie przestępczej Pięciu zastępców Prokuratora Generalnego uderza w Donalda Tuska i Waldemara Żurka. W zawiadomieniu dotyczącym wydarzeń wokół TK mowa o podejrzeniu popełnienia wyjątkowo poważnych przestępstw. Zastępcy Żurka składają zawiadomienie W poniedziałek 2 listopada Stowarzyszenie Prokuratorów Ad Vocem poinformowało, że pięciu zastępców Prokuratora Generalnego wysłało zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstw związanych z wydarzeniami z 30 i 31 października. Pod dokumentem wymieniono pięć nazwisk: Dariusza Barskiego, Roberta Hernanda, Tomasza Janeczka, Michała Ostrowskiego i Krzysztofa Sieraka. Zawiadomienie dotyczy premiera Donalda Tuska, ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego, ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, a także Krystiana Markiewicza, Anny Korwin-Piotrowskiej, Macieja Berka, nieustalonych dowódców akcji policyjnej i innych osób. Dokument skierowano do zastępcy Prokuratora Generalnego ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Beaty Marczak. Grupa przestępcza o charakterze zbrojnym? Tak napisano w zawiadomieniu Autorzy pisma powołują się na art. 128 § 1 i 3 oraz art. 258 § 2 Kodeksu karnego. Wskazują na podejrzenie działań wymierzonych w konstytucyjny organ państwa. W dokumencie czytamy o: Działalności zmierzającej bezpośrednio do urzeczywistnienia celu w postaci usunięcia przemocą konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej – Trybunału Konstytucyjnego i jego Prezesa oraz wywierania przemocą wpływu na czynności urzędowe ww. organów konstytucyjnych. Autorzy zawiadomienia wskazują, że działania te miały zostać podjęte: w krótkich odstępach czasu, w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, w ramach zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym. Art. 258 § 2 Kodeksu karnego dotyczy udziału w zorganizowanej grupie albo związku mających charakter zbrojny lub zmierzających do popełnienia przestępstwa o charakterze terrorystycznym. W dokumencie mowa o napaści na prezydenta Na tym jednak nie koniec. Drugi wątek zawiadomienia dotyczy wydarzeń, które rozegrały się podczas nocnej wizyty prezydenta Karola Nawrockiego w Trybunale Konstytucyjnym. Drugie z opisywanych przestępstw dotyczy czynnej napaści na Prezydenta RP w dniu 31 października 2026 roku podczas jego wejścia do siedziby Trybunału Konstytucyjnego przy Al. Szucha 13a w Warszawie. W tym przypadku autorzy dokumentu wskazują na art. 135 § 1 Kodeksu karnego, dotyczący czynnej napaści na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Ad Vocem wskazuje, kto powinien zająć się sprawą Stowarzyszenie Ad Vocem podkreśla, że zawiadomienie powinno zostać rozpoznane przez Beatę Marczak. Jedyną osobą, która może rzetelnie i niezależnie rozpoznać to zawiadomienie, jest Zastępca Prokuratora Generalnego do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Beata Marczak, zwłaszcza że dotyczy ono m. in. czynu z art. 258 par. 2 kk, a więc działania zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym – przekazano w komunikacie. Stowarzyszenie zaznacza również, że sprawy nie powinien nadzorować Waldemar Żurek, ponieważ sam został wymieniony w zawiadomieniu. Gorąco wokół Trybunału Konstytucyjnego. Żurek wykonał pierwszy ruch Przypomnijmy, że w piątek 30 października minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek poinformował o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego pięciu wniosków o uchylenie immunitetów. Cztery dotyczą prezesa TK Bogdana Święczkowskiego, a jeden wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego. Jak informowaliśmy na Tysol.pl, dokumenty liczą łącznie 224 strony. Do Trybunału przekazano również 50 tomów akt dotyczących czynów wskazanych we wnioskach. Spór o kierownictwo Trybunału Konstytucyjnego W tym samym czasie doszło do gwałtownego zaostrzenia konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Anna Korwin-Piotrowska wydała zarządzenia przewidujące miesięczną przerwę w wykonywaniu czynności służbowych przez Bogdana Święczkowskiego i Bartłomieja Sochańskiego. Ogłosiła również „przejęcie obowiązków” związanych z kierowaniem TK. W opublikowanym na oficjalnym profilu Trybunału Konstytucyjnego na platformie X komunikacie zarzucono bezprawne przejęcie strony internetowej TK i podkreślono, że prezesem pozostaje Bogdan Święczkowski, a wiceprezesem Bartłomiej Sochański. Prezydent przerwał lot do Senegalu Wydarzenia wywołały zdecydowaną reakcję prezydenta Karola Nawrockiego, który przerwał zagraniczną podróż do Senegalu i wrócił do Polski. W oświadczeniu Pałacu Prezydenckiego działania wokół Trybunału określono jako naruszenie porządku konstytucyjnego i siłowe przejęcie organu państwa. Bogdan Święczkowski nie zamierza ustępować. W niedzielę 1 listopada pojawił się przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego, gdzie domagał się umożliwienia mu wejścia do budynku. Podkreślił, że nadal pełni funkcję prezesa TK i nie został z niej odwołany. Wtorek może być kolejnym ważnym dniem Na wtorek 3 listopada zaplanowano Zgromadzenie Ogólne Sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którego zwołanie przez Korwin-Piotrowską budzi sprzeciw dotychczasowego kierownictwa TK. Co więcej, tego samego dnia odbędzie się także nadzwyczajne Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego, zwołane przez I prezesa SN Zbigniewa Kapińskiego. Tematem spotkania będą zagrożenia dla porządku konstytucyjnego Rzeczypospolitej Polskiej. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 12:30 Źródło komentarza: Policja między służbą państwu a politycznym posłuszeństwem. O bezrefleksyjności złotowskiej komendy Autor komentarza: W czyim imieniu? Treść komentarza: Panie komendancie, miałeś pan okazję siedzieć cicho i zostać po stronie przyzwoitości. Publikacje tego listu była rozkazem? Konsultował to pan z policjantami? Pamietaj, że komendantura się kiedys kończy a człowiekiem będziesz pan do padołu pozostać, chodzić do sklepu, do lekarza i patrzeć ludziom w oczy. Parlamentarzyści już całej opozyjcji od lewicy do prawicy interweniują i przeprowadzają kontrole poselskie w MSWiA ws. działań policji w Trybunale Konstytucyjnym. Politycy chcą ustalić, kto wydał rozkazy dotyczące siłowego wejścia do TK i wprowadzenia do budynku osób wybranych przez Sejm. Śliwka zwrócił przy tym uwagę na wydarzenia z udziałem prezydenta Karola Nawrockiego. "Jak to jest możliwe, że na placu Trybunału Konstytucyjnego stoi 700, 800 funkcjonariuszy policji, w pewnym momencie nawet ponad tysiąc, a polski prezydent jest szarpany przez jakichś uzurpatorów?" Data dodania komentarza: 3.11.2026, 12:26 Źródło komentarza: Policja między służbą państwu a politycznym posłuszeństwem. O bezrefleksyjności złotowskiej komendy