Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 18 października 2026 10:39

Gra z butelką krajeńskich towarzyszy

Podziel się
Oceń

"Pić to trzeba umieć" – mówił Eryk (Jan Nowicki) do Synka (Cezary Pazura) w kultowym filmie "Sztos" (1997). O tej prawdzie zapewne nie pamiętał pewien członek partii komunistycznej z Krajenki, który "z "syndromem Aleksandra Kwaśniewskiego" pojawił się w budynku krajeńskiego komitetu PZPR. Rzecz miała miejsce wiosennego poranka w połowie lat osiemdziesiątych XX wieku.

Bohaterowie tej groteskowej opowieści, mowa o działaczach partii komunistycznej (PZPR), w większości już odeszli z tego świata. Warto zauważyć, że krótko przed śmiercią okupowali pierwsze ławki w kościołach. Tak to już bowiem jest z lewicą. Jej przedstawiciele najpierw promują chore idee, by u kresu życia samemu wrócić do źródła prawdy. Oczywiście wyrządzonych krzywd już nie są w stanie naprawić. Taki już urok tych synów marnotrawnych. Odnosi się to rzecz jasna do każdej epoki.

Andrzej M., główny bohater tej opowieści, jest obecnie na emeryturze. Cieszy się uznaniem lokalnej społeczności, w tym i duchowieństwa. 45 lat temu był jednak po zupełnie innej stronie. Każdego dnia bowiem, z gorliwością radzieckiego pioniera, przystępował do partyjnej roboty w PZPR. Niewątpliwie rysowała się przed nim świetlana przyszłość. Może nawet zostałby członkiem KW PZPR w Pile. Stanęło temu jednak na przeszkodzie pewne wydarzenie.

Mowa tu o wizycie milicjanta, który zmroził socjalistyczny zapał Andrzeja M. I tu zagadka, bo materiały archiwalne nie zawierają informacji do jakiej temperatury. Wina w  tym głównie funkcjonariusza MO, który użył niewłaściwego narzędzia do jej pomiaru. Alkomatem bowiem nijak tego zrobić się nie da. Milicjant musiał jednak zdiagnozować u Andrzeja M. jakiś rodzaju hipotermii, bo ten powędrował na urlop zdrowotny. Na tym nie koniec historii.

Badać towarzysza bez zgody egzekutywy? Nie godzi się! Dlatego odgłosy butów gniewnych ludzi zabrzmiały doniośle w całej Krajence. W sumie należy to przedstawić bardziej ściśle. Do miejscowego komitetu PZPR przybyli towarzysze, których protezy w ustach i resztki uzębienia symbolizowały, że gryźli swego czasu antykomunistyczną reakcję. Towarzyszył im oczywiście i narybek partyjny. Mowa m.in. o tzw. POP-ach. Nie chodzi tu rzecz jasna o prawosławnych duchownych, a jedynie młodych aktywistów partyjnych, którzy rozsiewali komunistyczną "religię" po szkołach i zakładach pracy w okresie Polski Ludowej. Co typowe dla lewicy, wielu z nich uległo duchowej przemianie wraz z transformacją ustrojową 1989, a efekty tego cudu widoczne były w pierwszych ławkach w kościele św. Józefa w Krajence. 

Jak zawsze pierwszy na miejsce obrad dotarł najstarszy towarzysz w regionie - weteran walk o Polskę Ludową. Miał on w zwyczaju zanudzać słuchaczy opowieściami o swoim udziale w wojnie, która bez jego udziału zapewne skończyłaby się zupełnie inaczej. Wszak to on "chwyciwszy szpadel z fryca robił marmoladę albo za pomocą kija oddział szwabów powybijał". Tego dnia nie miał jednak szczęścia, bo dość szybko zakończył swoje opowiadania z czasów wojny i budowy Polski Ludowej. Przerwał mu głos najważniejszego towarzysza w mieście, towarzysza Stanisława P., który grzmiał: - Nie może być tak, ze milicja będzie ponad partią, to beriowszczyzna!

Przypuszczalnie te słowa zjeżyły włos nawet na niemal łysych głowach niektórych towarzyszy. Z pewnością nie odebrały im jednak daru mowy. Przykładem towarzysz Jan W., który zakrzyknął w stronę Stanisława P. w ówczesnej nowomowie: - Macie rację! Inni partyjni kamraci byli podobnego zdania. Dlatego Stanisław P. pociągnął dalej swoje przemówienie. Zakończył je dopiero po około godzinie, gdy twarze słuchających go towarzyszy przybrały, z wiadomych względów, kolor partyjnego sztandaru. Puenta brzmiała:  - Reakcja zarzuca komunizmowi, że pożera własne dzieci i w naszym przypadku to się potwierdza. 

Elokwencji Stanisławowi P. wyraźnie pozazdrościł Jan S. - w tym okresie hodowca "narybku dla partii" w miejscowej szkole średniej. Postanowił bowiem też "palnąć mowę". Kłopot w tym, że był flegmatyczny i nie porwał tłumu. Na dodatek podpadł towarzyszom, którzy feralnego dnia "pracowali" z Andrzejem M. Wycedził bowiem w ich kierunku: - Winiłbym tam obecnych, że zezwoli, żeby bez przedstawicieli władz wojewódzkich doszło do dmuchania w balon". 

Zapanowała konsternacja, którą przerwał jeden z krajeńskich towarzyszy. Można wysnuć domniemanie, że w tym momencie zstąpił na niego duch Stalina lub samego Lenina. W każdym razie wyraźnie czuć było, że mówi językiem nie z tej epoki. Na sali rozniosły się słowa: - Myślę, że towarzysze mogą rozpatrywać tą sprawę w kategoriach prowokacji. A skoro prowokacja, to trzeba znaleźć winnych i osądzić. 

Tok rozumowania krajeńskich towarzyszy był na ten moment taki. Andrzej M. jest ofiarą, alkomat narzędziem zbrodni, a milicjant płatnym zabójcą. Pozostało ustalić prowokatora - zleceniodawcę zbrodni. W związku z tym postanowiono przesłuchać Andrzeja K - działacza KW PZPR w Pile, który akurat gościł na zebraniu. Czerwony jak robotniczy sztandar towarzysz, który przybrał te barwy z wiadomych względów, bardzo szybko puścił nie tylko "parę z ust". - Towarzysze, zwrócił się do zebranych, jest tu człowiek, który posiada wiele informacji, wie o wszystkim, nawet o imprezach rodzinnych i co się na nich dzieje, które przekazuje dalej. Te słowa rzecz jasna wywołały na sali ogromne poruszenie. Wstrząsnęły nawet flegmatycznym tow. Janem S., który zagrzmiał:  – Trzeba przyjrzeć się ewentualnym informatorom! 

Kto mógł zostać posądzony o ten niecny czyn? Otóż każdy z krajeńskiego środowiska PZPR. Taki kierunek był oczywiście bardzo niebezpieczny. Atmosfera zaczęła się wyraźnie zagęszczać. Istniało nawet niebezpieczeństwo, że za chwilę poleje się krew, bo przecież na sali był krewki weteran walk o Polskę Ludową, co to przy mocy kija... Zagrożenie w porę zauważył jednak Stanisław P., który postanowił skierować dyskusję na pierwotne tory. Zatem ponownie na sali zagrała melodia rozczulania się nad torturowanym alkomatem towarzyszem Andrzejem. W tym chórze szczególnie mocno zabrzmiał głos młodzieżowego aktywu. Nie były to co prawda poznańskie słowiki, ale na miano lokalnych kani zasłużyli w 100%. – Naszym obowiązkiem, obowiązkiem całej partii jest wychowywanie ludzi. Chyba nikt tu z obecnych nie ma wątpliwości, że towarzysz Andrzej jest oddany sprawie partii, zaćwierkał najdonioślej Henryk K., który w III RP bywał wybrańcem narodu. 

A jak partia wychowywała w tamtym czasie? Były pałki, gaz na ulicach i inne tego typu przyjemności. Oczywiście towarzysz partyjny to był też czasami ludzki pan. Znalazło to odzwierciedlenie w słowach wypowiedzianych na omawianym zebraniu: - Działanie milicji jest dla nas niezrozumiałe, naczelnik czy sekretarz będąc u rolnika musi się napić symbolicznej lampki wina, aby nie dopuścić do awantury. Alkoholowy temat podciągnął również flegmatyczny Jan S., który zapewne spoglądając w stronę działacza KW PZPR z Piły, powiedział: - A gdyby tak ktoś zadzwonił, że w KW PZPR w Pile ktoś pije...

Właśnie w tym momencie miarka się przebrała. Towarzysz Andrzej "K", czyli  gość z KW PZPR w Pile, nie mógł sobie pozwolić na tego rodzaju wycieczki. Tym bardziej, że w tzw. "wojewodówce" na Wąsoszkach, a więc tylko dwa kilometry od Krajenki, znajdowała się specjalna strefa dla zasłużonych towarzyszy, w której nie tylko promile rozkładały nogi. Przerwał więc niebezpieczną dyskusję i rzucił twardo:  - Kogo towarzysze proponujecie na wakujące stanowisko? 

Ta wojna nerwów ostatecznie zakończyła się kompromisem. Głowy nie poleciały, krew się nie polała. Towarzysz Andrzej M. zaliczył come back na swoje stanowisko. Dożył zmiany ustrojowej i nadal cieszy się uznaniem. Również inni towarzysze doskonale poczuli się w III Rzeczpospolitej. W całej historii nieznany pozostaje jedynie los milicjanta i jego informatora. A szkoda. Można wszak napisać, że byli Konradami Wallenrodami, że rozsadzali komunizm od środka. Pomnik im się należy. Oczywiście to żart. Taki sam zresztą jak słowa aktorki Szczepkowskiej, która swego czasu bredziła, że w 1989 roku skończył się w Polsce komunizm.

na podstawie akt PZPR w Krajence (Archiwum Państwowe w Poznaniu)

 

 


Napisz komentarz

Komentarze

SSobie, a muzom 14.06.2024 07:29 PM
I kogo to?

Temperatura: 11°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 1026 hPa
Wiatr: 14 km/h

Reklama Marcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: Pidli Treść komentarza: Spierdola kolejne uroczysko. Jeszcze fort Trump w klukowie i wyrzutnia rakiet w miedzyblociu. Data dodania komentarza: 16.10.2026, 01:07 Źródło komentarza: Wielka farma słoneczna i potężne wiatraki. Zalesie, Pieczynek i Zawilce przed wielką zmianą Autor komentarza: Gucio Treść komentarza: Pamiętam, że po nagraniau u Lemanowiczów prokurator został odsunięty od sprawy a apelacja argumentowała to w postanowieniu. Data dodania komentarza: 15.10.2026, 10:59 Źródło komentarza: Wielka farma słoneczna i potężne wiatraki. Zalesie, Pieczynek i Zawilce przed wielką zmianą Autor komentarza: kos Treść komentarza: oni doskonale wiedza czego ludziom potrzeba, więc złożą kilka kolejnych obietnic przed wyborami, nastraszą przeciwnikami, i tępy lud to łyknie Data dodania komentarza: 15.10.2026, 07:04 Źródło komentarza: Kardioznacznik i korpobełkot w atmosferze paraliżu i dzikiej owacji. Autor komentarza: Liga Obrony Cnoty Treść komentarza: Prokurator Kiełek był referentem sprawy karnej Henryka Stokłosy. Nie miał związku z rezultatami roboty podpierdalacza Kamila Ceranowskiego, który swoim 36 punktowym donosem wszczął sprawę karną rozpoznawaną przez Prokuraturę w Koninie i sądy karne w Pile oraz w odpryskowej sprawie w Złotowie jako sądu rejonowego w Pile oddział zamiejscowy w Złotowie. Kamil "fluktuacja" Ceranowski chciał wrzucić granat do szamba stosunków miejscowych, ale mu się wymskło i wpadło do redakcji KonArt (konfident artysta) - bo on próbował szkolić się w Łodzi u Leona Schillera dlatego artysta. A konfident, to z zamiłowania. Data dodania komentarza: 14.10.2026, 21:48 Źródło komentarza: Wielka farma słoneczna i potężne wiatraki. Zalesie, Pieczynek i Zawilce przed wielką zmianą Autor komentarza: MT Treść komentarza: Poseł wyzywa dziennikarkę sprzyjającą Uśmiechniętym - wrzask na cały kraj, media płoną. Poseł Uśmiechniętych jest oskarżany przez kobiety o gwałt, podawanie narkotyków, ćpanie, bicie, wyzywanie i groźby karalne - media milczą. I jak wami nie gardzić? Data dodania komentarza: 14.10.2026, 13:13 Źródło komentarza: Kardioznacznik i korpobełkot w atmosferze paraliżu i dzikiej owacji. Autor komentarza: kos Treść komentarza: Przepraszam, moje negatywne nastawienie do turbin i paneli przesłoniło mi obiektywne spojrzenie na pana tekst, rzeczywiście nie dostrzegłam w nim ironii. Pisze pan ze był zdziwiony słabym zainteresowaniem tematem i przyklepaniem sprawy, to rzeczywiście przykre, ludzie są tak poddawani tresurze i ogłupiani, że priorytetem stało się wygodnictwo, pewnie też nie zdają sobie sprawy z tego co ich czeka, bo taki jest interes urzędu i inwestora. Pisze pan konkretnie bez owijania w bawełnę, że "nowe, trzystumetrowe (!) maszty uzupełnią krajobraz", No tak, zdecydowanie to słabe i dla krajobrazu i dla zdrowia mieszkańców. I ze kilka starych masztów zostanie zutylizowanych. Ilu letnich, chyba nie aż takich starych? A ten obecny i późniejszy, w dużych ilościach, problematyczny odpad turbinowo-panelowy ma coś wspólnego z ekologią i ekonomią? Szok jak ludzie dają się omamić! A radni dają się przekonać i przekupić obietnicami wpływów do kasy gminnej, no ale skoro nie ma protestów na większą skalę ... Jedno jest pewne teren na pewno przestanie być atrakcyjny dla oczekiwanych tam przyszłych mieszkańców Data dodania komentarza: 14.10.2026, 11:52 Źródło komentarza: Wielka farma słoneczna i potężne wiatraki. Zalesie, Pieczynek i Zawilce przed wielką zmianą