Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 11 lutego 2026 11:43

Flucht - oszukać przeznaczenie

Podziel się
Oceń

Czy można oszukać przeznaczenie? To niewątpliwie dyskusyjne pytanie. Niektóre historie związane z Krajną zdają się jednak potwierdzać, że jest to możliwe. Takim przykładem są dzieje byłej mieszkanki Krajenki i jej rodziny. Wkrótce na 77400 pojawią się podobne historie.
Flucht - oszukać przeznaczenie
Krajenka (Krojanke), jesień 1939

Autor: Fot. Zbiory GB Krajenka

1 września 1939 roku wojska niemieckie zaatakowały tereny II Rzeczpospolitej. Jeden z kierunków agresji biegł m.in. z Ziemi Krajeńskiej, która po pierwszej wojnie światowej nie zrzuciła jarzma pruskiego zaboru. Konsekwencją niekorzystnych rozstrzygnięć międzynarodowych stało się między innymi to, że obszar ten poddany został silnej germanizacji. Nie powinien zatem zaskakiwać fakt, że wielu ówczesnych mieszkańców Krajenki z entuzjazmem przyjęło fakt wybuchu II wojny światowej. Dowodem potwierdzającym tego rodzaju twierdzenie są chociażby zachowane fotografie z krajeńskiego rynku, na których miejscowa ludność świętuje sukcesy frontowe razem z żołnierzami Wehrmachtu.

Sześć lat później nie było już śladu po tamtej radości. Większość Niemców miała świadomość zbliżającej się klęski. Dla mieszkańców zachodniej Krajny stało się to oczywiste na początku stycznia 1945 roku. To właśnie wówczas niemiecki gauleiter Franz Schwede–Coburg ogłosił hasło „Regen” („Deszcz”) dla południowo–wschodnich powiatów Pomorza, które oznaczało dla ludności cywilnej konieczność przygotowania się do opuszczenia zagrożonego terenu. Kolejne tego typu zarządzenie o kryptonimie „Hagel” („Grad”) zawierało już nakaz ewakuacji. Zostali nim objęci nie tylko stali mieszkańcy Krajenki i najbliższych miejscowości, ale również bliżej nieokreślona liczba osób, która w rożnym czasie przybyła na ten obszar.

Publikacje niemieckie wskazują, że tuż przed wkroczeniem Sowietów Krajenka była niemal całkowicie opustoszała. Potwierdza to również relacja Polaka, Bernarda Kokowskiego, który przebywał wraz z rodziną na terenie miasta w momencie przejścia frontu. Tak opisywał przebieg ewakuacji: „Większa część niemieckiej ludności zastosowała się w Krajence do rozkazu wyjazdu, opuszczając miasteczko w dniu 27 i 28 stycznia 1945 roku. Hitlerowcy byli bezwzględni jeśli chodzi o wysiedlanie. Chodzili po domach i kazali szykować się. Kto nie miał własnego środka lokomocji miał ładować się do wojskowych samochodów, które odwoziły ludność do Szczecinka i dalej. Rodzina moja – ażeby uniknąć ewakuacji – ukryła się w piwnicy”.

Na wyjazd zdecydowała się również Margarete Franz oraz jej dzieci. Nazwisko rodowe tej kobiety brzmiało Stachnik. Niewykluczone więc, że miała polskie korzenie. Warto dodać, że nazwisko to było dość dobrze znane w Krajence, a to za sprawą batalii o zachowanie polskiej szkoły w tym mieście. W 1932 roku placówka została ostatecznie zamknięta przez Niemców. Oficjalnym powodem była zbyt mała liczba uczniów. Wcześniej władze niemieckie zastosowały szantaż ekonomiczny, wywierając w ten sposób presję m.in. na rodzinę Stachników, by ta zaniechała posyłania dzieci do polskiej szkoły. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że Margarete Franz była z nimi spokrewniona.

Masowe ucieczki rozpoczęły się prawdopodobnie na tydzień przed wkroczeniem Armii Czerwonej do Krajenki. Ludność otrzymała zalecenie udania się do powiatu Ueckermunde (Meklemburgia). Ostatni transport kolejowy w tym kierunku wyruszył w południe 26 stycznia 1945 roku. Piła była już pod ostrzałem artylerii, właśnie z tego powodu pociąg ewakuacyjny pojechał przez Złotów. Niektórzy uciekinierzy korzystali z własnego transportu. Tak postąpiła Margarete Franz i jej dzieci, którzy razem udali się na północ. Nie byli zatem świadkami późniejszego spalenia Krajenki, nie padli też ofiarą gwałtów i grabieży ze strony Sowietów.

Można napisać, że mieli szczęście. To zdawało ich jednak opuszczać. Przemieszczaniu nie sprzyjały bowiem panujące wówczas warunki. Mowa o siarczystych mrozach (sięgały około minus 30 stopni Celsjusza), dużych opadach śniegu oraz chaosie towarzyszącym działaniom wojennym. Zapewne to wszystko razem spowodowało, że nie dotarli na czas do Gdyni. Statek pasażerski M/S „Wilhelm Gustloff”, którym planowali udać się do Niemiec, wypłynął z portu 30 stycznia 1945 roku. Tego samego dnia wojska sowieckie zdobyły Krajenkę i rozpoczęły niszczenie miasta.

Pozorny pech okazał się jednak szczęśliwy w skutkach. M/S „Wilhelm Gustloff”, z około 10 000 pasażerami na pokładzie, został zatopiony 30 stycznia około godziny 22:25. Stało się tak za sprawą trzech torped, które zostały wystrzelone przez sowiecki okręt podwodny S-13. W wyniku rozkazu kmdr. ppor. Aleksandra Marineski niemal wszyscy pasażerowie M/S „Wilhelm Gustloff zginęli. Należy wspomnieć, że czyn ten nie został uznany za zbrodnie wojenną. Statkowi pasażerskiemu towarzyszył bowiem torpedowiec „Löwe”. Zatopienie „Gustloffa” było więc zgodne z Traktatem w sprawie ograniczenia uzbrojenia morskiego z 25 marca 1936 r.

Margarete Franz i jej dzieci dotarli na teren Niemiec kolejnym okrętem. Bezpieczne schronienie znaleźli w miejscowości Lutten koło Oldenburga i przeżyli wojnę. W późniejszym okresie dołączył do nich również Lucjan Franz – mąż Margarette. Tragiczna historia II wojny światowej zakończyła się więc dla nich dość szczęśliwie. Mogło być jednak inaczej. Równie dobrze data 30 stycznia 1945 roku mogła zapisać się tragicznymi głoskami w historii tej rodziny.

 

 

 

źródła:

T. Gasztold, Na drogach ewakuacji, s. 161–162, [w:] red. Andrzej Czechowicz, Pogranicze i Kaszuby w latach terroru, Koszalin 1970

H. Lindenblatt, Pommern 1945: eines der letzten Kapitel in der Geschichte vom Untergang des Dritten Reiches, Wurzburg 1984

H. Brodziak, Krajenka miasto i gmina, Krajenka 2001

strona internetowa Muzeum II wojny światowej

https://www.gedenkseiten.de/ursula-funke/


Napisz komentarz

Komentarze

słabe opady śniegu

Temperatura: 0°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 989 hPa
Wiatr: 13 km/h

ReklamaMarcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: JusticeTreść komentarza: Te sprawy dot sprzedaży nieruchomości jak i gruntów GS Rolnik jak i tych tych kupowanych za grosze od miasta a szkodliwych dla mieszkańców, mają bardzo duży związek z włodarzami urzędu miasta zarówno poprzedniej jak i obecnej kadencji i to powinno być sprawdzone przez niezależne zewnętrzne służby kontrolne w obu instytucjach. Wreszcie powinno się powiedzieć stanowcze DOŚĆ takim praktykom prowadzącym do nikąd od lat.Data dodania komentarza: 11.02.2026, 09:45Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: TadekTreść komentarza: Aktualni liderzy PO w powiecie to największe pośmiewisko polityczne w historii powiatu złotowskiegoData dodania komentarza: 11.02.2026, 00:17Źródło komentarza: Ekoterroryzm blokuje inwestycje? Poseł Golińska o agenturze w ZłotowieAutor komentarza: Nie tędy droga!Treść komentarza: Na te zarzuty w komentarzu dot. byłego prezesa pani "Maria?" też powinna/nien odpowiedzieć karnie. Jak można broniąc jednej osoby rzucać dziesiątki niesprawdzonych oskarżeń pod adresem jak podano "K.B", to się w głowie nie mieści. Natomiast co do tego że TW ani Esbecy poprzedniego systemu nie powinni zajmować wysokich stanowisk to jest jasna sprawa dla większości, która wie czym był PRL z strukturami PZPR-u. Jednak tak się nie stało, więc to nie powinno być usprawiedliwieniem dla rzucania na ślepo oskarżeń nie wiadomo na ile zasadnych. Oceną ich prawdziwości powinny zająć się odpowiednie służby a nie osoby pałające nienawiścią do byłego prezesa.Data dodania komentarza: 10.02.2026, 22:15Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: Uczciwość przede wszystkim!Treść komentarza: Człowieku nie możesz być byłym prezesem bo prezes przed panią prezeską sprawował tę funkcję co najmniej 30 lat, tak więc nie podszywaj się pod " byłego prezesa" bo tym samym pogrążasz go bardzo. Wystarczyło napisać że co jak co ale pomawianie prezesa przed panią M. B. Ziomek o " kradzież " jest dużym nadużyciem i chyba nikt w to nie uwierzy. Natomiast po tym co napisała Pani w szlafroku, można przypuszczać że to osoba z jajami ukrywająca się pod postacią kobiety. Te konkretne nie sprawdzone zarzuty podane przez "Panią w szlafroku" powinny zostać poddane obróbce prokuratorskiej ale to już sprawa pomawianego o te czyny! Właśnie z takich idiotycznych powodów jak podano wcześniej, sprawa nie powinna być poddawana pod komentowanie ani publikację tych komentarzy.. To wielki błąd!Data dodania komentarza: 10.02.2026, 21:36Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: Czas robi swoje.Treść komentarza: Z tego co wielu wiadomo można potwierdzić że podany w odkrytej tali kart, poprzedni prezes GS Rolnik i obecnie usunięta z stanowiska prezeska, są siebie warci. Pokazuje to też ich wzajemne oskarżanie i oczernianie się, stąd zaistniały finał już sam w sobie jest oddaniem sprawiedliwości za czyny, których dopuszczali się przez lata. Pomimo to że odczuć ludzkich próżno by u nich szukać po podanych w sprawie zarzutach dot. spraw prowadzenia działalności gospodarczej GS Rolnik, oszustw i traktowania ludzi przed jak i po 2021r na tym etapie, nie powinno się roztrząsać tego publicznie. Tak jak oni powinni kończyć wszyscy, którzy myślą że będąc na wysokich stanowiskach na oszustwach i krzywdzie ludzkiej, daleko się zajedzie! Mimo że redakcja przedstawiła wiele informacji w sprawie podano do publicznej wiadomości, przed rozstrzygnięciem jej na tym etapie, nie powinno się poddawać pod osąd tych, którzy z działalnością obu prezesów nie mieli do czynienia! Tak więc powinno się natychmiast zablokować możliwość komentowania tematu tym bardziej że wiele z komentarzy narusza dobra osobiste ich rodzin.Data dodania komentarza: 10.02.2026, 21:02Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: BudziolTreść komentarza: Spójrzmy prawdzie w oczy: tylko ktoś, kto nie podróżuje po Polsce, nie dostrzega, jak nowe drogi zmieniają gminy i powiaty. Argumenty o „katastrofie środowiskowej” są przesadzone – owszem, pojawi się szum, ale zyskamy też ekspresowy dojazd do szpitali, co ratuje życie. Co do dziedzictwa – nikt nie będzie niszczył bunkrów na kruszywo. Turystyka kajakowa również przetrwa, a nowoczesne estakady nad rzekami w niczym jej nie przeszkodzą. Ekonomia mówi sama za siebie. Budowa to tysiące miejsc pracy, zyski dla lokalnej bazy noclegowej i gastronomicznej, a docelowo – magnes na inwestycje. Wystarczy sprawdzić w Google Earth, jak zmieniły się okolice Słupska, Koszalina czy Strykowa po powstaniu dróg ekspresowych. Pojawiły się tam centra logistyczne i fabryki. To szansa na realny rynek pracownika: większy wybór pracodawców wymusza wyższe płace. Dziwi mnie opór środowisk, które często odwołują się do haseł wolnościowych czy patriotycznych, a blokują rozwój własnego regionu. Wyjechałem stąd w 2002 roku, ale sercem wciąż jestem z powiatem złotowskim i Krajenką. Nie zmarnujcie tej szansy na nowoczesność!Data dodania komentarza: 10.02.2026, 14:05Źródło komentarza: S11 w Tarnówce: Samorządowcy z Ptuszy mówią „NIE” wariantom 4 i 5