Mord w budynku Urzędu Miejskiego w Złotowie

  • 16.02.2021, 20:42 (aktualizacja 16.02.2021, 23:04)
  • Piotr Tomasz

Podziel się:

Oceń:

Mord w budynku Urzędu Miejskiego w Złotowie
Budynek złotowskiego ratusza (dawna siedziba nazistowskiego Gestapo i komunistycznej UB) wciąż skrywa wiele tajemnic. Nieznana jest na przykład liczba osób, którym odebrano w nim życie w okresie stalinizmu. Jedną z takich historii jest zabójstwo ciężarnej kobiety i jej męża. Zdarzenie miało miejsce równo 75 lat temu.

Kulisy tej zbrodni wyglądały następująco. W lutym 1946 roku na terenie wsi Pogórze (miejscowość położona w pobliżu Krajenki) doszło do zatargu sąsiedzkiego. Chodziło o rozliczenie za zboże. Jeden ze zwaśnionych sąsiadów rzucił na odchodne groźbę, którą prawdopodobnie zrealizował w praktyce. 14 lutego 1946 roku w gospodarstwie jej adresatów pojawili się bowiem sowieccy żołnierze. W tym miejscu należy wspomnieć, że okupacyjne wojska radzieckie, zwłaszcza w początkowym okresie instalowania komunizmu na ziemiach polskich, sprawowały rzeczywistą władzę na podbitych terenach. W zasadzie autonomia "polskiego" aparatu państwowego i samorządowego była wówczas niewielka. Większość istotnych decyzji (w tym kadrowych) podejmowali żołnierze z sierpem i młotem na sztandarach.

Przyjazd Sowietów do Krajenki nastąpił za sprawą donosu. Karol i Stanisława Henzorowie zostali pomówieni, że są Ukraińcami (w dokumentach pojawia się też termin "własowcy"). Sowieci, zapewne mając wątpliwości co do wiarygodności donosu, zabrali im jedynie dokumenty oraz nakazali stawienie się w siedzibie PUBP w Złotowie. W tym miejscu należy wyjaśnić, że Henzorowie podczas wojny przebywali na przymusowych robotach koło Dortmundu. Stamtąd przyjechali do Krajenki. Byli wyznania rzymskokatolickiego. Stanisława (z domu Rutkowska) była Polką, urodziła się w 1918 roku w Brzesku, Karol przyszedł na świat w 1921 roku w okolicach Terespola.

15 lutego 1946 roku Józef Rutkowski, który był bratem Stanisławy Henzor, zawiózł małżeństwo do Złotowa. Do siedziby PUBP w Złotowie weszli około godziny 10:00. Około południa Karol Henzor powiadomił Józefa Rutkowskiego, który stał przed budynkiem, aby dalej na nich nie czekał i wracał do domu, co też ten uczynił. Następnego dnia rano Józef Rutkowski oraz Marianna Rutkowska (matka Stanisławy) pojawili się w siedzibie PUBP w Złotowie. Otrzymali informację, że Henzorowie zostali zwolnieni i opuścili budynek PUBP poprzedniego dnia wieczorem. Była to kłamstwo. Stanisława i Karol Henzorowie zostali bowiem zamordowani 15 lutego 1946 roku. Okrucieństwa tej zbrodni dodawał fakt, że kobieta była w 7 miesiącu ciąży.

Okoliczności ich śmierci zapewne pozostaną na zawsze tajemnicą. Według protokołów sekcji zwłok, które sporządził dr Olewiński, mężczyzna zginął natychmiast. Otrzymał dwa strzały (w serce i głowę), każdy z nich był śmiertelny. Natomiast obrażenia na ciele kobiety pozwalają domniemywać, że walczyła o swoje życie. Otrzymała uderzenie w głowę tępym narzędziem, miała złamane kości. Śmierć nastąpiła na skutek postrzału w klatkę piersiową i wykrwawienia się. Tragiczny opis dopełnia fakt, że w ręku trzymała chustkę, którą starała się zatrzymać krwawienie.

Kim był sprawca zbrodni? Według zachowanych akt sądowych nazywał się Andrzej Seredyński i pełnił funkcję śledczego w PUBP w Złotowie. Był narodowości białoruskiej. Należał do kościoła grekokatolickiego. Urodził się w okolicach Białegostoku. Po zajęciu tych terenów przez Sowietów (1939-41) wstąpił do komsomołu. W okresie niemieckiej okupacji Kresów (1941-44) był łącznikiem w radzieckiej partyzantce Wiesiełowa. 5 listopada 1944 roku wstąpił do komunistycznej UB. Przeszedł przeszkolenie w Lublinie. Do Złotowa trafił z PUBP w Chojnicach. W opinii przełożonych z WUBP w Bydgoszczy był funkcjonariuszem niezdyscyplinowanym i nadużywającym alkoholu (m.in. zwykł upijać się podczas prowadzonych przesłuchań). Natomiast pozytywnie wyrażali się o nim współpracownicy z PUBP w Chojnicach i Złotowie ("koleżeński, grzeczny, z pracy wywiązuje się bardzo dobrze").

15 lutego 1946 roku śledczy Seredyński zajmował się sprawą Henzorów. W trakcie jej załatwiania odwiedził dwukrotnie komendanturę sowiecką (można domniemywać, że w sprawie zarekwirowanych dokumentów). Na jej terenie spożywał alkohol. Feralnego dnia (w bliżej nieokreślonym czasie) dołączył także do libacji alkoholowej, w której uczestniczyli m.in. starszy lejtnant Bryniow, major Gonczarenko, porucznik Popławski oraz chorąży Stefan Chrapkowski. Odbywała się ona z okazji zmiany na stanowisku kierownika PUBP w Złotowie. W trakcie libacji Seredyński wspomniał o Henzorach, którzy cały czas czekali na korytarzu w gmachu PUBP na załatwienie dokumentów. W reakcji na to jeden z oficerów sowieckich miał powiedzieć, "zastrzel swołocz"!

Seredyński, według zeznań funkcjonariuszy PUBP w Złotowie, pojawił się w swoim biurze około godziny 16:00. Jak można przeczytać w aktach "nie był pijany, czuć było jedynie alkohol". Kilka minut później, w pokoju w którym przebywał już wspólnie z Henzorami, rozległy się strzały (prawdopodobnie z jego Waltera P38).

Czy taki był rzeczywisty przebieg tej zbrodni? Trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Kolejne dotyczą przebiegu zdarzeń, które miały miejsce bezpośrednio po dokonanym mordzie. Stanisław Sadowski (funkcjonariusz PUBP w Złotowie) zeznał, że po usłyszeniu strzałów wyszedł ze swojego biura sprawdzić źródło ich pochodzenia. Po pewnej chwili, gdy był już na korytarzu, usłyszał głos Seredyńskiego, który wydawał polecenie "komendantowi gmachu", Walentemu Ziachowi, by ten zszedł do celi internowanych Niemców i z ich pomocą zakopał trupy. Podobne słowa usłyszał wartownik Ostrowski. Według jego relacji Andrzej Seredyński wydał rozkaz "powózki końmi, wykopania dołu i zakopania dwóch trupów". W tym miejscu warto zacytować fragment książki Zenona Romanowa "Krajniacy Złotowscy w Polsce Ludowej 1944-75". Mowa w niej bowiem o wysypisku śmieci przy ulicy Chojnickiej w Złotowie, na którym rzekomo chowano zamordowanych w siedzibie PUBP. Przypominam również interpelację jednego z radnych miejskich w Złotowie, który kilka lat temu sugerował, że na terenie obecnego Urzędu Miejskiego mogą znajdować się szczątki Ofiar komunistycznych zbrodni. Jego słów, mimo że wypowiadał je jako funkcjonariusz publiczny, nigdy nie zweryfikowały odpowiednie organy!

Zastanawia także ciąg dziwnych zdarzeń. NA przykład to, że niektórzy funkcjonariusze zignorowali odgłosy wystrzałów z pistoletu. Tłumaczyli to tym, że myśleli, że śledczy Seredyński "strzela do wróbli". W pewnym stopniu tego rodzaju argumentację da się obronić. Czasami bowiem złotowscy funkcjonariusze, na przykład pod wpływem alkoholu, strzelali na wiwat dla urozmaicenia sobie służby. Kolejna dziwna sprawa to bójka koło siedziby PUBP, która wybuchła krótko po oddaniu strzałów przez Seredyńskiego. Niektórzy funkcjonariusze tłumaczyli, że z z jej powodu wyszli na zewnątrz budynku i nie słyszeli strzałów oddanych przez Seredyńskiego. Czy rzeczywiście bójka miała miejsce? A może została jedynie wymyślona lub zaimprowizowana później, by w ten sposób niektórzy funkcjonariusze nie musieli składać zeznań? Warto pamiętać, że wielość relacji zwiększa szansę na popełnienie błędu.

Zastanawia też spokojne zachowanie funkcjonariuszy, którzy mając już wiedzę o zbrodni, nie zareagowali w odpowiedni sposób. Czyżby była to specyficzna odporność, która została nabyta na skutek podobnych zdarzeń w przeszłości? Należy podkreślić, że dopiero pojawienie się Seredyńskiego w celi, w której przebywali aresztowani Niemcy, i zastrzelenie około 60 letniej kobiety oraz ranienie w głowę około 70 letniego mężczyzny (Wilhelm Ruth/Ruck z Krajenki), spowodowały ich reakcję. Seredyński został rozbrojony i osadzony w celi. W trakcie tych czynności rzekomo odgrażał się kolegom, że jest "ruski człowiek".

Zagadką jest także określenie dokładnego momentu rozpoczęcia dochodzenia. Z dokumentów wynika bowiem, że czynności procesowe (m.in. sekcje zwłok) wykonano jeszcze w dniu dokonania zbrodni. Wspomniane dokumenty poświadczył sędzia Alfred Stria. W swoich badaniach dotarłem m.in. do jego żony. Opowiedziała mi, że pewnego dnia mąż został wezwany po pracy do siedziby PUBP w Złotowie. Widział tam krew i zamordowane osoby. Według relacji kobiety mąż był bardzo roztrzęsiony. Po powrocie do domu mówił, że funkcjonariusze wywierali na niego presję, sugerując, że może spotkać go to samo! Czy chodziło o zdarzenie z 15 lutego 1946 roku? A może był to inny mord? Przypominam cytat z książki Zenona Romanowa i ulice Chojnicką.

Ustalenie momentu wszczęcia dochodzenia w sprawie śmierci Henzorów jest bardzo istotne. 16 lutego 1946 roku nieznany z nazwiska funkcjonariusz UB poinformował bowiem rodzinę Rutkowskich (matkę i brata Stanisławy Henzor), że Henzorowie zostali zwolnieni wieczorem 15 lutego 1946 roku i opuścili budynek urzędu. Inna wersja mówi o znalezieniu przez funkcjonariuszy UB ich zwłok między Blękwitem a Złotowem (upozorowanie, ze padli ofiarą napadu). Czy zatem w trakcie dochodzenia podjęto próbę krycia kolegi funkcjonariusza i mataczeniaw sprawie? A może Seredyński był "kozłem ofiarnym" i ciąg zdarzeń wyglądał inaczej (w zbrodni uczestniczyły także inne osoby)? 

8 kwietnia 1946 roku oficer śledczy WUBP w Bydgoszczy chor. Wacław Kosmala zamknął dochodzenie. Andrzej Seredyński przyznał się do winy. Usprawiedliwiał się tym, że zbrodniczego czynu dopuścił się pod wpływem spożytego alkoholu. Nie wykazał skruchy (m.in. nazywał mord "wypadkiem"). 14 maja 1946 roku został skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Bydgoszczy na dożywotnie więzienie (jego obrońcą był Henryk Trzebiński). Wyrok był zmieniany przez kolejne amnestie (już 22 II 1947 roku prokurator mjr Ponarski wystąpił w jego sprawie do WSR w Bydgoszczy o zastosowanie amnestii) i w 1954 roku odzyskał wolność (karę odbywał w Bydgoszczy, Barczewie i Sztumie). Po opuszczeniu więzienia zamieszkał w województwie białostockim, prowadził tam gospodarstwo rolne. Nie udało mi się ustalić daty jego śmierci.

Warto podkreślić, że Andrzej Seredyński stanął przed sądem wyłącznie dzięki determinacji rodziny Rutkowskich. Mowa zwłaszcza o matce Stanisławy Henzor, Mariannie Rutkowskiej, która stoczyła prawdziwą batalię o sprawiedliwość, nie bacząc przy tym na niebezpieczne czasy. Czy się jej doczekała? Ocenę pozostawiam Czytelnikom. Szczególnie "obrońcom demokracji i Konstytucji", którzy demonstrowali w przeszłości w obronie ubeckich emerytur.

Piotr Tomasz

(kontakt z autorem: [email protected])

 

ps. Na początku lat 90. Główna Komisja Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu IPN  - Okręgowa Komisja w Koszalinie prowadziła postępowanie w sprawie zbrodni, która miała miejsce 15 lutego 1946 roku w PUBP w Złotowie. Już 27 listopada 1992 roku wystosowała prośbę o umorzenie dochodzenia. Prokurator Wojewódzki Andrzej Błaszczyk przychylił się do wniosku i umorzył je na podstawie zasady, że nie można sądzić dwa razy w tej samej sprawie.

 

Opis fotografii

1. Nagrobek Stanisławy i Karola Henzor. Znajduje się w Złotowie (cmentarz przy kościele pw. św Rocha). Na płycie widnieje nazwisko Henzur oraz wiek 26 i 23 lata. W artykule opierałem się na dokumentach. Dlatego nazwisko Henzor oraz inne daty urodzenia.

2. Autor artykułu (Piotr Tomasz) z członkiem rodziny zamordowanych Henzorów, Stanisławem Rutkowskim.

3. Stanisława Henzor – fotografia w zbiorach własnych autora

4. Śledczy Andrzej Seredyński - źródło AIPN

Żródła:

zbiory własne autora,

materiały rodziny Rutkowskich,

materiały BUAD IPN, IPN Szczecin, IPN Bydgoszcz, IPN Poznań,

AP Koszalin,

Zenon Romanow, Krajniacy na Złotowszczyźnie w Polsce Ludowej 1945-75, wyd. Akademia Pomorska w Słupsku, Słupsk 2010

Piotr Tomasz

Zdjęcia (4)


Komentarze (5)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu 77400.tv z siedzibą w Złotowie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
ela
ela 17.02.2021, 13:12
Niestety ale delegacje nasze składają kwiaty na pomnik ich oprawców
Paweł
Paweł 24.10.2017, 21:38
Można Powiedzieć, że tragedia niemal z naszego podwórka!, bezpieka ma wciąż swoich obrońców! choćby przed dzisiejszymi sądami!
Piotr Tomasz
Piotr Tomasz 24.10.2017, 22:07
Wkrótce kolejne teksty z bezpieką w tle...
waldek
waldek 24.10.2017, 16:14
Bezpieka tyle krzywd wyrządziła mordując patriotów.Po prostu tragedia.
Piotr Tomasz
Piotr Tomasz 25.10.2017, 14:46
Okazuje się, że czyn Seredyńskiego odcisnął piętno na niektórych funkcjonariuszach PUBP. Przynajmniej jeden z nich (krótko po zdarzeniu) złożył rezygnację ze służby. Dziękuję za informację (podparte źródłem) Panu Józefowi z Bydgoszczy

Pozostałe