Po latach wyszła sprawa na światło dzienne, jednak to nie ludzie od Stokłosy stali za wyłączeniem prądu i manipulacjami w sieci domowej Lemanowiczów. Warto jednak sprawę przybliżyć o co chodziło i od poczatku opisać akcję pod znanym kryptonimie ,,Bulaj"
W Pile i okolicach miała siedzibę i obszar działania grupa pomocnicza prokuratora Roberta Kiełka. Skupiona na opiece nad potencjalnymi świadkami, którzy mogli zeznawać przeciwko Henrykowi Stokłosie, miała wiele innych zadań, mających docelowo pomóc w skutecznym skazaniu Henryka Stokłosy. W opisanym studium przypadku zaprezentujemy materiał operacyjny, który nie jest rejestracją metod, ale sam w sobie jest wytworem operacyjnym grupy. Jego celem było zapewnienie świadkom stanu psychofizycznego oraz raportowanie o tym prokuratorowi. Dla wyjaśnienia: świadek, mimo że jest po tej samej stronie, został podstępnie zwabiony, a nagranie wykonano w ukryciu. Specyficzny okrągły kształt kadru wynika z kamuflażu, w jaki uzbrojono kamerę. Wykonano specjalne mocowanie w segregatorze, na którego grzbietowej części znajdował się otwór. Regał z wieloma segregatorami nie wzbudzał podejrzeń, więc Marian Janowiak nie mógł spodziewać się, że skierowana jest na niego kamera-dokładnie naprzeciwko fotela, który został dla niego wyznaczony.
Prowadząca rozmowę Krystyna Lemanowicz w początkowej fazie nagrania wykonała fortel, który dodatkowo odwrócił uwagę Mariana Janowiaka. Wskazała mu inne potencjalne źródło rejestracji dźwięku, ostentacyjnie odkładając laptop z ławy dla czystości i bezpieczeństwa. Te wyreżyserowane zabiegi miały na celu zadbanie o szczegóły i uniknięcie wpadek, które mogłyby spłoszyć Mariana Janowiaka. Dlatego szczególną uwagę poświęcono Marianowi Janowiakowi – kluczowemu świadkowi oskarżenia w procesie toczącym się przed Sądem Okręgowym w Poznaniu pod przewodnictwem sędziego Mariusza Sygreli. W przyszłości opiszemy i zaprezentujemy równie ciekawe metody manipulacji świadkami, choć te będą pozbawione subtelności – w zamian zastosowana zostanie bezpośrednia perswazja i mobilizacja świadków.
Za aprobatą prokuratora Roberta Kiełka i z dosłaną serią tematów do poruszenia spotkanie zorganizowano w mieszkaniu operacyjnym Lemanowiczów przy ulicy Wawelskiej w Pile. Celem było wykluczenie sugestii, że Marian Janowiak „odpływa” od linii prokuratury i zbliża się do Henryka Stokłosy. Grupa dziennikarzy śledczych: K L, J M, K C – przeprowadziła wywiad z Marianem Janowiakiem, służący ocenie merytorycznej jego postawy. Wstępne nagranie operacyjne wskazuje na swobodną atmosferę, w której świadek wypowiada poglądy mogące podważyć wiarygodność jego zeznań w sądzie.
Kluczowe wyzwania dla zespołu
Wiarygodność świadka:
Marian Janowiak w sposób pewny siebie przedstawia swoje przekonania, co spędza sen z powiek zespołu i prokuratora.
Praca nad linią obrony:
Zadaniem grupy jest przekonanie go, by nie powtarzał tych wątków w sądzie, nawet jeśli sam je uważa za istotne. Największą trudnością jest wyjaśnienie Marianowi Janowiakowi, że jego opis zdarzeń metafizycznych i pojednania z Bogiem w podeszłym wieku jest chwalebny, ale w oczach składu sędziowskiego będzie okolicznością wysoce nieodpowiednią do przekonania o swojej wiarygodności.
Presja czasu:
Okres przed przesłuchaniem zapowiada się jako intensywna praca nad korektą narracji Mariana Janowiaka.
Na tym etapie nie oceniamy treści zeznań Mariana Janowiaka ani okoliczności sprawy – to zadanie dla czytelników i sądu. Zapraszamy do dyskusji w komentarzach: co sądzicie o tej sytuacji? Czy takie operacje świadkami to standardowa praktyka?
Akcja Bulaj – skąd nazwa?
Jak wynika z opisu osób działających w grupie G P S sto sto, przechwycone nagranie nazwano w ich slangu „Akcja Bulaj”. Jak się okazało, ludzie Henryka Stokłosy nie docenili nagrania na tyle, by użyć go na swoją korzyść. Materiał został doceniony przez sąd apelacyjny, który znaczną jego część wykorzystał w argumentacji wyroku. Los sprawił, że żadna ze stron nie powoływała się bezpośrednio na rewelacje Mariana Janowiaka w procesie pierwszej instancji, co spowodowało, że dopiero w apelacji sąd potraktował to w sposób szczególny – z powodu neutralności tego źródła. To świetny przykład dla studentów prawa: zeznania nie mają tak wielkiego znaczenia, co swobodne opowiadanie wśród ludzi pozornie udających przyjaciół. Nie można im odebrać, że zapewnili mu poczucie swobody i bezpieczeństwa – Janowiak popłynął na całego i powiedział, co wiedział. To w przeszłości było cenniejsze niż to, co zeznawał, i jedno przesądziło o wiarygodności drugiego. Sąd miał materiał, który miał służyć jako instruktaż i monitoring jednej strony, a posłużył na korzyść drugiej.
Prezentujemy oryginalny zapis przesłuchania Mariana Janowiaka z mieszkania operacyjnego przy ulicy Wawelskiej. [Kliknij tutaj]









Napisz komentarz
Komentarze