Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Wtorek, 16 sierpnia 2022 18:18
Reklama

Szpieg z Krajenką w życiorysie

Henryka Brodziaka poznałem kilkanaście lat temu. Przyznam, że z wielu względów darzyłem sympatią tego człowieka. Najbardziej za jego miłość do historii Krajny, w tym zwłaszcza za niezwykle ważne opracowanie "To nie było wyzwolenie", które dokumentowało zbrodnie Sowietów na Ziemi Krajeńskiej w 1945 roku. Henryk Brodziak to także Honorowy Obywatel Miasta Krajenka. Właśnie od jego postaci rozpoczynam cykl artykułów "Patroni ulic, Honorowi Obywatele miast Krajny ".
Szpieg z Krajenką w życiorysie
Źródło: ZWA

Do tej pory nie powstała żadna, nawet najskromniejsza publikacja opisująca życiorys Henryka Brodziaka. Jest to tym bardziej zaskakujące, że był znanym w regionie społecznikiem, cenionym nauczycielem, autorem książek historycznych i Honorowym Obywatelem Krajenki. Niestety niniejszy artykuł, z braku dotarcia do kilku źródeł, nie może całkowicie wypełnić tej luki. Dlatego główny akcent postanowiłem położyć na najbardziej intrygującym fragmencie w jego życiorysie. Mowa mianowicie o apogeum stalinizmu i wyroku skazującym go za szpiegostwo.

Henryk Brodziak urodził się 29 maja 1925 roku w miejscowości Zwierzyniec (powiat częstochowski). Rodzicami byli Józef i Józefa z domu Kozak. Ojciec pracował w Nadleśnictwie Panki oraz prowadził z żoną niewielkie gospodarstwo. Do momentu wybuchu II wojny światowej Henryk Brodziak uczył się w Szkole Powszechnej w Zwierzyńcu oraz Gimnazjum w Pankach. Natomiast w okresie niemieckiej okupacji pracował najpierw w gospodarstwie rodzinnym, a następnie (w latach 1942-45) jako robotnik przy uprawach i eksploatacji lasów w Nadleśnictwie Panki. Prawdopodobnie miał w tym czasie związki z konspiracją. Zaświadcza o tym legitymacja członka Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, którą otrzymał tuż po przemianowaniu PRL na III RP. Natomiast z pism Brodziaka (które składał do różnych instytucji w latach 90. XX wieku) wynika, że do AK wstąpił w 1944 roku i nosił konspiracyjny pseudonim „Michał”. Niestety nie udało się dotrzeć do bardziej szczegółowych informacji na temat jego działalności w podziemiu.

Znacznie więcej wiadomo natomiast o jego postawie w pierwszych latach sowieckiej okupacji. Z wielu względów można ją określić jako zachowawczą. W tym czasie rozwijał swoją karierę zawodową, podnosił kwalifikacje oraz oficjalnie popierał tzw. „władzę ludową”. Brak natomiast jakichkolwiek poszlak, które mogłyby wskazywać na to, że podejmował działania wymierzone w reżim komunistyczny. W listopadzie 1945 roku objął funkcję gajowego. Dwa lata później został przyjęty na kurs dla leśniczych w Zagórzu. Ukończył go w lutym 1948 roku. Po krótkim pobycie w Nadleśnictwie Panki został przeniesiony przez Ministerstwo Leśnictwa do miejscowości Trzebieszki w ówczesnym województwie koszalińskim. Tu dalej wykonywał zawód leśniczego, mieszkał natomiast we wsi Samborsko (powiat szczecinecki). Warto nadmienić, że z pobytem na Pomorzu związany był początek pracy nauczycielskiej H. Brodziaka. Mowa o Technikum Leśnym w Warcinie (pow. Miastko). Kolejnym etapem w jego karierze pedagogicznej było Technikum Leśne w Margoninie (1952) w Wielkopolsce. 

Równocześnie z awansem zawodowym rozwijała się jego kariera polityczna. W 1948 roku wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej, a po zjednoczeniu PPS i PPR został członkiem PZPR (organizacja komunistyczna). W partii pełnił funkcję sekretarza POP PZPR (Samborsko, Margonin) oraz członka Komitetu Gminnego PZPR (Okonek, Margonin). Ponadto należał do Towarzystwa Przyjaźni Polsko Radzieckiej. Wiele wskazuje, że tego rodzaju postawa miała charakter wyłącznie koniunkturalny i Brodziak z przekonania „marksistą” nie był. Potwierdzają to m.in. doniesienia agenturalne. Niewykluczone również, że wpływ na jego wybory polityczne miała najbliższa rodzina. Na przykład brat Bronisław był członkiem PZPR w nadleśnictwie Czastary, a brat Stanisław pełnił funkcję instruktora w Komitecie Powiatowym PZPR w Kłobucku. Omawiając ten okres jego życia warto jeszcze wspomnieć, że w trakcie przepustki w okresie odbywania przeszkolenia wojskowego (służbę rozpoczął w maju 1952 roku w Kaliszu Pomorskim) zawarł związek małżeński z Anną Zawieja. Wymieniona była później przez wiele lat nauczycielką (m.in. w Szkole Podstawowej w Krajence).

Początek lat 50. XX wieku słusznie uznawany jest przez historyków za szczytowy okres represji stalinowskich na ziemiach polskich. Po rozprawieniu się z antykomunistycznym podziemiem zbrojnym władza ludowa przystąpiła do bezpardonowego ataku na duchowieństwo Kościoła katolickiego. W jego tle odbywało się sztorcowanie społeczeństwa za pomocą aparatu terroru. Ten nie tylko wszędzie wietrzył spiski, sabotaże i szpiegostwo, ale również w wielu wypadkach sam je kreował. Czy ofiarą tego rodzaju polityki stał się Henryk Brodziak? Na to pytanie nie potrafię jeszcze odpowiedzieć.

Aresztowanie H. Brodziaka przez funkcjonariuszy komunistycznej „bezpieki” nastąpiło 21 czerwca 1954 roku w Warszawie. Poprzedziło je operacyjne rozpracowanie (akta kryptonim "Odra" oraz kryptonim "Leśnik"). Plan samego aresztowania opracowali por. Sawarzyński oraz kpt. Matela. Jego głównym założeniem było dyskretne zatrzymanie domniemanego szpiega. W tym celu Henryk Brodziak miał opuścić Margonin. Pretekstem do tego stał się sfingowany przez „bezpiekę” wyjazd służbowy do Ministerstwa Leśnictwa w Warszawie. Oficjalnie chodziło o instruktaż, który miał związek z organizacją wystawy w Lublinie. 

Misternie przygotowana intryga przyniosła oczekiwany przez funkcjonariuszy rezultat. Brodziak wyjechał do Warszawy i krótko po opuszczeniu gmachu Ministerstwa Leśnictwa został aresztowany. Również legenda o jego udziale w organizacji wystawy w Lublinie okazała się skuteczną mistyfikacją. Na przykład w przeświadczeniu, że Henryk Brodziak przebywa w delegacji utrzymywana była jego żona - Anna Brodziak. Oczywiście w celu uwiarygodnienia tej legendy „bezpieka” podejmowała różnego rodzaju działania operacyjne. Przykładem spreparowane listy, które Anna Brodziak otrzymywała od małżonka. Szczególnie wyrachowanym działaniem były odwiedziny funkcjonariusza UB, który podawał się za kolegę H. Brodziaka i jego współpracownika przy organizacji wystawy w Lublinie. Groteskowości tej ostatniej sytuacji dodawał fakt, że w końcowym raporcie znalazła się notka zachwalająca ogromną gościnność Anny Brodziak. 

Czas sprawił, że obecnie nie ma już możliwości bezpośredniego dotarcia do osób, których nazwiska przewijają się w materiałach dotyczących rzekomej działalności szpiegowskiej Brodziaka. Próba odtworzenia tego fragmentu jego życiorysu możliwa jest zatem wyłącznie w oparciu o dostępne materiały archiwalne. Z dokumentów wytworzonych w okresie PRL-u wynika, że jego werbunku dokonał wiosną 1953 roku Marian Krysiak. Mężczyźni poznali się prawdopodobnie w 1949 roku w Samborsku. Brodziak pomógł wówczas Krysiakowi (przybyłemu z jego rodzinnych stron - ziemi częstochowskiej) w znalezieniu pracy w lesie. Znajomość ta przetrwała również po opuszczeniu przez Krysiaka Samborska (przebywał m.in. w Drawsku i Szczecinie). Obraz tej zażyłości obrazują szczególnie trzy epizody. Pierwszy miał miejsce w drugiej połowie października 1950 roku. Wówczas to Brodziak udał się do Częstochowy i spotkał się z Czesławem Krysiakiem. Celem wizyty była próba załatwienia fałszywych dokumentów dla Mariana Krysiaka. Drugie zdarzenie tego typu miało miejsce w lecie 1951 roku, kiedy to M. Krysiak zastrzelił kilka dzikich zwierząt niedaleko Samborska, a następnie zawiózł je do rzeźnika do Jastrowia i sprzedał na konto Henryka Brodziaka. Uczynił to prawdopodobnie bez jego wiedzy, na co wskazuje dochodzenie funkcjonariuszy MO. W związku z tą sprawą Brodziaka spotkało jednak szereg nieprzyjemności. Mimo to nie zaważyły one na relacjach z Krysiakiem. Potwierdza to też trzecie z zdarzeń, które miało miejsce w listopadzie 1952 roku. Wówczas to Marian Krysiak pożyczył Brodziakowi 5 tysięcy złotych. Gest ten stanowił podziękowanie za udzielenie pomocy w "szczególnie gorącym dla niego okresie". Ze słów Brodziaka złożonych w trakcie śledztwa wynika, że Krysiak w 1949 roku ukrywał się przed UB. Niestety wątku tego nie udało się zweryfikować w oparciu o inne zapisy archiwalne. Warto nadmienić, że na dość zażyłe relacje wymienionych mógł mieć też wpływ fakt, że Władysław Krysiak, który był dalszym krewnym Mariana, był szwagrem Brodziaka.

Podjęcie działalności szpiegowskiej przez Brodziaka poprzedzone zostało bezpośrednią rozmową z Marianem Krysiakiem. Według akt UB została ona przeprowadzona w lutym 1953 roku w Brzeźnicy koło Jastrowia. Krysiak miał wówczas oświadczyć, że pracuje dla rządu w Londynie. Ponadto, że buduje siatkę wywiadowczą. W latach 90. XX wieku Brodziak nieco inaczej opisywał ten fragment swojego życiorysu. Cytuję: „W wrześniu 1952 roku otrzymałem pisemny apel od majora „Stanisława” z wywiadu wojskowego Emigracyjnego Rządu Rzeczypospolitej Polskiej w Londynie, z prośbą o włączenie się do wywiadu o okupacyjnych jednostkach wojsk radzieckich i polskich. W ograniczonym zakresie włączyłem się do wywiadu”. W dalszej części tłumaczył, że działalność podjął z pobudek patriotycznych. Cytuję: „Nie żyliśmy wtedy w wolnej Polsce, była to kolonia radziecka”. Nie kwestionując „patriotycznych pobudek” Brodziaka należy wspomnieć, że w trakcie krótkiej działalności szpiegowskiej otrzymał od Krysiaka m.in.: dwa zegarki na rękę oraz 4 złote obrączki ślubne. Mowa o tym także w dokumentach sporządzonych przez postkomunistyczne sądownictwo III RP. Ponadto należy potwierdzić możliwość istnienia majora Stanisława. Niewykluczone bowiem, że chodzi o Stanisława Laurentowskiego ps. Stanisław Lorenz - szefa Samodzielnej Placówki Wywiadu „Bolivar”. Niestety nie udało się przesądzić o tym, oczywiście w oparciu o materiał źródłowy, że wytyczne dla H. Brodziaka, które udzielane były pismem utajnionym, pochodziły właśnie od niego.

Według materiałów śledczych UB werbunek Brodziaka dopełnił się w ostatnich dniach lutego 1953 roku w Margoninie. Widomym tego znakiem stało się przekazanie przez Krysiaka materiałów służących do pracy szpiegowskiej. Ta, według dokumentów wytworzonych przez UB, polegała na zbieraniu informacji z dziedziny wojskowości (m.in. na temat lotniska w Nadarzycach, lotniska w Lipce Kraj. oraz stacjonujących w regionie sowieckich wojskach). Następnie wysyłaniu ich do angielskiego ośrodka wywiadowczego w Niemczech Zachodnich. Materiały śledcze określają nie tylko adresy kontaktowe (Londyn, Duseldorf), ale również opis technik przekazywania materiałów wywiadowczych (pismo utajone, którego treść można było zobaczyć dopiero po zastosowaniu specjalnej substancji). Listy z Zachodu kierowane były na adres teścia Brodziaka, który mieszkał w Kijaszkowie i nie miał świadomości, że stał się elementem siatki szpiegowskiej. 

Henryk Brodziak zaprzestał działalności już jesienią 1953 roku. Krótki charakter współpracy z wywiadem potwierdzają dokumenty śledcze i sądowe z lat 50 XX wieku oraz relacja Brodziaka z lat 90. W tym miejscu pozostaje zatem określenie wagi przekazywanych informacji. Wskazuje ją m.in. postanowienie Wojskowego Sądu Garnizonowego w Poznaniu z dnia 15 lipca 1957 roku, które było pozytywną odpowiedzią na prośbę Brodziaka o warunkowe zwolnienie z więzienia. Jego fragment brzmi następująco: „Z materiałów sprawy wynika, że skazany (Brodziak) ograniczył swoją działalność szpiegowską do przypadkowo uzyskanych wiadomości, wiadomości były nieliczne i miały charakter ogólnikowy”. 

Nie jest jasne w jaki sposób doszło do dekonspiracji Henryka Brodziaka. Dlatego można jedynie snuć hipotezy. Przykładowo założyć, że stał się on ofiarą prowokacji zbrodniczego systemu komunistycznego, który w omawianym okresie specjalizował się w kreowaniu różnego rodzaju spisków, sabotaży i grup szpiegowskich. Przykładem działalność organizacji Polskie Podziemne Siły Zbrojne, którą opisałem kilka lat temu w "Kwartalniku Wyklęci" (w związku z biogramem ks. Adama Mazurkiewicza z Wielkiego Buczka). Wspomnianą formację antykomunistyczną kontrolowali funkcjonariusze UB z Warszawy. Rozbili natomiast nieświadomi niczego funkcjonariusze UB z Koszalina, którzy potrzebowali 'kozła ofiarnego", by w ten sposób uzasadnić wybuch w jednej z elektrowni sabotażem. Inną hipotezę można zbudować na założeniu, że Henryk Brodziak z pełnym przekonaniem działał na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego i rzeczywiście miał kontakt z ośrodkiem wywiadowczym na Zachodzie, dekonspiracja nastąpiła zaś w wyniku czynności operacyjnych funkcjonariuszy „bezpieki”. 

Dostępne dokumenty archiwalne nie pozwalają na bezdyskusyjne określenie momentu dekonspiracji. Wskazują za to na okres początkowy zainteresowania się Brodziakiem przez „bezpiekę”. Datuje się on pod koniec 1953 roku. Powodem stał się złożony przez Brodziaka wniosek o wydanie pozwolenia na broń, co miało związek z jego łowiecką pasją i pracą zawodową. Sprawę załatwiono pozytywnie na początku 1954 roku. „Bezpieka” w kolejnych miesiącach prowadziła jednak dalsze rozpracowanie. Początkowo pod dokumentami widniały nazwiska funkcjonariuszy z Chodzieży (m.in. Edmunda Zwolińskiego). Natomiast od wiosny 1954 roku także podpisy oficerów z Sekcji II Wydziału I WUd/sBP w Poznaniu oraz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie. Do momentu aresztowania Brodziaka, prowadzono wobec niego szereg czynności operacyjnych. Między innymi 13 maja 1954 roku Kierownik Sekcji II por. Sawarzyński przyjechał na teren powiatu chodzieskiego spotkać się z informatorem „Iwanowskim”, który miał bezpośredni kontakt z rodziną Brodziaków. 

Po zatrzymaniu Henryk Brodziak przesłuchiwany był w Warszawie i Poznaniu. Brak informacji na temat rodzaju zastosowanych wobec niego tortur. Warto jednak pamiętać, że była to standardowa metoda śledcza w tamtym okresie. Zachowane zapisy wskazują, że podejmował próbę poprawy swojej tragicznej sytuacji. Jednym z elementów tej strategii stało się powoływanie na lojalną postawę w pierwszym okresie utrwalania się władzy ludowej. Przykładem zeznanie złożone przed ppor. Edmundem Leszczyńskim z WUBP w Poznaniu (czerwiec 1954). Mowa w nim, że Brodziak brał udział z funkcjonariuszami UB i MO w zwalczaniu "leśnego podziemia" na terenie Zwierzyńca w 1947 roku. Oczywiście do tego rodzaju deklaracji należy podchodzić z ogromnym dystansem, bo mogła ona stanowić jedynie desperacką próbą obrony i nie mieć odzwierciedlenia w rzeczywistości. Wiarygodne wydaje się za to jego powoływanie się na dobrowolne zakończenie działalności szpiegowskiej jesienią 1953 roku. Między innymi podnosił, że wydał wówczas polecenie żonie Annie, by ta spaliła listy przychodzące od Mariana Krysiaka. 

Postawa Henryka Brodziaka w trakcie śledztwa nie była prawdopodobnie heroiczna, co można zrozumieć zważywszy na ówcześnie stosowane metody śledcze. W dokumentach „bezpieki” znajdują się zapisy, że informacji udzielał chętnie i były one zgodne z doniesieniami agentury celnej. Dotyczyły one przede wszystkim osób, które miały styczność z Krysiakiem. Mowa głównie o Bolesławie Astapczyku z Samborska koło Jastrowia oraz Mieczysławie Duliku – mieszkańcu miejscowości Prądy w powiecie wałeckim, który w okresie niemieckiej okupacji należał do Narodowych Sił Zbrojnych. Brodziak w trakcie śledztwa wspominał również o Marianie Krysiaku. Niestety nie udało się odnaleźć zbyt wielu informacji na jego temat. Dlatego nie mogę podeprzeć dowodami hipotezy, że mógł być on świadomym lub nieświadomym narzędziem w rękach UB. Dokumenty archiwalne sugerują jedynie, że działał w partyzantce, niewykluczone, że również antykomunistycznej. Ponadto wskazują, że ukrywał się przed organami bezpieczeństwa. Według informacji zawartych w akcie oskarżenia Mieczysława Dulika, Krysiak uciekł jesienią 1951 roku do Niemiec Zachodnich, został zwerbowany do pracy szpiegowskiej, a następnie w październiku 1952 roku przerzucony na ziemie polskie. Tu rzekomo zbudował siatkę szpiegowską oraz przerzucił dwie osoby zagrożone aresztowaniem z Warszawy na Zachód. Również sam się ewakuował. Ten nieskazitelny obraz profesjonalnego szpiega zakłóca jednak kilka faktów, które wskazują na jego zastanawiającą niefrasobliwość. Przykładowo o jego działalności wywiadowczej wiedziało względnie wiele osób, afiszował się faktem posiadania dolarów oraz dość swobodnie poruszał się po kraju.

Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego, 29 grudnia 1955 roku Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie skazał Henryka Brodziaka na 15 lat pozbawienia wolności. Na podstawie amnestii wyrok złagodzono do 5 lat. Karę odbywał w Warszawie, Sieradzu i we Wronkach. Przy okazji "afery szpiegowskiej" spotkała go jeszcze jedna kara. Mowa o wydaleniu z PZPR. Warto podkreślić, że po wyjściu na wolność nigdy nie starał się o powrót w szeregi tej partii. 

Krótko po opuszczeniu bram więzienia Brodziak zamieszkał w Krajence. Czy w związku ze swoją wcześniejszą działalnością był szykanowany? Na odpowiedź twierdzącą wskazuje treść jego pisma, które złożył do sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego w 1993 roku. Wskazywał w nim między innymi, że miał trudności w uzyskaniu zatrudnienia i poddawany był innym represjom. Jednocześnie nie określił zakresu czasowego tych „rozlicznych dyskryminacji”. Faktem jest natomiast, że krótko po opuszczenia więzienia zamieszkał w Krajence i podjął pracę w miejscowym Nadleśnictwie (m.in. jako główny księgowy), Gminnej Spółdzielni (był nawet prezesem w latach 1972-75) oraz Zespole Szkół Zawodowych (nauczyciel w latach 1975-91). Miał również możliwość podnoszenia swoich kwalifikacji. Między innymi ukończył Wydział Prawa i Administracji UAM w Poznaniu. Bez przeszkód prowadził także działalność społeczną. Między innymi był prezesem Towarzystwa Miłośników Krajenki.  

Wśród potwierdzonych w dokumentach form represji można odnaleźć jedynie inwigilację prowadzoną przez złotowską Służbę Bezpieczeństwa. Odbywała się ona głównie przy pomocy tajnych współpracowników i kontakty operacyjne SB. Większość z nich (np. tw/ko Wanda, Janina, Marian) charakteryzowała Brodziaka jako niezwykle przyzwoitego człowieka. Donosy zawierały określenia typu: "charakter pozytywny", "każdemu chciałby pomóc", "obowiązkowy i sumienny". Ponadto mowa w nich, że stronił od rozmów na tematy polityczne. W tym kontekście warto wspomnieć, że na terenie Krajenki H. Brodziak uczestniczył w czynach społecznych, należał do Frontu Jedności Narodu oraz brał udział w sztandarowych świętach komunistów. Na przykład w roku 1964 był przewodniczącym komitetu organizacyjnego obchodów 1 maja oraz prowadził okolicznościową akademię. 

Tego rodzaju postawa spowodowała, że funkcjonariusze SB ze Złotowa regularnie wnosili o zaprzestanie obserwacji Henryka Brodziaka. Już 28 września 1964 roku por. Stefan Śpiewak napisał "nie zachodzi konieczność interesowania się jego osobą. (kwestionariusz ewidencyjny kryptonim "Seniorzy"). Natomiast w kwestionariuszu ewidencyjnym kryptonim "Myśliwy" (1971) można przeczytać, że Brodziak "nie przejawia wrogiej działalności wobec PRL, bierze aktywny udział w działalności społeczno-politycznej, jest działaczem Frontu Jedności Narodu". Pomimo tak pozytywnych opinii przełożeni złotowskich SB-ków pozostawali nieugięci. Na przykład 18 lutego 1972 r. Biuro "W" w Warszawie i Biuro "W" w Poznaniu nakazało dokonanie sprawdzenia Brodziaka pod kątem prowadzenia korespondencji z zagranicą.

Po objęciu przez Henryka Brodziaka funkcji prezesa Gminnej Spółdzielni w Krajence (1972) inwigilacja poprzez tajnych współpracowników trwała więc dalej (KO "Marian", TW "X-15", TW "Wanda", TW "Janina"). Pojawiło się jednak pewne novum. Mowa o bezpośrednich kontaktach Brodziaka z funkcjonariuszami SB. Jedna z takich rozmów została przeprowadzona 21 sierpnia 1972 roku. Po jej zakończeniu kapitan Śpiewak zasugerował przełożonym zastanowienie się nad jego operacyjnym wykorzystaniem. Kolejny krok w tym kierunku został zrobiony 15 listopada 1972 roku. Wówczas to kpt. Śpiewak zapewniał przełożonych, że Brodziak "nie przejawia wrogiej działalności” i „ma pozytywny stosunek do PRL”. Jednocześnie wnioskował: „pozyskać!". Odzew na jego apel nastąpił dopiero 21 września 1973 roku. Wówczas to I Zastępca Komendanta Powiatowego MO d/s Służby Bezpieczeństwa mjr Michał Zimnowłocki w sporządzonej ocenie stwierdził "dalsze rozpracowywanie (Brodziaka) mija się z celem", a dalej "po ostatecznym sprawdzeniu zastanowić się nad sugestią kpt. Śpiewaka". 

Jest wysoce prawdopodobne, że bliższe związki Brodziaka z „bezpieką” były podyktowane chęcią zatarcia skazania, co z kolei było ważne ze względu na karierę zawodową najstarszego z jego dzieci. Ten fragment życiorysu Henryka Brodziaka wymaga przeanalizowania i przytoczenia dziesiątek stron różnego rodzaju dokumentów. Dlatego nie będą w tym miejscu rozwijał tego wątku. Zaznaczam jednocześnie, powołując się na lekturę teczek tajnych współpracowników „bezpieki”, że sam zapis w inwentarzu IPN „Kontakt Operacyjny” przy jego nazwisku, nie przesądza o tym że działał na szkodę innych osób. Kończąc ten wątek dodam jeszcze, że złożenie do archiwum sekcji "C" w Pile akt Kontaktu Operacyjnego „Myśliwy” nastąpiło na wniosek Inspektora RUSW SB Złotów chor. Eugeniusza Dziubińskiego w połowie lat 80.

Przemianowanie PRL na III Rzeczpospolitą nie przyniosło radykalnych zmian w Krajence. Na szczeblu samorządowym było to w zasadzie niezauważalne, co siłą rzeczy skutkowało dalszym kultywowaniem niektórych tradycji wyniesionych z okresu Polski Ludowej. Na tym obrazie pewien wyłom stanowiła postawa Henryka Brodziaka. Między innymi w latach 90. XX wieku bezskutecznie domagał się usunięcia tablicy upamiętniającej „wyzwolenie” Krajenki przez wojska radzieckie. Publikował też materiały, które odkłamywały powojenną historię regionu. Przykładem opracowanie „To nie było wyzwolenie”, w którym znalazły się opisy sowieckich zbrodni na Ziemi Krajeńskiej. Aktywnie działał również w lokalnym Klubie Obywatelskim, który zrzeszał osoby sympatyzujące z NSZZ Solidarność. Między innymi z jego inicjatywy wydawane był pismo „Głos Krajenki”, a później również „Wiadomości Krajeńskie”. Także w tych periodykach znalazły się informacje, które przypominały o zbrodniach komunizmu. Był wreszcie autorem pierwszej powojennej monografii na temat miasta zatytułowanej "Krajenka - miasto i gmina".

W III RP Henryk Brodziak podjął starania o rehabilitację i odszkodowanie za prześladowania w okresie PRL. Zostały one wsparte przez przedstawicieli krajeńskich elit. Na przykład Zygmunt Rozmiarek, ówczesny dyrektor Zespołu Szkół Spożywczych w Krajence, a w okresie PRL sekretarz POP PZPR przy tej jednostce oświatowej, w opinii o Brodziaku zawarł następujące słowa „Jest wielkim patriotą tak w skali ogólnej jak i regionalnej. Nigdy nie należał do partii. Jest szczerym zwolennikiem etosu Solidarności”. Zabiegi Brodziaka zakończyły się sukcesem. Sąd Wojewódzki w Warszawie VIII Wydział Karny w zaświadczeniu z 9 marca 1992 roku stwierdził, że Brodziak przebywał w więzieniu za działalność polityczną związaną z walką o suwerenność i niepodległość. Orzeczenie Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego z 28 października 1994 roku uznało zaś za nieważny wyrok Wojskowego Sądu Garnizonowego z 29 grudnia 1955 roku. W uzasadnieniu czytamy, że działalność szpiegowska Brodziaka była konsekwencją wcześniejszej przynależności do AK, jego pobudki były patriotyczne, a postępowanie miało na celu odzyskanie przez Polskę suwerenności. Konsekwencją tego orzeczenia było odszkodowanie, które 22 maja 1995 roku przyznał Sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy.

Henryk Brodziak zmarł 21 grudnia 2007 roku. Pochowany został na cmentarzu w Krajence. W ocenie jego zasług Rada Miejska w Krajence nadała mu pośmiertnie zaszczytny tytuł Honorowego Obywatela Miasta. Informację o nim zamieściłem w Izbie Pamięci w Krajence, którą współtworzyłem w 2019 roku oraz mojej publikacji „Krajeńskie drogi do Niepodległej” (2020).

Piotr Tomasz

(Krajenka, kontakt: [email protected])

źródła:

Archiwa Państwowe w Szczecinku i Koszalinie

Akta IPN

Zbiory własne autora


Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
zachmurzenie umiarkowane

Temperatura: 30°CMiasto: Złotów

Ciśnienie: 1008 hPa
Wiatr: 4 km/h

KOMENTARZE
Autor komentarza: Wiela ten czynsz?Treść komentarza: Spółdzielcy z godnością zniosą ceny utrzymania administracji spółdzielni.Data dodania komentarza: 15.08.2022, 12:57Źródło komentarza: W tym roku ponad 70 zadań w ramach Funduszy NorweskichAutor komentarza: TurTreść komentarza: Na plecach spółdzielców, za ich pieniądze Wełniak i jego szarańcz chcą dojść do władzy. Bez wstydu i honoruData dodania komentarza: 13.08.2022, 16:12Źródło komentarza: W tym roku ponad 70 zadań w ramach Funduszy NorweskichAutor komentarza: przechowalnia bagażuTreść komentarza: Słyszeliscie, że Cieślika schowali w spółdzielni mieszkaniowej? Wełniak kazał Grubemu(12 mieszkań) go zatrudnić na koszt spółdzielców.Data dodania komentarza: 13.08.2022, 11:40Źródło komentarza: W tym roku ponad 70 zadań w ramach Funduszy NorweskichAutor komentarza: RomanTreść komentarza: Proszę uzasadnić stawianą tezę! Ja pofatygowałem się o informacji i moja wiedza jest zgoła odmienna jaką lansuje radny alkoholik!Data dodania komentarza: 13.08.2022, 10:17Źródło komentarza: Kara została na Spółdzielnię nałożona słusznie.Autor komentarza: RekinTreść komentarza: Jeśli uchyliło to nie znaczy że pulit nie słusznie naniósł ta karę ??? Czy wy tutaj tak wszyscy lizecie 4 Litery temu nie udolnemu facetowi ??? Przecież to człowiek który do niczego nie nadaje się. Zamkowa jest dobrym przykładem a jest ich jeszcze więcej.Data dodania komentarza: 13.08.2022, 08:13Źródło komentarza: Kara została na Spółdzielnię nałożona słusznie.Autor komentarza: JOTreść komentarza: Bardzo dobry artykuł .Data dodania komentarza: 12.08.2022, 20:53Źródło komentarza: „Mała Ukraina”
Reklama
Reklama