Po naszej publikacji dotyczącej dokumentów zawierających dane osobowe mieszkańca, pozostawionych na kokpicie samochodu zaparkowanego w Złotowie, głos zabrał burmistrz Jakub Pieniążkowski. W wydanym oświadczeniu jednoznacznie wykluczył udział pracowników Urzędu Miejskiego w opisywanym zdarzeniu.
„W opisywaną sprawę NIE JEST zaangażowany ŻADEN pracownik Urzędu Miejskiego w Złotowie” -podkreślono w oświadczeniu.
Burmistrz stanął również w obronie pracowników magistratu, wskazując na ich profesjonalizm, odpowiedzialność i poszanowanie obowiązujących przepisów.
Chcemy w tym miejscu wyraźnie zaznaczyć, że celem naszej wcześniejszej publikacji nie było podważanie uczciwości urzędników ani wywoływanie negatywnych komentarzy pod ich adresem. Nie chodziło o wskazywanie winnych, lecz o przedstawienie sytuacji, w której dokument zawierający dane osobowe, w tym informacje dotyczące zdrowia mieszkańca, pozostawiono w miejscu dostępnym dla wzroku przypadkowych przechodniów.
Od początku interesowało nas przede wszystkim jedno: czy dane mieszkańców są odpowiednio zabezpieczane i jakie działania podejmuje się w przypadku ich możliwego ujawnienia
Dwa zgłoszenia po naszej publikacji
Jak ustaliliśmy, po ukazaniu się artykułu dwie osoby zawiadomiły Urząd Miejski o podejrzeniu naruszenia zasad ochrony danych osobowych w związku z dokumentami pozostawionymi w samochodzie.
Z naszych informacji wynika również, że jedna ze złotowskich radnych została wezwana do magistratu w celu złożenia wyjaśnień dotyczących sprawy.
To istotna okoliczność, ponieważ wskazuje, że zdarzenie stało się przedmiotem zainteresowania nie tylko mediów, ale również osób domagających się jego formalnego wyjaśnienia. Nie przesądzamy, czy doszło do naruszenia przepisów RODO.
Ustalenie tego wymaga oceny okoliczności zdarzenia, charakteru dokumentów i odpowiedzialności za ich zabezpieczenie.
Czy sprawę próbowano zatrzymać w urzędowych murach?
Do redakcji dotarły również nieoficjalne informacje sugerujące, że ujawnienie całej sytuacji nie było w magistracie mile widziane.
Traktujemy je jednak z ostrożnością. Nie dysponujemy obecnie wystarczającymi podstawami, aby stwierdzić, że ktokolwiek próbował ukryć zdarzenie lub utrudnić jego wyjaśnienie.
Warto natomiast zapytać, jakie czynności podjęto po otrzymaniu dwóch zgłoszeń, czy dokonano oceny ryzyka naruszenia ochrony danych oraz czy ustalono, kto był odpowiedzialny za właściwe zabezpieczenie dokumentów.
Oświadczenie burmistrza rozstrzyga stanowisko władz miasta w jednej kwestii: wyklucza zaangażowanie pracowników Urzędu Miejskiego. Nie wyjaśnia jednak wszystkich okoliczności związanych z dokumentami pozostawionymi na widoku.
Nie chodzi o nazwiska.
Chodzi o odpowiedzialność W poprzednim artykule świadomie nie ujawniliśmy danych osoby związanej z samochodem. Podtrzymujemy tę decyzję. Nie zamierzamy również publikować danych mieszkańca, którego prywatne informacje znalazły się w pozostawionej dokumentacji.
Nie interesuje nas publiczne piętnowanie kogokolwiek. Interesuje nas wyjaśnienie, jak doszło do sytuacji, w której dokumenty zawierające wrażliwe informacje mogły zostać sfotografowane przez przypadkową osobę.
Burmistrz w swoim oświadczeniu zaapelował, aby dyskusja opierała się na faktach, a nie domysłach. Podzielamy ten postulat.
Dlatego oczekujemy również konkretnych informacji o działaniach podjętych po zgłoszeniu zdarzenia. Czy sprawa została formalnie przeanalizowana? Czy ustalono, kto odpowiadał za dokumenty? Czy osoba, której dane dotyczą, została poinformowana o zdarzeniu, jeżeli przepisy wymagały takiego zawiadomienia?
Bo najważniejsze w tej historii nie jest to, kto poczuł się dotknięty publikacją. Najważniejsze jest to, czy prywatność mieszkańca została należycie potraktowana i czy podobna sytuacja nie powtórzy się w przyszłości.
Oświadczenie może wykluczyć udział urzędników. Nie zastąpi jednak odpowiedzi na pytanie, dlaczego dokumenty znalazły się za szybą samochodu i co zrobiono po ujawnieniu sprawy
Co istotne, o komunikatach publikowanych na „oficjalnym” profilu miasta dowiadujemy się od czytelników- nasza strona jest tam zablokowana. Na hasło Miasto Złotów pojawia się nam jedynie stara uśmiercona strona jeszcze ze starym logiem. Mamy świadomość, że nie jestśmy jedyni ale styl działania jest w naszej ocenie mało demokratyczny.

Burmistrz zapewnia o staranności i odpowiedzialności pracowników magistratu oraz apeluje o dyskusję opartą na faktach. Trudno jednak odnosić się do miejskich komunikatów, gdy dostęp do profilu, na którym są publikowane, poznajemy wyłącznie z powiadomień prywatnych osób.
Osobliwy to standard otwartości: miasto zabiera głos w sprawie naszej publikacji, ale do jego stanowiska musimy docierać za pośrednictwem czytelników.

Napisz komentarz
Komentarze