Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 2 listopada 2026 12:58
Skarga na burmistrza i prywatność wystawiona na widok

Dane osobowe na parkingu. Tak w Złotowie chroni się prywatność mieszkańców?

Podziel się
Oceń

Dane osobowe, adres zamieszkania, numer telefonu, informacje dotyczące zdrowia i szczegóły skargi na burmistrza Złotowa. Wszystko na widoku, za szybą samochodu zaparkowanego na jednym z miejskich parkingów. Nie przed urzędem, nie na terenie zamkniętym, lecz w miejscu dostępnym dla przypadkowych przechodniów. Wystarczyło podejść i spojrzeć przez szybę. Według relacji autora zdjęć samochód należy do jednego z urzędników lub funkcjonariusza publicznego. Co więcej, burmistrz Złotowa dwukrotnie kontaktował się z mężczyzną, który wykonał fotografie. Sprawa rodzi poważne pytania o ochronę danych osobowych i odpowiedzialność za ich zabezpieczenie.

Zwykły parking w Złotowie. Zaparkowane samochody, przechodzący ludzie, codzienny ruch. W jednym z pojazdów, na kokpicie, leży plik dokumentów. Nie są schowane w teczce ani zabezpieczone przed wzrokiem osób postronnych. Na wierzchu znajduje się skarga skierowana do Rady Miejskiej w Złotowie. Wystarczy podejść bliżej, aby odczytać jej treść. A jest co czytać, bo dokument zawiera nie tylko zarzuty wobec burmistrza, ale również prywatne informacje dotyczące autora pisma. 

Imię, nazwisko, adres, numer telefonu, opis sytuacji związanej z niepełnosprawnością, a nawet wzmianki o przebytych zabiegach medycznych. Wszystko to znalazło się za szybą samochodu, gdzie mogły to zobaczyć osoby przechodzące obok. 

Nie trzeba było włamywać się do pojazdu, otwierać drzwi ani przeszukiwać jego wnętrza. Wystarczyło wyjąć telefon i zrobić zdjęcie. I właśnie tak powstały fotografie, które dokumentują całą sytuację. 

Skarga na burmistrza i prywatność wystawiona na widok 

Jednym z pozostawionych dokumentów była skarga z 7 września 2026 roku, skierowana do Rady Miejskiej w Złotowie. Jej autor zarzuca burmistrzowi między innymi bezczynność oraz dyskryminację. Opisuje również problemy związane z miejscem parkingowym dla osoby z niepełnosprawnością. 

Nie będziemy rozstrzygać, czy przedstawione w skardze zarzuty są zasadne. To odrębna sprawa, którą powinny ocenić właściwe organy. W tym przypadku istotne jest coś zupełnie innego. Mieszkaniec, kierując pismo do instytucji publicznej, przekazał jej informacje dotyczące swojego życia prywatnego. Miał prawo oczekiwać, że będą one odpowiednio chronione. 

Tymczasem dokument znalazł się w miejscu, w którym mogła zapoznać się z nim przypadkowa osoba. Co więcej, zawarte w nim informacje pozwalały nie tylko zidentyfikować autora, ale również poznać szczegóły jego sytuacji zdrowotnej. Wystarczy wyobrazić sobie, że podobne pismo dotyczyłoby nas samych. Że ktoś obcy mógłby przeczytać o naszych problemach, chorobach, rodzinnych konfliktach czy trudnej sytuacji życiowej. A następnie zrobić zdjęcie i przesłać je dalej. W dobie telefonów komórkowych i mediów społecznościowych nie jest to przecież scenariusz niemożliwy do wyobrażenia. 

Burmistrz kontaktował się z autorem zdjęć. I to dwukrotnie 

Sprawa ma jeszcze jeden interesujący wątek. Mężczyzna, który wykonał fotografie, potwierdził w rozmowie z nami, że samochód należy do jednego z urzędników. Ze względu na charakter sprawy nie podajemy informacji pozwalających zidentyfikować tę osobę. 

Nasz rozmówca przekazał również, że burmistrz Złotowa dwukrotnie kontaktował się z nim telefonicznie. 

Nie znamy dokładnej treści tych rozmów, dlatego nie będziemy przypisywać burmistrzowi intencji, których nie możemy potwierdzić. Możliwe, że chodziło o wyjaśnienie okoliczności zdarzenia. Sam fakt kontaktu nie jest niczym niewłaściwym. 

Pojawia się jednak pytanie, jakie działania podjęto w związku z dokumentami. Czy ustalono, dlaczego pozostawiono je na widoku? Czy wyjaśniono, kto odpowiadał za ich zabezpieczenie? Czy sprawę przekazano inspektorowi ochrony danych? 

Bo o ile ustalenie okoliczności wykonania zdjęć może być elementem wyjaśniania zdarzenia, o tyle najważniejsze pozostaje to, dlaczego dokumenty w ogóle znalazły się w takiej sytuacji. 

RODO nie kończy się na drzwiach urzędu 

Ochrona danych osobowych nie polega wyłącznie na przechowywaniu dokumentów w zamykanych szafach i zabezpieczaniu komputerów hasłami. Obowiązek ich właściwego zabezpieczenia istnieje również wtedy, gdy dokumentacja jest przenoszona lub przewożona poza siedzibą instytucji. 

Szczególnego znaczenia nabiera to w przypadku informacji dotyczących zdrowia. RODO zalicza je do szczególnych kategorii danych osobowych, wymagających zwiększonej ochrony. 

Czy pozostawienie dokumentów za szybą samochodu oznacza automatycznie złamanie prawa? Nie. Każde takie zdarzenie wymaga indywidualnej oceny, uwzględniającej charakter informacji, okoliczności ich udostępnienia oraz ryzyko dla osób, których dane dotyczą. 

Nie oznacza to jednak, że sprawę można zignorować. Jeżeli doszło do naruszenia ochrony danych osobowych, administrator powinien ocenić jego skutki. W określonych przepisami przypadkach ma również obowiązek zgłoszenia naruszenia Prezesowi Urzędu Ochrony Danych Osobowych, co do zasady w terminie 72 godzin od jego stwierdzenia. 

Warto przy tym pamiętać, że samo wykonanie zdjęcia nie dowodzi jeszcze, iż dane zostały wykorzystane w sposób niezgodny z prawem. Potwierdza jednak, że ich treść można było utrwalić z zewnątrz pojazdu. 

Za takie niedopatrzenie można ponieść konsekwencje 

Jeżeli okaże się, że dokumenty były powierzone pracownikowi w związku z wykonywanymi obowiązkami służbowymi, a sposób ich przechowywania naruszał obowiązujące procedury, sprawa może mieć również konsekwencje pracownicze. W zależności od okoliczności i stopnia zawinienia mogą one obejmować upomnienie, naganę, wypowiedzenie umowy o pracę, a w szczególnie poważnych przypadkach nawet rozwiązanie stosunku pracy bez wypowiedzenia. Nie oznacza to oczywiście, że każda nieuwaga automatycznie uzasadnia tak daleko idące działania. 

Odrębną kwestią jest odpowiedzialność administratora danych, który powinien zapewnić odpowiednie środki organizacyjne i techniczne chroniące dokumentację przed dostępem osób nieuprawnionych. 

Nie wiadomo obecnie, jak długo dokumenty pozostawały w samochodzie ani czy ktokolwiek poza autorem fotografii zapoznał się z ich treścią. Nie ustalono również, czy urząd przeprowadził już wewnętrzne postępowanie wyjaśniające. 

A gdyby to były twoje dokumenty? 

Cała sytuacja skłania do postawienia pytania, które powinno zainteresować każdego mieszkańca korzystającego z usług urzędu. Co dzieje się z naszymi dokumentami po ich złożeniu? Kto ma do nich dostęp? Czy są odpowiednio zabezpieczone również wtedy, gdy opuszczają budynek magistratu? 

Nie chodzi o to, by z jednego zdarzenia wyciągać pochopne wnioski dotyczące funkcjonowania całego urzędu. Chodzi o wyjaśnienie konkretnej sytuacji, która nie powinna pozostawiać mieszkańców z poczuciem, że ich prywatne sprawy mogą stać się przypadkową lekturą na miejskim parkingu. 

W tej historii jest skarga, są dane osobowe, informacje dotyczące zdrowia, fotografie i dwa telefony burmistrza do ich autora. Nadal jednak brakuje odpowiedzi na najważniejsze pytanie: dlaczego dokumenty znalazły się na widoku i co zrobiono, aby podobna sytuacja się nie powtórzyła? 

Urzędnik może popełnić błąd. Od instytucji publicznej należy jednak oczekiwać, że potrafi taki błąd wyjaśnić, ocenić jego konsekwencje i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Bo kiedy mieszkaniec przekazuje urzędowi swoje dane, nie powinien zastanawiać się, czy któregoś dnia jego nazwisko, adres, numer telefonu i informacje o zdrowiu znajdą się za szybą samochodu na przypadkowym parkingu. Jedno jest pewne,że mąjac wiedzę urzednik jest zobligowany zgłosić incydent RODO. Jeśli więc prawdą jest, że w tej sprawie wykonano połączenia tefoniczne w celu wyjaśnień, nie mamy prawa przypuszczać, że zachowano się wbrew prawu i sprawy nie zgłoszono. 


Napisz komentarz

Komentarze

Adam 02.11.2026 12:02 PM
te auto to parkuje pod UM, czyli ktos stamtad

Spisek 02.11.2026 11:52 AM
Ja słyszałem, że Kazimierz podrzucił jej dokumenty do samochodu, które dostał od Koronkiewicza.

Ataki 02.11.2026 11:42 AM
jesli dobrze widzę to pewnie ta idiotka

Temperatura: 9°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 1031 hPa
Wiatr: 1 km/h

Reklama Marcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: Adam Treść komentarza: te auto to parkuje pod UM, czyli ktos stamtad Data dodania komentarza: 2.11.2026, 12:02 Źródło komentarza: Dane osobowe na parkingu. Tak w Złotowie chroni się prywatność mieszkańców? Autor komentarza: Spisek Treść komentarza: Ja słyszałem, że Kazimierz podrzucił jej dokumenty do samochodu, które dostał od Koronkiewicza. Data dodania komentarza: 2.11.2026, 11:52 Źródło komentarza: Dane osobowe na parkingu. Tak w Złotowie chroni się prywatność mieszkańców? Autor komentarza: Ataki Treść komentarza: jesli dobrze widzę to pewnie ta idiotka Data dodania komentarza: 2.11.2026, 11:42 Źródło komentarza: Dane osobowe na parkingu. Tak w Złotowie chroni się prywatność mieszkańców? Autor komentarza: Basia Treść komentarza: Rodzice nie mają wyobraźni, a dzieci kultury. Widać to co roku po ilości dzieci szwendających się po mieście w ostatni dzień października. Może to i frajda, ale nie dla starszych i chorych osób, które są niepokojone ciągłym pukaniem do drzwi i hałasami na posesji, a potem często aktami wandalizmu, bo psikus w rozumieniu niektórych gamoni to zniszczenie czegokolwiek, co znajdzie się w ich zasięgu. Są też osoby, które z slzasady nie chcą się bawić po posprzątaniu grobów swoich bliskich, wolą pogrążyć się w zadumie, albo po prostu wyjechać do rodziny, a po powrocie dowiadują się, że ktoś im zniszczył drzwi wejściowe do domu, bo nie dali cukierków. Żyjemy w wolnym kraju, na każdym kroku podkreślamy, jak bardzo tabwolność jest dla nas ważna, a potem zmuszamy innych do rozdawania naszym dzieciom cukierków, bo jak nie, to sami sobie winni. Dla mnie halloween w wydaniu polskim to festiwal chamstwa i prostactwa, a nie zabawa. W dodatku za zgodą rodziców, którzy wręcz sami zachęcają swoje dzieci do nachodzenia innych, nie interesując się w ogóle, co dokładnie ich pociechy tam wyczyniają. I drugi aspekt - dzieci biorą słodycze od obcych. Powtarza się od lat jak mantrę, żeby uczyć dzieci nieprzyjmowania czegokolwiek od nieznajomych, żeby nie rozmawiać z obcymi, a tutaj rodzice sami pchają swoje dzieci w ręce obcych ludzi. A skąd wiedzą, czy cukierki nie zostały czymś doprawione, czy w danym mieszkaniu nie mieszka ktoś, kto może dziecko skrzywdzić - pedofil, psychopata, z tym może być różnie. I nawet jeśli rodzic czeka przy wejściu do klatki schodowej, co i tak jest rzadkością - zdąży uratować dziecko przed krzywdą? Nie ma takiej opcji. Data dodania komentarza: 1.11.2026, 10:50 Źródło komentarza: Mieszkańcy Złotowa mają dość nocnych wycieczek dzieci po cudzych posesjach Autor komentarza: Jasio pastuszek Treść komentarza: Gdzie Niemiec wetknie swój gestapowski nos, tam zawsze jest klęska, rozwałka, śmierć, pożoga. Nie darmo flaga niemiecka jest apoteozą pożaru. Pożar, to zniszczenie. Taki jest Tusk. Data dodania komentarza: 1.11.2026, 10:43 Źródło komentarza: Akcja kryptonim ,,Bulaj" minęło kilka lat i sprawa się wyjaśniła Autor komentarza: Ryżym Treść komentarza: Ryży przejebie tę bitwę z Polakami. Nich chuj zdechnie! Data dodania komentarza: 31.10.2026, 10:27 Źródło komentarza: Akcja kryptonim ,,Bulaj" minęło kilka lat i sprawa się wyjaśniła