Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 9 lutego 2026 09:24

Wrześniowy bohater - pilot Paweł Łuczyński

Podziel się
Oceń

Jedną z pierwszych akcji niemieckich sił zbrojnych podczas II wojny światowej było zbombardowanie Wielunia. Miało to miejsce w godzinach porannych 1 września 1939 roku. Atak Luftwaffe zakończył się zniszczeniem około 75% zabudowy w tej miejscowości (ze szpitalem i zabytkami włącznie) oraz śmiercią kilkuset mieszkańców. Tego rodzaju barbarzyństwu starali się przeciwdziałać polscy lotnicy. Wśród nich był urodzony 19 maja 1915 roku w Krajence, ppor. Paweł Łuczyński.

Nie dotarłem do informacji na temat dokładnej daty opuszczenia przez rodzinę Łuczyńskich miasta nad Głomią. Można wysnuć domniemanie, że nastąpiło to podczas wielkiej fali emigracji z Niemiec w granice II Rzeczypospolitej, która trwała w pierwszej połowie lat dwudziestych XX wieku. Znany jest za to kierunek wyjazdu, bo była nim Wielkopolska.

Rodzicami Pawła Łuczyńskiego byli Marceli i Katarzyna z domu Niemczyk. Można wysnuć domniemanie, że wychowywali oni swoje dzieci w duchu patriotycznym. Wskazuje na to m.in. historia Franciszka Łuczyńskiego (starszy brat Pawła), którego wojenne losy doprowadziły na Półwysep Apeniński (podczas wojny służył w 8. Batalionie Strzelców Karpackich).

Paweł Łuczyński dorastał w Chodzieży i tam też uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego. W 1934 roku zdał egzamin maturalny. Kolejnym krokiem w jego edukacji stało się ukończenie, z 14 wynikiem, Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie (1938) i przydział do 132 Eskadry Myśliwców (wchodziła w skład Armii Poznań). Jednostka wyposażona była w 10 samolotów PZL P.11C. Jej dowódcą był kpt. Franciszek Jastrzębski. Wymieniona eskadra podczas kampanii wrześniowej zestrzeliła łącznie 17 niemieckich samolotów. 

Według informacji zamieszczonej na tzw. "Liście Bajana", ppor. Paweł Łuczyński pierwsze zestrzelenie zaliczył 3 września 1939 roku. Wespół z dwoma innymi pilotami zniszczył średni bombowiec niemieckiej Luftwaffe - Heinkel He 111. Nieco inaczej pierwsze zestrzelenie opisuje Marius Emmerling – autor książki "Luftwaffe nad Polską". Według tego autora Łuczyński, startując z zasadzki Gębarzewo, dokonał zestrzelenia niemieckiego Dorniera Do-17 (a więc nie samolotu Heinkel He 111) dzień później, tj. w dniu 4 września 1939 roku. Kolejne trafienie miało miejsce 6 września. Startując w kluczu alarmowym z Osieka Małego, Łuczyński zestrzelił Dorniera Do-17. Do historii przeszła jego ostatnia walka, którą stoczył na polskim niebie w dniu 7 września 1939 roku. Po starciu z bombowcami w rejonie Sochaczewa polskie samoloty ścigały Dorniera Do-17, dowodzonego przez mjr. von Lossberga. Niemiec oddalał się w stronę granicy lotem koszącym. Po serii oddanej z samolotu polskiego pilota, niemiecki Do-17 zaczął dymić. Nie został jednak całkowicie zniszczony. Paweł Łuczyński kontynuował więc pościg.

Przebieg tej historii rodzi wiele znaków zapytania. Istnieją bowiem różne wersje przebiegu dalszej walki. Pierwsza mówi o tym, że w trakcie pogoni Łuczyński pochylił samolot w skręcie i zawadził o czubek korony drzewa, co doprowadziło do rozbicia jego PZL P.11C. Kolejna wersja, sporządzona przez tzw. "Komisję Bajana", podaje, że podczas potyczki na niebie polski pilot został zestrzelony ogniem strzelca pokładowego z Do-17. Ostatni ze znanych opisów pochodzi od krewnych osób, które miały styczność z Łuczyńskim tuż po rozbiciu się jego maszyny. Mowa o rodzinie Popłonikowskich, której przedstawiciele mieli również możliwość spotkania z Pawłem Łuczyńskim, gdy ten w 1992 roku odwiedził Polskę. Według ich słów (na podstawie relacji pilota), rozbicie PZL P.11C między wsiami Wrząca i Gruszczyce nastąpiło na skutek wcześniejszego samouszkodzenia maszyny przez Pawła Łuczyńskiego w wyniku prowadzonego przez niego intensywnego ostrzału lub trafienia samolotu przez nieprzyjaciela. Wykluczyli natomiast możliwość zahaczenia o drzewo jako przyczynę katastrofy.

Pawłowi Łuczyńskiemu udało się przeżyć upadek samolotu. Tak wspominał pierwsze chwile tuż po rozbiciu maszyny. "Gdy wróciła mi przytomność w rozbitym samolocie na polach pod Wrzącą, miałem zupełny zanik pamięci. Nie wiedziałem nawet, że była wojna. Tylko oczy, właściwie jedno oko, bo drugie było zamknięte, zaklejone krwią. Notuje obrazy i stwierdzam fakty. Tak dużo światła w kabinie i zamiast podłogi trawa. Nie ma silnika. Po jakimś czasie doszedłem do wniosku, że się rozbiłem. Zacząłem egzaminować siebie. Lewa ręka w porządku, prawa też się rusza. Lewa noga od kostki skręcona 90 stopni w prawo. Prawa wydaje się w porządku. W umyśle cały czas pytanie. Skąd się tutaj wziąłem".

Prawdopodobnie ppor. Łuczyńskiemu udało się przeżyć dzięki temu, że samolot spadł na pole. Istotny był również fakt, że okoliczni mieszkańcy, którzy obserwowali powietrzną walkę (Kazimierczak i Pawlik), wyciągnęli pilota z wraku i przewieźli do zabudowań Antoniego Popłonikowskiego. To właśnie tam udzielono mu fachowej pomocy medycznej (właściciel posesji podczas I wojny światowej był sanitariuszem, jego córka również miała pewną wiedzę medyczną). Po dwóch dniach rannego lotnika zabrali Niemcy i ulokowali w szpitalu. Przez okres okupacji przebywał w Oflagach: IV C Colditz, II A w Prenzlau oraz II E Neubrandenburg.

Po zakończeniu działań wojennych Paweł Łuczyński pozostał na terenie okupowanych Niemiec. Rozpoczął służbę w kompaniach wartowniczych, które podporządkowane były amerykańskim wojskom okupacyjnym. Warto podkreślić, że ich zasadniczy trzon stanowili żołnierze Brygady Świętokrzyskiej NSZ. Mowa tu o formacji, która po dramatycznym marszu przez Śląsk i Czechy dotarła do wojsk amerykańskich i podjęła z nimi współpracę. W trakcie służby w kompanii wartowniczej Paweł Łuczyński został m.in. dowódcą plutonu w kompanii 4011, a po awansie na stopień porucznika, otrzymał nominację na zastępcę dowódcy kompani 4011. W trakcie służby przyjął pseudonim "Longin", którego później używał również jako nazwiska.

W lipca 1947 roku Amerykanie przystąpili do likwidacji wszystkich polskich oddziałów. Wartownicy mieli zostać przeniesieni do specjalnych obozów. Alianci zaoferowali również jako alternatywę ciężką i niebezpieczną pracę w kopalniach węgla w Belgii i Holandii. Tego rodzaju decyzję miały podłoże nie tylko wojskowe i ekonomiczne, ale w głównej mierze stanowiły efekt nacisków komunistów z Moskwy i Warszawy (dotyczyły służby Polaków przy amerykańskiej armii). Rozgoryczenie i dramatyczną sytuację zwalnianych wartowników przy armiach amerykańskich ukazują słowa ks. Franciszka Wajdy – kapelana Kompanii Wartowniczych. Duchowny tak opisywał sytuację polskich żołnierzy: "odmawia się zwalnianym praw DP (od ang. displaced persons - osoby przemieszczone – określenie stosowane przez Aliantów wobec osób, które w „wyniku wojny znalazły się poza swoim państwem i chciały wrócić do swojego kraju, albo znaleźć nową ojczyznę, lecz bez udzielenia im pomocy uczynić tego nie mogły), nie chcą ich przyjmować do obozów cywilnych. Przy rozładowywaniu spokojnie, tylko w Bremie wielkie awantury. Spalenie koszar przez naszych, morderstwo na żołnierzu amerykańskim, bunty przeciw naszym oficerom tu i ówdzie […]. Liczni z kraju płyną całą falą (uciekając przed powojennym reżimem). Dla mnie straszny kłopot. Brak środków pomocowych. Przychodzą bez celu, szukają możliwości zaczepienia się przy tak biednych, jak oni Polakach. W ostatnich czasach wzmogły się samobójstwa wśród wartowników. Nie wytrzymują już i tak przeciągniętych nerwów”.

Decyzje amerykańskich czynników politycznych i wojskowych sprawiły, że pochodzący z Krajenki pilot podjął decyzję o opuszczeniu Europy. Ten radykalny krok był również następstwem utrwalenia się władzy komunistycznej na ziemiach polskich i braku perspektyw na zmianę tej sytuacji. Największe znaczenie prawdopodobnie miało jednak to, że jeszcze na terenie Niemiec Łuczyński zawarł związek małżeński z amerykanką Lio Piibelaan. Razem z nią w 1949 roku wyemigrował do USA. Przez wiele lat mieszkał w Bismark w Dakocie Północnej (USA) oraz w Niagara Falls. Zajmował się profesjonalnie fotografią. Do końca życia pielęgnował także swoją lotniczą pasję. Czynił to nie tylko jako członek Stowarzyszenia Lotników Polskich "Skrzydła Buffalo", ale także latał na swoim ultralekkim samolocie, i to jeszcze w wieku 80 lat. Paweł Longin-Łuczyński zmarł 23 stycznia 2007 roku w Niagara Falls. W chwili śmierci miał 91 lat. 

Kilka lat temu upamiętniłem Pawła Łuczyńskiego w Izbie Pamięci w Krajence. Wspomniałem o nim również w Zeszytach Historycznych Pilskich Dni Pamięci Żołnierzy Wyklętych. W tym kontekście cieszy fakt, że jego sylwetka została przedstawiona w pierwszym numerze komiksów (2021) wydanych przez Instytut Pamięci Narodowej. Rysunki do niego stworzyli uczniowie - laureaci poszczególnych edycji konkursu „Epizody z najnowszej historii Polski w komiksie”, organizowanego przez IPN. W przypadku Pawła Łuczyńskiego był to Wojciech Rajczak. Ten przykład pokazuje, że warto opowiadać o historii, że trafia ona także pod strzechy i wydaje piękne owoce.

Piotr Janusz Tomasz

(23 stycznia 2019, Krajenka)

kontakt:[email protected]

Pięknie dziękuję panu Grzegorzowi Sojda (niebeieska eskadra) za udostępnienie fotografii i niektórych materiałów.

 

Źródła: pod red. Paweł Skubisz, Polskie Oddziały Wartownicze przy armii amerykańskiej, IPN Szczecin 2016

Robert Kiełek, Paweł Łuczyński, www.niebieskaeskadra.pl

Program TVP Historia, Było nie minęło – zwiadowcy historii "Rodzinna tajemnica", www.vod.tvp.pl, (dostęp 15 grudnia 2018)

Materiały wspomnieniowe Pawła Łuczyńskiego otrzymane od pana Grzegorza Sojdy

Materiały Wojskowego Biura Historycznego


Napisz komentarz

Komentarze

zachmurzenie duże

Temperatura: -5°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 1017 hPa
Wiatr: 18 km/h

ReklamaMarcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: ŻyczliwyTreść komentarza: Teczek się nie broni. Ale o reszcie zarzutów wobec działań Pani Prezes jakoś mowy nie ma. Używanie tego pseudonimu w komentarzu (nie sądzę, żeby był to zabieg okoliczności) mieć jaki charakter? Nadal: spółdzielnia funkcjonowała bez zadłużeń za poprzedniego zarządu.Data dodania komentarza: 9.02.2026, 08:56Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: WandziaTreść komentarza: https://inwentarz.ipn.gov.pl/szukaj?fraza=Kazimierz%20%20Brewka&sort_bef_combine=relevance_DESCData dodania komentarza: 9.02.2026, 08:06Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: ObserwatorTreść komentarza: Do poprzednich komentarzy dodam jeszcze - przedmiotowe traktowanie pracowników przez Panią Prezes. Kadencja tej Pani była koszmarnym dla nich czasem. Nietrafione decyzje sukcesywnie ciągnęły firmę na dno. Objęła ona stery kiedy firma była w bardzo dobrej kondycji finansowej. Absurdalne zarzuty pokazują tylko dalszy brak samokrytyki i wybujałe "ego". Ta Pani sama wystawiła sobie ocenę. Proszę spojrzeć na Delikatesy , sklep w Świętej, skład materiałów budowlanych itp. Tu nie potrzeba nawet komentarza.Data dodania komentarza: 9.02.2026, 07:32Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: złotowianinTreść komentarza: Kadencja pani prezes zapisała się jako okres systematycznego osłabiania fundamentów finansowych i organizacyjnych firmy. Kluczowe decyzje strategiczne były podejmowane bez rzetelnych analiz, często w oderwaniu od realiów rynkowych i rzeczywistych możliwości przedsiębiorstwa. Widoczny był brak spójnej wizji rozwoju oraz konsekwencji w realizacji raz obranych kierunków — strategia zmieniała się chaotycznie, reagując bardziej na doraźne impulsy niż na długofalowe cele. Zarządzanie finansami cechowała lekkomyślność i nieumiejętność oceny ryzyka. Nietrafione inwestycje, kosztowne projekty bez realnego zwrotu oraz nadmierne wydatki operacyjne stopniowo drenowały budżet firmy. Jednocześnie ignorowano sygnały ostrzegawcze: pogarszające się wyniki, rosnące zadłużenie oraz uwagi zgłaszane przez radę nadzorczą i pracowników. Zamiast działań naprawczych dominowało zamiatanie problemów pod dywan i kreowanie pozorów stabilności. Styl zarządzania opierał się na centralizacji decyzji i marginalizowaniu kompetentnych pracowników. Brak dialogu, nieprzewidywalność oraz częste zmiany priorytetów doprowadziły do spadku morale zespołu, rotacji kluczowych pracowników. Odpowiedzialność za niepowodzenia była regularnie przerzucana na podwładnych lub czynniki zewnętrzne, co tylko pogłębiało chaos i brak zaufania wewnątrz spółdzielni.Data dodania komentarza: 9.02.2026, 07:11Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: Ale...Treść komentarza: Czytając informację sprzed jednego/dwóch dni o tym, że ten artykuł powstanie liczyłem, że w końcu ktoś zauważył straty ponoszone w ostatnich latach... Jakże się myliłem... W takim razie kilka spraw: 1. Nie trudno domyślić się, że doniesienie o nieprawidłowościach pochodzi od Pani Magdy lub członków z jej najbliższego otoczenia (konkretne osoby). 2. Oświadczenie byłej prezes jest co najmniej absurdalne -Kierowanie się dobrem spółdzielni: kierowaniem się dobrej spółdzielni nie jest sprawienie, że budynek na Wojska Polskiego z funkcjonującego obiektu stał się w połowie wymarłym budynkiem, który od około kilku miesięcy straszy zielonymi płachtami w oknach i brakiem perspektyw. Sklep, który tam był nie funkcjonował i rotacja pracowników jest winą jednej osoby, co w gronie byłych pracowników nie podlega dyskusji. -zależało na dobru pracowników... Pamiętamy krzyki, pamiętamy zwolnienia, które się odbywały i pamiętamy dlaczego tak wiele osób odeszło z tej spółdzielni. Naprawdę mamy uwierzyć, że dla dobra pracowników byli oni tak przez ostatnie lata traktowani? -Rozwiązania, które dawały szansę na funkcjonowanie spółdzielni, a nie jej wygaszanie? Wojska Polskiego jest tym jaskrawym przykładem. Teraz odnośnie samych zarzutów: ciężko odpisywać nie posiadając pełnej wiedzy o tym, o jakiej dokumentacji jest mowa. 1. Chęć likwidacji spółdzielni: jest to teoria, którą prezes M.B-Z. miała od lat. Wielu pracowników ją usłyszało i wielu pracowników w nią wierzyło. Ciężko jednak ją poprzeć, bo nie ma na to dowodów. 2. Znam pomysły sprzedażowe jakie wynikały nie od rady, a od Zarządu czasów prezes M.B-Z. 3. Blokowanie działań rozwojowych: na samym początku działalności na funkcji Pani Prezes dostała wolną rękę. Proszę powiedzieć, które z działam Pani Prezes były rozwojowe i przyniosły korzyści finansowe Spółdzielni? W opinii wielu osób rada zaczęła blokować pomysły za późno. A! I zadaniem RN jest nadzorować. I negatywnie opiniować próby sprzedaży nieruchomości, które RN uważa za niesłuszne. 4. Wieloletnie wyprzedawanie majątku spółdzielni: tak. Kontynuowane przez Prezes M.B-Z. W latach działalności nowej prezes sprzedano na szybko licząc co najmniej 4 obiekty (pierwsze, które wpadły mi do głowy). Dodatkowo planowano zbycie następnych i największym przykładem będzie próba sprzedaży biurowca: ogłoszenie jest w dalszym ciągu ogólnodostępne, a jeśli nie to odpowiednie osoby mają je udokumentowane. I żeby była jasność: to z mojej strony jest tylko wniosek: tamci zło, bo sprzedawali, my dobrzy chociaż sprzedajemy. Dziura w logice i niespójność. 5. Poz. 27 odpisu pełnego KRS opisuje, że wpisanie Prezes M.B-Z na funkcję Prezes Zarządu do akt nastąpiło 01.03.2021 r. Oczywiście uchwała o powołaniu przez RN była prędzej. Ale zdając sobie również sprawę ile czasu mniej więcej zajmzatwierdzeniauje rejestracja zmian w KRS jeśli nieruchomość w Nowym Dworze została sprzedana do połowy roku lub nawet krótko po to Prezes M.B-Z. nie miała powodu być zaangażowana w ten proces. Rozmowy sprzedażowe nie trwają pięciu minut. Wymagają przygotowanej osobnej uchwały RN i zbycia nieruchomości przez Walne Zgromadzenie/Zebranie Przedstawicieli. Co do kwoty: nie znam. 6. O moralności i etyce: czy Pani przekazując swoje stanowisko z kierowniczego na prezesa zarządu przekazała je transparentnie i z należytą troską? To pytanie pozostawiam otwarte. 7. Faktyczne kształtowanie wyglądu RN w 2022 r.: znowu odwołuję się do etyki i moralności Pani Prezes M.B-Z., nie sądzi Pani, że ten zarzut może być mieczem obosiecznym? Jeśli są dowody - warto je przedstawić. Przy czym również pochylić się nad tym czy ten zarzut nie może zostać wysunięty również przez drugą stronę. Były prezes K.B. zajął miejsce w RN sam proponując inną osobę na przewodniczącego. A miał duże poparcie, żeby objąć tę funkcję. 8. To zdarzenie jest nieznane dla większości osób. Mam swoje zdanie na ten temat, nieistotne dla sprawy. Pisząc list do redakcji używając zdarzeń, o których wie niewielka ilość osób można pomyśleć, że ten anonim to odwet. Ale nie ten, o którym jest mowa w artykule. 9. Były Zarząd miał prawo mieć pomysły na kontrowersyjne inwestycje, a Prezes M.B-Z. w momencie objęcia stanowiska miała prawo je zablokować. Pytanie czy w obliczu Pani inwestycji jest Pani pewna, że było to słuszne? Nie ma czego rozdmuchiwać. Jeden Zarząd myślał tak, drugi inaczej. 10. Teczka IPN dotyczy osoby z punktu 8. Kwestie teczki pozostawiam odpowiednim osobom. Co do kilometrów: temat do rozpatrzenia. 11. Jak wyżej zostawiam do rozpatrzenia. Punkty 12 i 13. Jak wyglądały działania Prezes wobec pracowników? Czy opisy z jednego z portalu pracy nie opisują dokładnie jaką ma Pani opinię? Jeśli ma Pani dowody na mobbing organu nadzorczego należy je przedstawić i dochodzić swoich racji w odpowiednim sądzie.Data dodania komentarza: 9.02.2026, 02:34Źródło komentarza: Sprawa Spółdzielni Rolnik wymaga wyjaśnień – czy odwołanie to odwet za ujawnienie nieprawidłowości?Autor komentarza: gdzie są te wkurwione?Treść komentarza: Gdzie te KURWY WKURWIONE SA. Dlaczego tych pizd nie drą? #PiekłoKobiet #Muzeum #Lempart i te wszystkie lewicowe hipokrytki nie wyszły jeszcze na ulicę? Fałszywe ,obłudne kobiety lewicy, czyste zło! Gdzie #MarszKobiet ? hipokrytki fałszywe ! To wasza lewica ich tu sprowadziła, to za waszych rządów się stało. Lewica to czyste zło.Data dodania komentarza: 9.02.2026, 00:59Źródło komentarza: Skazany pedofil z Jastrowia z uchylonym w całości wryrokiem 11 lat pozbawienia wolności