Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 20 kwietnia 2026 17:53

Gra z butelką krajeńskich towarzyszy

Podziel się
Oceń

"Pić to trzeba umieć" – mówił Eryk (Jan Nowicki) do Synka (Cezary Pazura) w kultowym filmie "Sztos" (1997). O tej prawdzie zapewne nie pamiętał pewien członek partii komunistycznej z Krajenki, który "z "syndromem Aleksandra Kwaśniewskiego" pojawił się w budynku krajeńskiego komitetu PZPR. Rzecz miała miejsce wiosennego poranka w połowie lat osiemdziesiątych XX wieku.

Bohaterowie tej groteskowej opowieści, mowa o działaczach partii komunistycznej (PZPR), w większości już odeszli z tego świata. Warto zauważyć, że krótko przed śmiercią okupowali pierwsze ławki w kościołach. Tak to już bowiem jest z lewicą. Jej przedstawiciele najpierw promują chore idee, by u kresu życia samemu wrócić do źródła prawdy. Oczywiście wyrządzonych krzywd już nie są w stanie naprawić. Taki już urok tych synów marnotrawnych. Odnosi się to rzecz jasna do każdej epoki.

Andrzej M., główny bohater tej opowieści, jest obecnie na emeryturze. Cieszy się uznaniem lokalnej społeczności, w tym i duchowieństwa. 45 lat temu był jednak po zupełnie innej stronie. Każdego dnia bowiem, z gorliwością radzieckiego pioniera, przystępował do partyjnej roboty w PZPR. Niewątpliwie rysowała się przed nim świetlana przyszłość. Może nawet zostałby członkiem KW PZPR w Pile. Stanęło temu jednak na przeszkodzie pewne wydarzenie.

Mowa tu o wizycie milicjanta, który zmroził socjalistyczny zapał Andrzeja M. I tu zagadka, bo materiały archiwalne nie zawierają informacji do jakiej temperatury. Wina w  tym głównie funkcjonariusza MO, który użył niewłaściwego narzędzia do jej pomiaru. Alkomatem bowiem nijak tego zrobić się nie da. Milicjant musiał jednak zdiagnozować u Andrzeja M. jakiś rodzaju hipotermii, bo ten powędrował na urlop zdrowotny. Na tym nie koniec historii.

Badać towarzysza bez zgody egzekutywy? Nie godzi się! Dlatego odgłosy butów gniewnych ludzi zabrzmiały doniośle w całej Krajence. W sumie należy to przedstawić bardziej ściśle. Do miejscowego komitetu PZPR przybyli towarzysze, których protezy w ustach i resztki uzębienia symbolizowały, że gryźli swego czasu antykomunistyczną reakcję. Towarzyszył im oczywiście i narybek partyjny. Mowa m.in. o tzw. POP-ach. Nie chodzi tu rzecz jasna o prawosławnych duchownych, a jedynie młodych aktywistów partyjnych, którzy rozsiewali komunistyczną "religię" po szkołach i zakładach pracy w okresie Polski Ludowej. Co typowe dla lewicy, wielu z nich uległo duchowej przemianie wraz z transformacją ustrojową 1989, a efekty tego cudu widoczne były w pierwszych ławkach w kościele św. Józefa w Krajence. 

Jak zawsze pierwszy na miejsce obrad dotarł najstarszy towarzysz w regionie - weteran walk o Polskę Ludową. Miał on w zwyczaju zanudzać słuchaczy opowieściami o swoim udziale w wojnie, która bez jego udziału zapewne skończyłaby się zupełnie inaczej. Wszak to on "chwyciwszy szpadel z fryca robił marmoladę albo za pomocą kija oddział szwabów powybijał". Tego dnia nie miał jednak szczęścia, bo dość szybko zakończył swoje opowiadania z czasów wojny i budowy Polski Ludowej. Przerwał mu głos najważniejszego towarzysza w mieście, towarzysza Stanisława P., który grzmiał: - Nie może być tak, ze milicja będzie ponad partią, to beriowszczyzna!

Przypuszczalnie te słowa zjeżyły włos nawet na niemal łysych głowach niektórych towarzyszy. Z pewnością nie odebrały im jednak daru mowy. Przykładem towarzysz Jan W., który zakrzyknął w stronę Stanisława P. w ówczesnej nowomowie: - Macie rację! Inni partyjni kamraci byli podobnego zdania. Dlatego Stanisław P. pociągnął dalej swoje przemówienie. Zakończył je dopiero po około godzinie, gdy twarze słuchających go towarzyszy przybrały, z wiadomych względów, kolor partyjnego sztandaru. Puenta brzmiała:  - Reakcja zarzuca komunizmowi, że pożera własne dzieci i w naszym przypadku to się potwierdza. 

Elokwencji Stanisławowi P. wyraźnie pozazdrościł Jan S. - w tym okresie hodowca "narybku dla partii" w miejscowej szkole średniej. Postanowił bowiem też "palnąć mowę". Kłopot w tym, że był flegmatyczny i nie porwał tłumu. Na dodatek podpadł towarzyszom, którzy feralnego dnia "pracowali" z Andrzejem M. Wycedził bowiem w ich kierunku: - Winiłbym tam obecnych, że zezwoli, żeby bez przedstawicieli władz wojewódzkich doszło do dmuchania w balon". 

Zapanowała konsternacja, którą przerwał jeden z krajeńskich towarzyszy. Można wysnuć domniemanie, że w tym momencie zstąpił na niego duch Stalina lub samego Lenina. W każdym razie wyraźnie czuć było, że mówi językiem nie z tej epoki. Na sali rozniosły się słowa: - Myślę, że towarzysze mogą rozpatrywać tą sprawę w kategoriach prowokacji. A skoro prowokacja, to trzeba znaleźć winnych i osądzić. 

Tok rozumowania krajeńskich towarzyszy był na ten moment taki. Andrzej M. jest ofiarą, alkomat narzędziem zbrodni, a milicjant płatnym zabójcą. Pozostało ustalić prowokatora - zleceniodawcę zbrodni. W związku z tym postanowiono przesłuchać Andrzeja K - działacza KW PZPR w Pile, który akurat gościł na zebraniu. Czerwony jak robotniczy sztandar towarzysz, który przybrał te barwy z wiadomych względów, bardzo szybko puścił nie tylko "parę z ust". - Towarzysze, zwrócił się do zebranych, jest tu człowiek, który posiada wiele informacji, wie o wszystkim, nawet o imprezach rodzinnych i co się na nich dzieje, które przekazuje dalej. Te słowa rzecz jasna wywołały na sali ogromne poruszenie. Wstrząsnęły nawet flegmatycznym tow. Janem S., który zagrzmiał:  – Trzeba przyjrzeć się ewentualnym informatorom! 

Kto mógł zostać posądzony o ten niecny czyn? Otóż każdy z krajeńskiego środowiska PZPR. Taki kierunek był oczywiście bardzo niebezpieczny. Atmosfera zaczęła się wyraźnie zagęszczać. Istniało nawet niebezpieczeństwo, że za chwilę poleje się krew, bo przecież na sali był krewki weteran walk o Polskę Ludową, co to przy mocy kija... Zagrożenie w porę zauważył jednak Stanisław P., który postanowił skierować dyskusję na pierwotne tory. Zatem ponownie na sali zagrała melodia rozczulania się nad torturowanym alkomatem towarzyszem Andrzejem. W tym chórze szczególnie mocno zabrzmiał głos młodzieżowego aktywu. Nie były to co prawda poznańskie słowiki, ale na miano lokalnych kani zasłużyli w 100%. – Naszym obowiązkiem, obowiązkiem całej partii jest wychowywanie ludzi. Chyba nikt tu z obecnych nie ma wątpliwości, że towarzysz Andrzej jest oddany sprawie partii, zaćwierkał najdonioślej Henryk K., który w III RP bywał wybrańcem narodu. 

A jak partia wychowywała w tamtym czasie? Były pałki, gaz na ulicach i inne tego typu przyjemności. Oczywiście towarzysz partyjny to był też czasami ludzki pan. Znalazło to odzwierciedlenie w słowach wypowiedzianych na omawianym zebraniu: - Działanie milicji jest dla nas niezrozumiałe, naczelnik czy sekretarz będąc u rolnika musi się napić symbolicznej lampki wina, aby nie dopuścić do awantury. Alkoholowy temat podciągnął również flegmatyczny Jan S., który zapewne spoglądając w stronę działacza KW PZPR z Piły, powiedział: - A gdyby tak ktoś zadzwonił, że w KW PZPR w Pile ktoś pije...

Właśnie w tym momencie miarka się przebrała. Towarzysz Andrzej "K", czyli  gość z KW PZPR w Pile, nie mógł sobie pozwolić na tego rodzaju wycieczki. Tym bardziej, że w tzw. "wojewodówce" na Wąsoszkach, a więc tylko dwa kilometry od Krajenki, znajdowała się specjalna strefa dla zasłużonych towarzyszy, w której nie tylko promile rozkładały nogi. Przerwał więc niebezpieczną dyskusję i rzucił twardo:  - Kogo towarzysze proponujecie na wakujące stanowisko? 

Ta wojna nerwów ostatecznie zakończyła się kompromisem. Głowy nie poleciały, krew się nie polała. Towarzysz Andrzej M. zaliczył come back na swoje stanowisko. Dożył zmiany ustrojowej i nadal cieszy się uznaniem. Również inni towarzysze doskonale poczuli się w III Rzeczpospolitej. W całej historii nieznany pozostaje jedynie los milicjanta i jego informatora. A szkoda. Można wszak napisać, że byli Konradami Wallenrodami, że rozsadzali komunizm od środka. Pomnik im się należy. Oczywiście to żart. Taki sam zresztą jak słowa aktorki Szczepkowskiej, która swego czasu bredziła, że w 1989 roku skończył się w Polsce komunizm.

na podstawie akt PZPR w Krajence (Archiwum Państwowe w Poznaniu)

 

 


Napisz komentarz

Komentarze

SSobie, a muzom 14.06.2024 07:29 PM
I kogo to?

zachmurzenie małe

Temperatura: 12°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 1017 hPa
Wiatr: 29 km/h

ReklamaMarcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: WłodekTreść komentarza: Firma DM-PROJ Mariusz Majewski wygrała 6 przetargów dla Gminy Łobżenica na łączną kwotę 575 tys teraz dochodzi rewitalizacja na 147600 zł. Kto przygotowuje w urzędzie przetargi, że zawsze trafia na tego pana chyba, że to zbieg okoliczności.Data dodania komentarza: 20.04.2026, 13:41Źródło komentarza: Rewitalizacja czy konfrontacja?Autor komentarza: ŁobżenicaTreść komentarza: Brak konsultacji z mieszkańcami na stosownym etapie to jak widać standard działania tego urzędu. W lutym odbyło się spotkanie z rodzicami dzieci z oddziału przedszkolnego przy SP, po tym jak już rada w styczniu zagłosowała za zamknięciem oddziału. Po co to spotkanie jak procedury ruszyły? Na powiadamianie wszystkich rodziców wydano +10tys., a wcześniej w pawilonie za 1,2mln (środki własne gminy) wyremontowano piętro na cele przedszkola ze szkoły podstawowej. Awaryjnie do końca roku szkolnego jest tam przedszkole publiczne. Wszystko pod modnym hasłem "demografia", które wiele pomieści.. nawet drugie dno.Data dodania komentarza: 20.04.2026, 12:38Źródło komentarza: Rewitalizacja czy konfrontacja?Autor komentarza: ryjący dzikTreść komentarza: To miał być pomnik na wybory. Symbol dzika, który ryje śród skweru a będzie to sarkofag z dosłownym jego znaczeniem semantycznym. Pan burmistrz postanowił sprawdzić czy zasada ,,nic o nas bez nas" działa czy nie działa . Okazało się, że społeczność Łobżenicy jest wierna tejże zasadzie . Będzie więc to nauka bolesna, ale nauczka na lata dla innych, którym w głowie urodzi się podobna myśl.Data dodania komentarza: 20.04.2026, 10:12Źródło komentarza: Rewitalizacja czy konfrontacja?Autor komentarza: Zyzuś TłuściochTreść komentarza: Projektant opiera się na wytycznych, które powinny wynikać z oczekiwań i doświadczeń oraz udogodnień. Jeśli zaprojektowano coś z dupy to jest to marnotrawienie środków publicznych i poprawki powinien sfinansować zamawiający z własnej kieszeni.Data dodania komentarza: 19.04.2026, 21:04Źródło komentarza: Rewitalizacja czy konfrontacja?Autor komentarza: RumcajsTreść komentarza: Błędy się zdarzają, tutaj popełniono kardynalny. W dużych miastach gdzie rządzi platforma podobne numery przechodzą bo ludzie nie potrafią się sprzeciwić. Przykład Warszawy, Poznania, Piły. W Łobżenicy ludzie sobie nie pozwolą na działanie wbrew ich woli. Jeżeli władza nie wyciągnie z tego nauki to skończy jak Łosoś a wcześniej jak Cerlak.Data dodania komentarza: 19.04.2026, 17:38Źródło komentarza: Rewitalizacja czy konfrontacja?Autor komentarza: FanTreść komentarza: Burmistrz nie chciał konsultacji z mieszkańcami przed przygotowaniem projektu, na załączonym filmie projektant mówi to wyraźnie.Data dodania komentarza: 19.04.2026, 14:00Źródło komentarza: Rewitalizacja czy konfrontacja?