Do naszej historii dotarł pasjonat, historyk, autor wielu książek, współproducent filmów i scenarzysta. To dla nas ogromnie ważne, bo choć nasza praca nie jest spektakularnie wyceniona w planowanej produkcji, symboliczna gratyfikacja schodzi tu na drugi plan. Największą wartością jest samo dostrzeżenie tego, co zrobiliśmy, i wyjątkowość źródeł, o które jak go nazwiemy dalej- badacz nas zapytał i jak je określił w rozmowie.
Na tym etapie nie możemy ujawnić, kto stoi za projektem ani jakie są jego szczegółowe plany. Przy tego typu realizacjach obowiązują nas zobowiązania poufności-swoiste NDA i twarde reguły dotyczące praw producenckich i zobowiązań po jego stronie. Możemy więc opisać ten moment po swojemu, ale bez wskazywania, co dokładnie wzbudziło Ich zainteresowanie i co chcą udokumentować. Zależy nam jednak, by zanim cokolwiek powstanie (tak też niestety się zdarza) albo nawet jeśli ostatecznie nie powstanie pokazać, jak ludzie z branży patrzą na nasz dorobek. To niezwykle ciekawe, bo już teraz ktoś zwraca uwagę na naszą pracę i ocenia ją w sposób, na jaki my sami, z naturalnej autoskromności, dotąd sobie nie pozwalaliśmy.
Dlatego dzielimy się tym tylko fragmentarycznie, ostrożnie, bez szczegółów, tak aby nie przekreślić tego, co właśnie jest planowane. Jeśli w przyszłości powstanie z tego duży projekt, będzie wspaniale ale już dziś fakt, że sięgają po nasze materiały i traktują je jako ważne źródło, jest dla nas wymiernym dowodem, że warto było przez lata pracować na swoim podwórku.
Do naszych materiałów dotarł szczegółowy dokument, który ma przekonać producentów do realizacji większej, szeroko zakrojonej produkcji. Z zaskoczeniem widzimy, że jesteśmy w nim obecni nie jako margines, ale jako ważny element opowieści. Autorzy planu rozpisali nie tylko główną koncepcję, lecz także sposób, w jaki pokażą naszą pracę: jakie tło pojawi się za naszymi plecami, pod jakim kątem ustawią kamerę, jaki zrobią najazd, jakie ujęcia miasta wplotą w narrację.
Nasze miasto również ma skorzystać -przewidziano plany ogólne, ale i sceny z codziennej działalności, którą na co dzień prowadzimy. W tabelach opisano nawet rodzaj oświetlenia: czy światło ma być naturalne, czy sztuczne, jak ma kształtować nastrój. Wrażenie jest takie, jakby każda sekunda filmu była już wstępnie zaaranżowana, od pierwszego kadru po ostatnie słowo. Te słowa zresztą są dopracowane w sposób, którego- trzeba uczciwie przyznać - nikt z nas nie wymyśliłby lepiej.
Chętnie pokazałbym ten dokument widzom, zrobiłbym materiał „o projekcie projektu”, ale na tym etapie nie możemy nawet go sfotografować ani ujawnić wprost. Jedyne, co pozostaje, to opowiedzieć własnymi słowami, jak wygląda wizja ludzi, którzy chcą sięgnąć po nasze nagrania i nasze miasto. Z pewnością to zrobię, z pewnymi warunkami mogę, ale ostrożnie, bez zdradzania szczegółów,jednak na tyle jasno, by pokazać, że nasza praca została wreszcie zobaczona i wpisana w większą historię.
To jest artykuł o tym, jak wygląda profesjonalne planowanie produkcji i jak nasza lokalna dokumentacja nagle staje się jednym z filarów większego filmu czy serii.
Wielkie biografie rzadko rodzą się wyłącznie w gabinetach wydawniczych. W przypadku Marii Kaczyńskiej kluczową rolę odegrała praca trójki dokumentalistów: Piotra Tomasza, Kamila Ceranowskiego i Marii Dłużewskiej, którzy w stosunkowo późnym momencie ocalili pamięć o „złotowsko‑krajneńskim” okresie jej życia. Ich spotkanie w Złotowie, zainspirowane lokalnym filmem „Masia na Krajnie”, otworzyło przed biografką drogę do ziemi człuchowskiej i pozwoliło uporządkować wczesne lata przyszłej pierwszej damy, zanim definitywnie ucichły głosy najstarszych świadków.
„Masia na Krajnie to dopiero początek. Ocalona pamięć Marii Kaczyńskiej z Złotowa, Krajny i Człuchowa czeka na nowoczesne opowiedzenie – wróćmy do tych nagrań.”
Badacz, analizując dostępne materiały biograficzne i dokumentalne dotyczące Marii Kaczyńskiej, szczególnie wyraźnie dostrzega rolę trójki dokumentalistów: Piotra Tomasza, Kamila Ceranowskiego oraz Marii Dłużewskiej. To właśnie ich wspólny wysiłek sprawił, że pamięć o „złotowsko‑krajneńskim” okresie życia przyszłej pierwszej damy została ocalona i uporządkowana w stosunkowo późnym momencie, gdy wielu bezpośrednich świadków tych wydarzeń znajdowało się już w bardzo zaawansowanym wieku.
Z perspektywy badacza punktem zwrotnym jest chwila, gdy Maria Dłużewska, pracując nad książką biograficzną, trafia do Złotowa, świadoma istnienia lokalnego dokumentu „Masia na Krajnie”. Wie, że film nie ogranicza się wyłącznie do lat spędzonych przez Marię na Krajnie, lecz niesie w sobie potencjał „przeprowadzenia” opowieści dalej jak sugeruja autorzy filmu ku ziemi człuchowskiej. To właśnie podczas wizyty w Złotowie dochodzi do spotkania Dłużewskiej z Piotrem Tomaszem i Kamilem Ceranowskim. Autorka otrzymuje od nich nie tylko sam dokument, ale także pliki wideo oraz fotografie przedstawiające wczesny okres życia Marii, a także wskazania co do dalszego możliwego kierunku badań czyli Człuchowa, miasta pierwotnie rozważanego jako kolejny rozdział filmu, ostatecznie niewłączony do obrazu ze względów czasowych.
Badacz zauważa, że w tym momencie lokalna, oddolna dokumentacja, powstająca z inicjatywy Tomasza i Ceranowskiego zostaje włączona w tok pracy biografki. Złotowszczyzna i Krajna, będące dla autorów filmu naturalnym „sworzniem” opowieści, stają się zarazem punktem startu dla Dłużewskiej do poszerzenia narracji o ziemię człuchowską. W filmie Człuchów miał pozostać krótkim epizodem, podyktowanym bliskością geograficzną i osobistymi związkami twórców z miastem. W książce, dzięki pracy badawczej, ten wątek zyskuje należną mu głębię, wkomponowaną w większą całość powojennej biografii Marii Kaczyńskiej.
Analizując czas powstania dokumentu, badacz podkreśla, jak bardzo był to późny etap z punktu widzenia klasycznej pracy dokumentalisty. Większość materiałów filmowych rejestrowanych przez Ceranowskiego pochodzi już z okresu po 2011 roku, kiedy świadkowie pamiętający Marię jako dziewczynę, nastolatkę i młodą kobietę byli w wieku zaawansowanym, często ze znacznymi ograniczeniami zdrowotnymi. Co więcej, sam zamysł filmu kiełkował wcześniej: Piotr Tomasz- jak relacjonuje Ceranowski: Piotr od dłuższego czasu tworzył szkice, planował strukturę opowieści, próbował „zarazić” lokalną telewizję ideą produkcji, zanim ta nabrała realnego kształtu.
Z punktu widzenia badacza znamienne jest wyznanie, że gdyby ówczesne sugestie Tomasza zostały potraktowane poważniej, istnieje duże prawdopodobieństwo, iż w dokumencie pojawiłaby się sama Maria Kaczyńska. Sieć kontaktów autorów filmu mogła umożliwić aranżację nagrania z pierwszą damą w okresie sprzed katastrofy smoleńskiej. Tymczasem dopiero zamach w 2010 roku staje się impulsem, który uruchamia proces produkcji: tragedia nadaje projektowi nową wagę, a w lokalnej rzeczywistości czyni go, jak brutalnie, lecz trafnie stwierdza Ceranowski, wyjątkowo atrakcyjnym tematem.
Badacz wskazuje, że to późne „ruszenie z robotą” ma dwojaki skutek. Z jednej strony pozostaje poczucie straty, brak bezpośredniego udziału Marii w dokumencie. Z drugiej, właśnie ta zwłoka sprawia, że film „Masia na Krajnie” staje się jednym z ostatnich świadectw żywej pamięci o złotowsko‑krajneńskim okresie jej biografii. Dzieci, które niegdyś odwiedzały Marię w tamtych czasach, dziś są dorosłymi ludźmi; bezpośredni świadkowie życia młodej Marii już nie żyją. Wartość nagrań i fotografii, nawet jeśli w samym dokumencie są wykorzystane tylko we fragmentach, rośnie historycznie, stając się potencjalnym skarbem dla przyszłych biografów oraz badaczy tejże historii.
W monograficznym ujęciu badacz traktuje Złotowszczyznę a własciwie jak sugerują autorzy w tytule dokumentu- Krajnę jako centralną oś pamięci o wczesnych latach Marii Kaczyńskiej. To tutaj autorzy filmu poświęcają najwięcej czasu świadkom, systematycznie dokumentują ich wspomnienia, tworząc bazę materiałową, która później posłuży jako ważny punkt odniesienia dla pracy biograficznej Dłużewskiej. Człuchów, mimo że bliski geograficznie i emocjonalnie twórcom pozostaje w filmie planem niedokończonym, ale w badaniach biografki zyskuje szansę, by wejść do szerszego obrazu, jako część toru życiowego rozpiętego między Krajnią, ziemią człuchowską a późniejszym okresem gdańsko‑trójmiejskim.
Z kolei lata spędzone przez Marię w Gdańsku i Trójmieście, a następnie okres pełnienia funkcji pierwszej damy, są w ocenie badacza bez porównania znacznie lepiej udokumentowane dzięki intensywnemu zainteresowaniu mediów, obecności w oficjalnych przekazach, relacjom z Pałacu Prezydenckiego. Tym bardziej znacząca staje się praca trójkąta dokumentalistów w odniesieniu do wcześniejszego, powojennego odcinka biografii, który nie miał naturalnej „ochrony” w postaci bieżącej dokumentacji prasowej czy telewizyjnej.
Badacz podkreśla, że materiały wideo zarejestrowane przez Ceranowskiego oraz fotografie przekazane Dłużewskiej stanowią dziś nielada źródło dla kolejnych pokoleń badaczy. Choć w samym filmie „Masia na Krajnie” część z nich pojawia się jedynie we fragmentach, ich poznawcza wartość jest znacznie szersza niż finalny montaż. To zapis głosów świadków, gestów, sposobów opowiadania, które trudno byłoby odtworzyć wyłącznie na podstawie pisemnych relacji.
W refleksji współczesnej pojawia się też perspektywa ponownego sięgnięcia po te materiały. Autorzy dokumentu rozważają przepisanie wywiadów na tekst, ale również pokazanie ich w nowoczesnej formie-krótkich, dynamicznych formatów wideo, popularnych dziś w mediach społecznościowych. Badacz odnotowuje tę myśl jako symptom szerszej zmiany w sposobie obcowania z historią: obecne pokolenia poświęcają uwagę treściom podawanym w małych porcjach, intensywnych, atrakcyjnie skadrowanych i „podanych do ręki” wprost na ekranie telefonu.
Przeniesienie treści o Marii Kaczyńskiej do takich form-choć może wydawać się sprzeczne z tradycyjnym wyobrażeniem o powadze historii w rzeczywistości wpisuje się w logikę dokumentalistów, którzy od początku pracowali na styku lokalnej pamięci i środków masowego przekazu. W oczach badacza jest to naturalne przedłużenie ich misji: najpierw ocalili pamięć, zanim definitywnie zgasły głosy świadków, a dziś szukają sposobu, by ta pamięć była dostępna dla odbiorcy, który funkcjonuje już w zupełnie innym, cyfrowym pejzażu medialnym.
Na szczęscie nie trzeba zaczynać od zera bowiem większość pracy została już wykonana. Najważniejsze świadectwa są nagrane, sfotografowane, opisane; teraz wystarczy ponownie zakasać rękawy i wrócić do pracy w cieniu montażowni. Tego, czego nie zdążyliśmy usłyszeć od świadków, już nie dogramy, ale wszystko, co padło do mikrofonu i przed obiektyw kamery, pozostanie na lata. Naszym zadaniem jest nadać tym materiałom nową formę przetworzyć je, opowiedzieć na nowo, wykorzystać współczesne środki przekazu tak, by ocalić tę historię od zapomnienia i oddać jej należne miejsce w pamięci kolejnych pokoleń.

Napisz komentarz
Komentarze