Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 9 lutego 2026 20:58

Flucht - oszukać przeznaczenie

Podziel się
Oceń

Czy można oszukać przeznaczenie? To niewątpliwie dyskusyjne pytanie. Niektóre historie związane z Krajną zdają się jednak potwierdzać, że jest to możliwe. Takim przykładem są dzieje byłej mieszkanki Krajenki i jej rodziny. Wkrótce na 77400 pojawią się podobne historie.
Flucht - oszukać przeznaczenie
Krajenka (Krojanke), jesień 1939

Autor: Fot. Zbiory GB Krajenka

1 września 1939 roku wojska niemieckie zaatakowały tereny II Rzeczpospolitej. Jeden z kierunków agresji biegł m.in. z Ziemi Krajeńskiej, która po pierwszej wojnie światowej nie zrzuciła jarzma pruskiego zaboru. Konsekwencją niekorzystnych rozstrzygnięć międzynarodowych stało się między innymi to, że obszar ten poddany został silnej germanizacji. Nie powinien zatem zaskakiwać fakt, że wielu ówczesnych mieszkańców Krajenki z entuzjazmem przyjęło fakt wybuchu II wojny światowej. Dowodem potwierdzającym tego rodzaju twierdzenie są chociażby zachowane fotografie z krajeńskiego rynku, na których miejscowa ludność świętuje sukcesy frontowe razem z żołnierzami Wehrmachtu.

Sześć lat później nie było już śladu po tamtej radości. Większość Niemców miała świadomość zbliżającej się klęski. Dla mieszkańców zachodniej Krajny stało się to oczywiste na początku stycznia 1945 roku. To właśnie wówczas niemiecki gauleiter Franz Schwede–Coburg ogłosił hasło „Regen” („Deszcz”) dla południowo–wschodnich powiatów Pomorza, które oznaczało dla ludności cywilnej konieczność przygotowania się do opuszczenia zagrożonego terenu. Kolejne tego typu zarządzenie o kryptonimie „Hagel” („Grad”) zawierało już nakaz ewakuacji. Zostali nim objęci nie tylko stali mieszkańcy Krajenki i najbliższych miejscowości, ale również bliżej nieokreślona liczba osób, która w rożnym czasie przybyła na ten obszar.

Publikacje niemieckie wskazują, że tuż przed wkroczeniem Sowietów Krajenka była niemal całkowicie opustoszała. Potwierdza to również relacja Polaka, Bernarda Kokowskiego, który przebywał wraz z rodziną na terenie miasta w momencie przejścia frontu. Tak opisywał przebieg ewakuacji: „Większa część niemieckiej ludności zastosowała się w Krajence do rozkazu wyjazdu, opuszczając miasteczko w dniu 27 i 28 stycznia 1945 roku. Hitlerowcy byli bezwzględni jeśli chodzi o wysiedlanie. Chodzili po domach i kazali szykować się. Kto nie miał własnego środka lokomocji miał ładować się do wojskowych samochodów, które odwoziły ludność do Szczecinka i dalej. Rodzina moja – ażeby uniknąć ewakuacji – ukryła się w piwnicy”.

Na wyjazd zdecydowała się również Margarete Franz oraz jej dzieci. Nazwisko rodowe tej kobiety brzmiało Stachnik. Niewykluczone więc, że miała polskie korzenie. Warto dodać, że nazwisko to było dość dobrze znane w Krajence, a to za sprawą batalii o zachowanie polskiej szkoły w tym mieście. W 1932 roku placówka została ostatecznie zamknięta przez Niemców. Oficjalnym powodem była zbyt mała liczba uczniów. Wcześniej władze niemieckie zastosowały szantaż ekonomiczny, wywierając w ten sposób presję m.in. na rodzinę Stachników, by ta zaniechała posyłania dzieci do polskiej szkoły. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że Margarete Franz była z nimi spokrewniona.

Masowe ucieczki rozpoczęły się prawdopodobnie na tydzień przed wkroczeniem Armii Czerwonej do Krajenki. Ludność otrzymała zalecenie udania się do powiatu Ueckermunde (Meklemburgia). Ostatni transport kolejowy w tym kierunku wyruszył w południe 26 stycznia 1945 roku. Piła była już pod ostrzałem artylerii, właśnie z tego powodu pociąg ewakuacyjny pojechał przez Złotów. Niektórzy uciekinierzy korzystali z własnego transportu. Tak postąpiła Margarete Franz i jej dzieci, którzy razem udali się na północ. Nie byli zatem świadkami późniejszego spalenia Krajenki, nie padli też ofiarą gwałtów i grabieży ze strony Sowietów.

Można napisać, że mieli szczęście. To zdawało ich jednak opuszczać. Przemieszczaniu nie sprzyjały bowiem panujące wówczas warunki. Mowa o siarczystych mrozach (sięgały około minus 30 stopni Celsjusza), dużych opadach śniegu oraz chaosie towarzyszącym działaniom wojennym. Zapewne to wszystko razem spowodowało, że nie dotarli na czas do Gdyni. Statek pasażerski M/S „Wilhelm Gustloff”, którym planowali udać się do Niemiec, wypłynął z portu 30 stycznia 1945 roku. Tego samego dnia wojska sowieckie zdobyły Krajenkę i rozpoczęły niszczenie miasta.

Pozorny pech okazał się jednak szczęśliwy w skutkach. M/S „Wilhelm Gustloff”, z około 10 000 pasażerami na pokładzie, został zatopiony 30 stycznia około godziny 22:25. Stało się tak za sprawą trzech torped, które zostały wystrzelone przez sowiecki okręt podwodny S-13. W wyniku rozkazu kmdr. ppor. Aleksandra Marineski niemal wszyscy pasażerowie M/S „Wilhelm Gustloff zginęli. Należy wspomnieć, że czyn ten nie został uznany za zbrodnie wojenną. Statkowi pasażerskiemu towarzyszył bowiem torpedowiec „Löwe”. Zatopienie „Gustloffa” było więc zgodne z Traktatem w sprawie ograniczenia uzbrojenia morskiego z 25 marca 1936 r.

Margarete Franz i jej dzieci dotarli na teren Niemiec kolejnym okrętem. Bezpieczne schronienie znaleźli w miejscowości Lutten koło Oldenburga i przeżyli wojnę. W późniejszym okresie dołączył do nich również Lucjan Franz – mąż Margarette. Tragiczna historia II wojny światowej zakończyła się więc dla nich dość szczęśliwie. Mogło być jednak inaczej. Równie dobrze data 30 stycznia 1945 roku mogła zapisać się tragicznymi głoskami w historii tej rodziny.

 

 

 

źródła:

T. Gasztold, Na drogach ewakuacji, s. 161–162, [w:] red. Andrzej Czechowicz, Pogranicze i Kaszuby w latach terroru, Koszalin 1970

H. Lindenblatt, Pommern 1945: eines der letzten Kapitel in der Geschichte vom Untergang des Dritten Reiches, Wurzburg 1984

H. Brodziak, Krajenka miasto i gmina, Krajenka 2001

strona internetowa Muzeum II wojny światowej

https://www.gedenkseiten.de/ursula-funke/


Napisz komentarz

Komentarze

pochmurnie

Temperatura: -5°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 1013 hPa
Wiatr: 16 km/h

ReklamaMarcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: TWWitoldTreść komentarza: PopławskiData dodania komentarza: 9.02.2026, 20:14Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: WH 2054KTreść komentarza: A ten funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa jeszcze pracuje w spółdzielni? Ten co się Mokrej garażami zajmował.Data dodania komentarza: 9.02.2026, 20:05Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: Pani w szlafrokuTreść komentarza: Kaźmierz brewka to stary ORMOWIEC o pseudonimie Witold Zacznijmy od tego w jakiej kondycji była spółdzielnia rolnik gdy brewka ją przejmował.mlyny,masarnie,piekarnie,sklepy praktycznie w każdej wiosce,nawozy,itp a ze ormowiec brewka był niekompetentny na danym stanowisku ,to go robił aby wyjść na koniec roku na minimalny plus z zyskiem? No oczywiście że musiał zawsze coś sprzedać. Ale najpierw zanim sprzedał to porządnie daną nieruchomość wyremontował, aby potencjalny kupiec nie musiał włożyć złotówki w remont. Pomijając fakt że sprzedawał tą rodzinę lub znajomych, po zaniżonych cenach.ja masarnie w Świętej ,lub sklep z działką 700m2 nie opodal radawnicy ,który to sprzedał swojemu kuzynowi za jedyne 60 tyś zł 😅 oj brewka brewka . Pozatrudniał swoją rodzinę jako podwykonawcę rozwożącego pieczywa z piekarni Rolnik w radawnicy .A rodzina przez 15 lat wyprowadziła ze spółdzielni rolnik ponad 1mln zł zawyżając kilometrówkę 😅 te całe pomyje wylewane na prezeskę Magdę są zapewne przez osoby zwolnione za kradzież ,i inne przewinienia.pracownicy chodzą tam ja święte krowy ,nie raz wygląda to tak jakby za darmo w spółdzielni pracowali .np ja piekarze którzy sobie z panią kierownik piekarni wynosili codziennie świeże wyroby w dużych ilościach .średnio rocznie rolnik ponosił straty około 30tys zł przez lepkie ręce piekarzy i pani kierownik . Tak że prawda sama się obroni ,teczki całe szczęście są,Brewka ty już się tak cieszył nie będziesz ja w dzień odwołania prezeski Magdy.a piekarze piszące oszczerstwa na prezeskę ,chciałabym dodać że jest monitoring zabezpieczony jak sobie wynoście pieczywo ☺️Data dodania komentarza: 9.02.2026, 20:01Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: Byly pracownik.Treść komentarza: Co za bzdety. Mówisz: "wymienić personel". Jasne, tylko na kogo? Dziś o pracownika w handlu jest trudniej niż o dobrego lekarza. Jeśli dowalisz im pełną odpowiedzialność materialną za każdy ubytek w tym kradzieże klientów , to nikt normalny nie przyjdzie tam pracować za rynkową stawkę. Zostaną tylko tacy, którzy faktycznie będą musieli kombinować jeszcze bardziej, żeby wyjść na swoje.Data dodania komentarza: 9.02.2026, 19:54Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: wyeliminowac kradzieże to podstawa bytu.Treść komentarza: Wszyscy tylko na p.Preses a co ekspedientki to świete krowy ? Oszukiwały klientów. Nowy pelsonel sklepowy musi być .Najlepiej aby były osobne stoiska małe ze sprzedawczynią,która bedzie materialnie odpowiadała za towar. Żabka ma sposób ,zróbcie to samo.Osobne małe stoiska plus magazynierka odpowiedziałna od ,której beda dobierać towar na WZ a pod koniec kazdego miesiąca Faktura Vat z magazynu. Nie będzie oszukiwała klienta jedna czy druga bo straci klientów i pracę. Zmienić wystrój sklepu DELIKATESY lub tylko jedna kasa u wyjścia ze sklepu i kamery na klientów z obserwtorem klientów.Data dodania komentarza: 9.02.2026, 19:18Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: Były pracownikTreść komentarza: Z uśmiechem na twarzy czytam zarzut, że była pani prezes nie mogła pożegnać się z pracownikami. Jestem przekonany , że na palcach jednej ręki możnaby policzyć tych , którzy na takie pożegnanie byliby chętni. Powiem więcej wśród załogi strzelały korki od szampanów w dniu odwołania tejże pani. Pożegnanie może sobie urządzić w lokalu a nie na terenie firmy. Życzę powodzenia w zapewnieniu frekwencji. Najlepszym dowodem na radość pracowników jest fakt , iż pod odwołaniu tej osoby zaczynają oni wracać do firmy na swoje stanowiska pracy i z podniesionym czołem, nową energią i nadzieją wykonują swoje obowiązki służbowe. Chciałbym jeszcze wspomnieć o wszechobecnym sponsoringu pani Brylańskiej -Ziomek. Rozdawanie nie swoich pieniędzy przychodziło jej z łatwością od pierwszych dni . Przypomnę kilkanaście tysięcy dla Złotowianki, sponsorowanie FAIR-PLAY Złotów, bułeczki , kiełbaski na szkolne wyjazdy i wiele innych. Mogę się tylko domyślać, że niejednokrotnie były to cele prywatne. Takie rzeczy pracownicy doskonale pamiętają pani Magdo!!! Osobiście również wspieram Fundację Złotowianka ale z własnych środków i mierzę siły na zamiary. Dodam jeszcze, że pisanie takich artykułów nie służy przyszłości tej firmy. Warto byłoby obiektywnie ocenić sytuację zanim napisze się takiego stronniczego paszkwila. "Jeden z wielu " wyjaśnia skąd takie nastawienie dziennikarza. Życzę powodzenia zarządowi i nowej Pani Prezes w uporządkowaniu firmy. Życzę również powodzenia w odbudowaniu atmosfery, która przez dziesiątki lat panowała w Spółdzielni a którą tak szybko udało się popsuć.Data dodania komentarza: 9.02.2026, 16:47Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?