Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 29 września 2026 11:09

Krajniak co bił bolszewika – Władysław Lange

Podziel się
Oceń

W swoich poszukiwaniach historycznych czasami muszę się zatrzymać. Nie wynika to z braku chęci do dalszego odkrywania dziejów danej postaci. Powodem jest natomiast kłopot z dotarciem do źródeł, które lepiej mogłyby mi ją przybliżyć. W takich przypadkach stawiam kropkę i czekam. Czasami mijają lata i nie pojawia się nic interesującego. Tak jest m.in. w przypadku Władysława Lange, który urodził się w Zakrzewie (powiat złotowski). Z pewnością zasługuje on na miano Bohatera Narodowego i jakąś formę upamiętnienia. Dlatego mimo istotnych braków, bo np. nie ustaliłem daty jego śmierci, postanowiłem opublikować poniższy artykuł. Oczywiście liczę na to, że ktoś dopowie kilka zdań i wskaże przy tym źródło (np. w komentarzu), co pozwoli na pełniejsze poznanie dziejów tej postaci.

Władysław Lange urodził się 17 września 1890 roku w Zakrzewie (powiat złotowski). Jego rodzicami byli Jan i Balbina z Kowalskich. Rodzina Lange utrzymywała się z pracy na roli. Trudno określić jej status materialny. Można tylko domniemywać, że nie był zbyt wysoki. Pokłosiem tego stało się zapewne to, że większość dzieci Jan i Balbiny, a było ich jedenaścioro, po osiągnięciu pełnoletności szukało szczęścia poza Krajną. Na przykład trzy siostry Władysława wyemigrowały do Ameryki, a bracia związali swój los z Pomorzem. Częściowo podobną drogą podążył także bohater niniejszego artykułu. Edukację rozpoczął od szkoły powszechnej w Zakrzewie, następnie kontynuował naukę w Gimnazjum w Pile. Przerwał ją jednak w 1905 roku. Było to następstwem śmierci ojca (matka zmarła w 1900 roku) i konieczności podjęcia pracy zarobkowej. Tak trafił do Kwidzyna, gdzie podjął zatrudnienie jako pomoc biurowa w firmie Leopolda Ernsta. Pracował w niej aż do momentu powołania do niemieckiej armii, które nastąpiło w 1910 roku. Po odbyciu obowiązkowej służby wojskowej podjął pracę biurową w Essen. Wykonywał ją do wybuchu I wojny światowej.

Powołanie na front Władysław Lange otrzymał 4 sierpnia 1914 roku w Zakrzewie. Przebywał wówczas na urlopie, który spędzał u swojej siostry. Podczas I wojny światowej walczył na froncie wschodnim i zachodnim w kilku pułkach (m.in. 86 PP) oraz był dwukrotnie ranny (1914 i 1916 roku). Jego udział w tym globalnym konflikcie zbrojnym zakończył się formalnie 5 czerwca 1917 roku, gdy jako inwalida wojenny został bezterminowo urlopowany z niemieckiej armii. Dzięki temu ponownie znalazł się w Zakrzewie. Do momentu odzyskania przez Polskę niepodległości pracował u siostry na gospodarstwie.

11 listopada 1918 roku to ważna data w historii naszego kraju. Nie symbolizuje ona jednak powrotu zachodniej części Krajny do Macierzy. Oczywiście nie stało się tak na skutek bierności Polaków z tych terenów. Można bowiem wymienić dziesiątki patriotów, z ks. Bolesławem Domańskim na czele, którzy pragnęli w sposób pokojowy włączyć ziemie zachodniej Krajny do odradzającej się Rzeczpospolitej. Niestety ich plany pokrzyżowali Anglicy, Żydzi i masoni. Zakulisowe gierki sprawiły, że te stare polskie ziemie pozostały nadal pod niemieckim zaborem. W tej części Krajny nie było też zbrojnej reakcji na tak niekorzystne rozstrzygnięcia międzynarodowe. Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy tego regionu zachowywali się całkowicie biernie. Przeciwnie, wielu Krajniaków chwyciło karabiny w dłonie i wzięło udział w walkach o ustalenie granic II Rzeczpospolitej. Jednym z nich był właśnie Władysław Lange, który 19 stycznia 1919 roku przystąpił jako ochotnik do Powstania Wielkopolskiego. Jak trafił w szeregi powstańcze? Niewykluczone, że było to następstwem jego wcześniejszych związków z Towarzystwem Gimnastycznym „Sokół” (od 1906 roku) lub służby w Radach Robotniczych i Żołnierskich (od późnej jesieni 1918 roku). Według wspomnień Antoniego Jaśka, Władysław Lange około 1 stycznia 1919 roku przebił się przez Łobżenicę do oddziałów powstańczych operujących w okolicy Kcyni. Pewne jest to, że w trakcie tego zwycięskiego zrywu niepodległościowego pełnił funkcję dowódcy plutonu CKM (w stopniu plutonowego) i brał udział w walkach z Niemcami o Kcynię i okoliczne miejscowości. Także fakt, że 2 lutego 1919 roku został ranny (dźgnięty bagnetem w głowę) w trakcie walk o dworzec kolejowy w Szczepicach. To ostatnie wydarzenie spowodowało, że zakończenie Powstania Wielkopolskiego (16 lutego 1919) zastało go w szpitalu w Poznaniu

Po jego opuszczeniu Władysław Lange nie został skierowany do cywila. W tym niezwykle dynamicznym okresie II Rzeczpospolita potrzebowała bowiem tak doświadczonych żołnierzy. Dlatego przez pewien okres pozostawał w stolicy Wielkopolski. 5 czerwca 1919 roku został przydzielony do 63 PP (Toruński Pułk Strzelców). Warto wspomnieć, że gro jego żołnierzy stanowili mieszkańcy Pomorza i Krajny, którzy na początku 1919 r przechodzili granicę niemiecką, by wstępować w szeregi oddziałów polskich na terenie wolnej już od Niemców Wielkopolski. Z powodu braku kwater żołnierzy rozlokowano w Inowrocławiu, Poznaniu i Gnieźnie. Pułk przyjęło się nazywać "Toruńskim". Znalazło to również odzwierciedlenie w pieśni: "Toruński my hufiec do boju gotowy, Gotowe już nasze bagnety, By skruszyć ostatnie krzyżackie okowy i wziąć za ich zbrodnie odwety". W trakcie służby w 63 PP Władysław Lange podnosił swoje kwalifikacje wojskowe. To skutkowało awansami. W październiku 1919 roku został mianowany podporucznikiem, a w kwietniu 1920 roku porucznikiem WP.

Wkrótce okazało się, że udział w Powstaniu Wielkopolskim nie był ostatnim epizodem wojennym w życiorysie Władysława Lange. Dość szybko dopisał w nim bowiem kolejną kartę. Mowa o konflikcie z bolszewikami. W tym miejscu warto przypomnieć, że wojnę o Kresy Wschodnie poprzedziło kilka ważnych wydarzeń. Jedno z najważniejszych to porozumienie pokojowe między Niemcami i Rosją Sowiecką, które zawarte zostało 3 marca 1918 roku w Brześciu Litewskim. Jego konsekwencją był tajny układ z listopada 1918 roku o przejmowaniu przez bolszewików terenów okupowanych przez Armię Ober–Ostu. Na mocy tego układu 5 stycznia 1919 roku Rosjanie zajęli Wilno. Zanim jednak do tego doszło, 4 stycznia 1919 roku pod Nową Wilejką musieli stoczyć bój z polską samoobroną. To właśnie pierwsza z dat, która przyjmowana jest przez niektórych historyków jako początek wojny z bolszewikami. Kolejna to 14 lutego 1919 roku. Wówczas to wojska polskie w okolicach białoruskiego miasteczka Mosty zatrzymały marsz oddziałów bolszewickiego Frontu Zachodniego, które posuwały się tuż za wycofującymi się Niemcami.

Momentem przełomowym wojny z sowietami była „Bitwa Warszawska” (12 – 25 sierpnia 1920). Zwycięstwo militarne Polaków było pokłosiem śmiałego manewru, który przeprowadzono 16 sierpnia 1920 roku. Polegał on na oskrzydleniu Armii Czerwonej znad Wieprza, przy jednoczesnym związaniu głównych sił bolszewickich na przedpolach Warszawy. Klęska Armii Czerwonej w „18. przełomowej bitwie w dziejach świata” sprawiła, że Wojsko Polskie mogło przystąpić do kontrofensywy. Jej ostatnim akcentem była „operacja niemeńska”, która miała miejsce w ostatnich dniach września 1920 roku W jej wyniku bolszewicy zostali całkowicie rozbici i zarazem zmuszeni do rokowań na polskich warunkach. Rozmowy odbywały się w stolicy Łotwy – Rydze. Ich finalnym efektem był traktat pokojowy, który został podpisany 18 marca 1921 roku.

Władysław Lange, żołnierz 63 PP, udział w tym konflikcie zakończył odznaczeniem Virtuti Militari V klasy. Czy na to zasłużył? Odpowiedzi twierdzącej udziela pismo majora Władysława Koczorowskiego – dowódcy 63 PP. Mowa o wniosku o nadanie odznaczenia VM z 22 października 1920 roku, który zawiera opis bohaterskich czynów Władysława Lange. Między innymi 9 czerwca 1920 roku, na ochotnika, przeszedł wraz z 80 ludźmi na wschodnią stronę rzeki Dniepr w okolicach Głybowa. Następnie zaskoczył stacjonujących w okolicach wsi Głuszec bolszewików, których według szacunków polskiego dowództwa było około tysiąca. Rosjanie zostali rozbici i zmuszeni do panicznego odwrotu. Straty bolszewików wyniosły łącznie 137 rannych i zabitych. Ponadto wzięto wielu jeńców (do niewoli dostał się m.in. komendant sowieckiego batalionu). Zaledwie trzy dni później (12 czerwca 1920 roku) Władysław Lange dowodził obroną przeprawy przez rzekę Dniepr (między Unorycą a Ozierszczyzną). Dzięki temu skutecznie odparto atak sowieckiej brygady. Straty bolszewików, według szacunków polskiego dowództwa, wyniosły około 200 żołnierzy. Bohater artykułu wykazał się także 3 sierpnia 1920 roku, kiedy to wraz z podległymi mu żołnierzami osłaniał odwrót polskich oddziałów przez most na rzece Krzna. Czynił to aż do ostatniego momentu. Jego ofiarność znamionuje fakt, że wraz z podległymi żołnierzami przeprawiał się przez rzekę wpław, bo most został spalony. Podobnym męstwem wykazał się 9 września 1920 roku, kiedy to pod Szackiem przeszedł wraz ze swoją kompanią 16 km za linie nieprzyjaciela. Umiejętnie manewrując zadawał bolszewikom straty, a następnie powrócił na pozycje wyjściową z jeńcami i zdobyczami wojennymi. Ten katalog należy jeszcze uzupełnić o datę 29 września 1920 roku. Wówczas to dzięki odpowiedniemu dowodzeniu ocalił most niedaleko miejscowości Drohiczyn, który był przygotowany przez bolszewików do podpalenia. Oczywiście przykłady jego zasług, które pokrywały się rzecz jasna ze szlakiem bojowym 63 PP, mógłbym wymieniać jeszcze długo. Zamiast tego przytoczę słowa majora Wł. Koczorowskiego, który stwierdził wprost, że Władysław Lange „zasługuje nie tylko na odznaczenie, ale na wyróżnienie za swoją doskonałość bojową”. W tym kontekście dopowiem, że dowodów uznania bohater artykułu otrzymał bardzo wiele. Odzwierciedla to: Virtuti Militari (listopad 1920), Krzyż Walecznych (1921), Medal za Wojnę (1931) i szereg innych odznaczeń.

W świetle przytoczonych faktów może nieco zaskakiwać, że w lipcu 1921 roku Władysław Lange został zdemobilizowany. Na możliwości pełnienia dalszej służby w wojsku zaważył bowiem stan jego zdrowia, nadszarpniętego udziałem w wojnach. Już w cywilu objął posadę sekretarza Komisariatu Obwodowego w Łobżenicy oraz Szubinie. Wymienione funkcje sprawował jednak bardzo krótko, bo już w grudniu 1922 roku objął stanowisko burmistrza miasta Poniec (powiat Gostyń). Najpierw jako komisaryczny, następnie w wyniku wyboru (niektóre źródła wskazują 12 marca 1923 roku jako początek jego kadencji). Stanowisko to piastował do końca maja 1937 roku. Warto podkreślić, że przez cały okres międzywojenny Władysław Lange nie należał do żadnej partii politycznej. Bardzo mocno udzielał się za to społecznie. Przykładem prezesura w Ochotniczej Straży Pożarnej oraz w Związku Rezerwistów. Wspomniane funkcje pełnił w mieście Poniec. Nie opuścił tej miejscowości również po wygaśnięciu kadencji burmistrza, bo od czerwca 1937 roku do lipca 1939 roku piastował na jej terenie stanowisko sądownie ustanowionego zarządcy masy spadkowej. Tuż przed wybuchem II wojny światowej wyjechał do Bydgoszczy i utrzymywał się z emerytury.

Może nieco zaskakiwać, zwłaszcza w kontekście zdrowia Władysława Lange, że wziął on czynny udział w wojnie obronnej 1939 roku. 24 sierpnia 1939 roku został powołany do Komendy Garnizonu w Ostrowie Wielkopolskim, następnie trafił do Baonu Wartowniczego w Kaliszu. Nie miał jednak przydzielonej żadnej funkcji i początkowo nie brał udziału w walkach. W związku z sytuacją na froncie podążał na wschód wraz z innymi wycofującymi się polskimi żołnierzami. Taka sytuacja miała miejsce do 16 września 1939 roku. Wówczas to na terenie powiatu garwolińskiego w miejscowości Podzamcze doszło do wymiany ognia z Niemcami. W jej wyniku Władysław Lange został ciężko ranny i dostał się do niewoli. Przebywał w niej do początku lutego 1945 roku. Opuszczenie Oflagu II D Gross Born, który znajdował się niedaleko Jastrowia, zawdzięczał wypieraniu Niemców przez Armię Czerwoną i podległą jej Armię Berlinga, co było elementem ekspansji komunistycznego totalitaryzmu na zachód.

Tak zakończyła się wojenna epopeja Władysława Lange. Niestety nie udało mi się ustalić jego powojennych losów. Istotną przeszkodą jest to, że wraz z żoną Melanią (prawdopodobnie z domu Siudmińska) nie mieli potomstwa. Mogę tylko domniemywać, że prawdopodobnie od 1945 roku mieszkali w Bydgoszczy. Jeden z ostatnich odnalezionych przeze mnie zapisów dotyczy bowiem akt wojskowych, które sporządziła tamtejsza RKU w dniu 26 lutego 1945 roku. Mowa w nim o uznaniu Władysława Lange za zdolnego do służby nieliniowej. Dodam jeszcze, że do tej pory nie znalazłem informacji w IPN oraz innych archiwach państwowych na temat jego powojennych losów. Brak także wzmianki o jego grobie w wyszukiwarce „grobonet”. Ponadto starania pana Marka Buławy (wójt gminy Zakrzewo) oraz pani Kamili Krzanik Dworanowskiej (Muzeum Ziemi Złotowskiej) nie poszerzyły mojej wiedzy w tym zakresie. Mimo tego bardzo dziękuję za podjęte działania w tym kierunku i współpracę.

Czytelników artykułu zapraszam do kontaktu. Może dzięki wspólnemu wysiłkowi uda się odtworzyć dzieje Bohatera, który urodził się na Krajnie i zapisał tak wiele patriotycznych kart. Z całą pewnością Władysław Lange na to zasłużył. Także na upamiętnienie w powiecie złotowskim, w tym zwłaszcza w rodzinnym Zakrzewie. 

Piotr Tomasz

(Krajenka, kontakt: [email protected]l)

Dziękuję Januszowi Justynie za udostępnienie fotografii Zakrzewa. 

G. Wojciechowski, Kalendarium Ponieckie, Wieści z Gminy Poniec - nr 3 - Marzec 2011
Wieści z Gminy Poniec - nr 9 – wrzesień 2011,, Samorząd Terytorialny Miasta Ponieca 1918-1939 w  Wieści z Gminy Poniec - nr 46 – październik 2014
Maszynopis Antoniego Jaśka - Zbiory Muzeum Ziemi Złotowskiej

A. Tomaszewski, Zarys historji wojennej 63-go toruńskiego pułku piechoty, 1929 https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/32676/edition/49915/content
Materiały Wojskowego Biura Historycznego im. Gen. Kazimierza Sosnkowskiego (Centralne Archiwum Wojskowe) w Warszawie
- Arkusz Ewidencji Personalnej z 15 III 1945 roku
- Kwestionariusz Kawalera VM z 20 maja 1933 roku, 
- Wniosek o nadanie VM z 22 października 1920 roku sporządzony przez mjr. Władysława Koczorowskiego

- Dokumenty sporządzone przez Władysława Lange 

- Zbiory własne Autora


 


Napisz komentarz

Komentarze

Elżbieta Cz. 24.09.2022 10:26 AM
Dziękuję za ten artykuł i poszerzenie wiedzy o Zakrzewianinie. Rzeczywiście mało jest materiałów o losach ludzi z Krajny. Tylko determinacja takich osób jak Pan prowadzi do odkrywania tajemnic losów bohaterów narodowych.

Temperatura: 16°C Miasto: Złotów

Ciśnienie: 1028 hPa
Wiatr: 10 km/h

Reklama Marcin Porzucek - Poseł na Sejm RP
KOMENTARZE
Autor komentarza: Kamil Ceranowski Treść komentarza: Panie Ryszardzie, Cieszę się, że wraca Pan do tej dyskusji bo wyraźnie brakuje w niej pewnych przesłanek i faktów. Odpowiem Panu bezpośrednio i bez ogródek, bo zależy mi na jasnych zasadach. Sama utrata dotacji czy kwestia środków finansowych to nie jest dla nas nowość ani „nieodkryty temat”. Dla nas utrata tych milionów to po prostu bezpośrednia konsekwencja konkretnych działań i stylu sprawowania władzy, o którym na portalu pisaliśmy już wielokrotnie. Przypomnę tylko nasze artykuły o funduszach szwajcarskich, o całkowitym zaniechaniu obranego wcześniej kierunku czy wręcz całopaleniu dotychczasowych wysiłków i wyznaczonego kierunku miasta. Co do środków z ZIT: pieniądze te przecież nie przepadną bezpowrotnie w próżni. System jest skonstruowany tak, że trafiają one do obszaru zintegrowanego i gmina Złotów doskonale je wykorzysta. Wygrywa sprytniejszy, ale te fundusze nie przejdą bokiem tak, jak stało się to z funduszami szwajcarskimi. Piszemy o mechanizmach, wałkowanie samego faktu utraty środków po raz kolejny, byłoby po prostu powielaniem tego samego a nawet zaprzeczaniu postawionej wcześniej tezie schematu, o którym alarmowaliśmy już wcześniej. Bardzo sprytnie jednak przy tej okazji przywołał Pan nazwisko radnego Koronkiewicza, zupełnie pomijając fakt, że to przecież on jest jednym z ojców obecnego stanu rzeczy. W kontekście Pana zarzutów o polityczne układy wygląda to wręcz podręcznikowo. Mamy tu do czynienia z klasycznym zjawiskiem socjologicznym i politycznym: podpalacz przychodzi jako gapi na swój własny pożar, kręci głową z udawanym przejęciem i głośno narzeka: „Ojej, ale się narobiło! Jak tak w ogóle można?!”. Pamiętam ten cały proces niezwykle dokładnie, doskonale wiemy, co dokładnie działo się wówczas wewnątrz tego klubu i komitetu. Posiadamy wiedzę u samego źródła. Dlatego uważam, że ojciec tego politycznego projektu nie powinien teraz udawać zaskoczonego i krytykować swojego własnego „dziecka” w sensie politycznym, kiedy owoce jego dawnych decyzji właśnie zbieramy. Jako redakcja nie unikamy trudnych tematów. Nie budujemy jednak artykułów na zawołanie, ale chętnie udostępnimy Panu miejsce na własne przemyślenia. Wspomniany teraz, można powiedzieć wyciąga dokumenty, pisze interpelacje i próbuje reżyserować emocje mieszkańców na sesjach a tak na prawdę gasi pożar, który sam wzniecił. Bliżej wyborów opublikujemy coś więcej w tej sprawie. Pozdrawiam po sąsiedzku z Mickiewicza! Data dodania komentarza: 29.09.2026, 10:03 Źródło komentarza: Kardioznacznik i korpobełkot w atmosferze paraliżu i dzikiej owacji. Autor komentarza: PrzyPOminalski Treść komentarza: W nadchodzących wyborach trafnie określona ,,wypięta do góry, zbita na czerwono dupa" już nikogo nie urzeknie ani nie uwiedzie. Czas tanich sztuczek i politycznego kamuflażu bezpowrotnie minął. Szczególnie ci działacze, którzy przy tej okazji wykazali się tak spektakularną, wręcz systemową amnezją dotyczącą swojego kolegi z Jastrowia, będą musieli w końcu publicznie pokajać. Tej sprawy po prostu nie da się przeczekać. Mieszkańcy mają dobrą pamięć, a ten cały teatr od początku do końca po prostu zbyt mocno śmierdzi. Data dodania komentarza: 29.09.2026, 07:34 Źródło komentarza: Kardioznacznik i korpobełkot w atmosferze paraliżu i dzikiej owacji. Autor komentarza: Ryszard Treść komentarza: Panie Kamilu Cieszę się że porusza pan wszystkie sprawy ale jak ktoś tu niżej podpisał że nas mieszkańców nie za bardzo interesuje polityka i kłótnie polityczne jesteśmy bardziej zainteresowani rozwojem miasta i to co się w mieście dzieje. Po obejrzeniu sesji ciekawszym tematem jak dla mieszkańca jest właśnie utrata tych siedmiu i pół miliona złotych których jakoś nikt nie chce opisać dlaczego je utraciliśmy jak również i problemy pracownicze których wcześniej nie było. Na PZL raczej się nie doczekamy ponieważ Wiemy że to byli koledzy którzy razem startowali w aktualnościach czy złotowskich pl też ciężko teraz ujrzeć prawdę jak są zlecenia, pan który Myślałem, że bliżej do zrobienia takiego właśnie artykułu. Ale widzę że wszyscy unikacie tematów ważnych dla mieszkańców. Proszę obejrzeć jeszcze raz sobie sesję a przede wszystkim momenty dyskusyjne na temat dotacji gdzie pan Koronkiewicz dysponuje jakimiś dokumentami w tej sprawie a potwierdza też i pan Wojtuń. Czekam na artykuł Data dodania komentarza: 29.09.2026, 07:26 Źródło komentarza: Kardioznacznik i korpobełkot w atmosferze paraliżu i dzikiej owacji. Autor komentarza: M Treść komentarza: Delegat pewnie byłby odpowiednio przedstawiony i ot cała różnica w tej rozgrywce. Przewodniczący w tym przypadku wyszedł z butów. Data dodania komentarza: 29.09.2026, 06:33 Źródło komentarza: Kardioznacznik i korpobełkot w atmosferze paraliżu i dzikiej owacji. Autor komentarza: Kamil Ceranowski Treść komentarza: Panie Ryszardzie, Mieszkam na Mickiewicza, to również aleja, która łączy się pod kątem prostym z Al. Piasta, na której Pan mieszka, więc jesteśmy sąsiadami. Podobnie jak Pan, nie należę do żadnej partii politycznej. Gdyby jednak tak było, nie miałbym najmniejszego problemu, by napisać o tym wprost. Chciałbym jasno podkreślić: nie mam absolutnie nic przeciwko debacie o sprawach naszego miasta. Wręcz przeciwnie! Jestem gorącym zwolennikiem dyskusji o rozwoju Złotowa, o jego wyzwaniach i o wszystkich sprawach, zarówno tych kluczowych, jak i nieistotnych. Tekst w żaden sposób nie ganił samej idei debaty. Zachęcam do ponownej, spokojnej lektury. Dotyczył wyłącznie nazywania rzeczy po imieniu, takimi, jakimi są w rzeczywistości, a nie w sposób zawoalowany, pokrętny i wprowadzający czytelników oraz mieszkańców w błąd. To bardzo prosta zasada przyzwoitości. Jeśli głos chce zabrać marszałek, polityk, przedstawiciel konkretnej partii czy działacz danej struktury z określonego okręgu, Przewodniczący powinien zapowiedzieć go wprost z imienia, nazwiska i pełnionej funkcji lub przynależności. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, kto i z jakiego nadania do nich przemawia. Stosowanie politycznego kamuflażu, nazywanie kogoś „mieszkańcem” na potrzebę chwili, a za sekundę „radnym” (mimo braku mandatu), po prostu narusza przejrzystość intencji. O to, i tylko o to w tym tekście chodziło. Co do pozostałych poruszonych przez Pana kwestii w pełni się zgadzam. To ważne tematy i trzeba się nimi zająć. Nie jest jednak tak, że stosujemy wyjątki. Do naszej redakcji dotąd nikt oficjalnie nie zgłosił się z tymi problemami a sami ich nie szukamy (choć akurat dziś mieliśmy już telefon, tyle że dotyczący innego pracownika). Często działamy interwencyjnie za kulisami: pomagamy, kierujemy sprawy do odpowiednich osób, instytucji lub odradzamy pewne kroki i nie każda taka interwencja musi od razu kończyć się publikacją artykułu. Nie oznacza to jednak, że są tematy, które ignorujemy. Dziękuję za Pana komentarz i głos w dyskusji. Pozdrawiam po sąsiedzku! Data dodania komentarza: 28.09.2026, 21:27 Źródło komentarza: Kardioznacznik i korpobełkot w atmosferze paraliżu i dzikiej owacji. Autor komentarza: buu uu uu Treść komentarza: Pan z mównicy nie przygotowany mówiąc delikatnie. Wcześniej przy Szopinskim oklaskiwal otwarcie zlobka a na sesji byl krytyczny wobec tego. Pan pomylił się sie z powołaniem (brak wiedzy i doświadczenia w samorządzie)i dodatkowo przypisuje sobie nie swoje inwestycje. Data dodania komentarza: 28.09.2026, 18:50 Źródło komentarza: Kardioznacznik i korpobełkot w atmosferze paraliżu i dzikiej owacji.